Co kryje płocki ratusz (tekst z kwietnia 1997 r.)

Arkadiusz Adamkowski, Hubert Woźniak
05.12.2002 , aktualizacja: 23.10.2009 19:32
A A A Drukuj
Wszystko zaczęło się, gdy demontując ze ścian ratusza stare skrzynki elektryczne pracownicy Vectry zauważyli, że w murze tkwi... butelka. To drugie odkrycie po znalezieniu dwóch brązowych dzwonów sprzed kilku wieków.
Odnaleziona butelka z 1938 r.
Fot. Jan Waćkowski
Odnaleziona butelka z 1938 r.
W półtoralitrówce po przedwojennej wódce - kartka. A na niej wykaligrafowane: "W dniu 20 listopada 1938 r. został ukończony główny remont Magistratu m. Płocka". Każdy może się dowiedzieć, że mistrzem murarskim był Józef Gołębiowski, a instalację elektryczną wykonywali Marian Kępczyński i Stefan Reńda.

- Butelkę udało się wyciągnąć, choć pękła przy tym jej szyjka - opowiadał nam kierownik budowy Stanisław Cygan.

Pamiętają najazd szwedzki

Ale to jeszcze nie wszystko. Kilka tygodni po rozpoczęciu remontu, w wieży zegarowej ratusza pracownicy Vectry natknęli się na dwa spore brązowe dzwony, - jeden XVI-, a drugi XVII-wieczny. Skąd się tam wzięły i do czego służyły - tego nie udało nam się ustalić. Wiadomo tylko, że wisiały w drewnianej, obitej blachą wieży ratusza, zaraz za widocznym ze Starego Rynku zegarem. Wewnętrzna konstrukcja, na której zostały zawieszone pochodzi z ubiegłego wieku - prawdopodobnie z 1891 roku. Przynajmniej taką datę ktoś na niej wyrył.

Dzwony są dużo starsze od budynku ratusza. Daty wskazują na to, że pamiętają jeszcze najazd szwedzki. Na mniejszym (o średnicy ok. 70 cm) widnieje rok 1653. Większy (ok. metra średnicy) ma datę nie do końca czytelną. Nie wiadomo czy dzwon pochodzi z 1565 czy z 1595 roku.

Strażackie dzwony?

Na wieżę zegarową ratusza prowadzą kręte i zwężające się ku górze, drewniane schodki. Kończą się zabezpieczonym przyzwoitą barierką podestem, który otacza mniejszą wieżyczkę z kopułą. Pracownicy Vectry słyszeli, że służył wiele lat temu strażakom. Podobno na początku wieku zawsze jeden ratownik miał tu dyżur i pilnował, czy w mieście nic się nie pali. - Pochodzenie dzwonów trzeba dokładnie sprawdzić, ale niewykluczone, że tak właśnie było - powiedziała nam p.o. wojewódzkiego konserwatora zabytków Ewa Jaszczak. - Przed laty wielokrotnie łączono funkcje takich budynków jak ratusz i np. remiza strażacka.

Choć nie można też wykluczyć, że dzwony zostały przeniesione na ratusz z np. jakiegoś spalonego kościoła.

Nosiłem ojcu obiady

Nie żyje już żaden z tych płocczan, którzy przed wojną remontowali ratusz i zostali wymienieni na kartce umieszczonej w butelce. Udało nam się jednak skontaktować z ich rodzinami.

- Marian Kępczyński, przedwojenny "pepeesiak" pracował w elektrowni na Radziwiu; cała jego rodzina dobrze zasłużyła się miastu - opowiadał nam Jan Szymański z Zakładu Energetycznego. Dzięki niemu dotarliśmy do Janiny i Jerzego Kępczyńskich, dzieci Mariana. Dziś mają ok. 70-tki, mieszkają na Wielkiej Płycie, przy ul. Morykoniego.

- Dobrze pamiętam: zawsze kiedy ojciec wychodził do pracy całowałam go, żeby nic się nie stało - mówi zaskoczona naszymi informacjami Janina Kępczyńska. Przed wojną z rodzicami i bratem mieszkała w tzw. Czarnym Dworze. - To było na rogu Okrzei i Kwiatka, nazwa domu pochodzi stąd, że kiedyś stała tam sotnia kozacka; za cara tam były stajnie - tłumaczy Jerzy Kępczyński. - Na Kwiatka mieszkało dużo komunistów, ale ojciec nie przepadał za nimi. A remont ratusza trochę pamiętam: nosiłem ojcu obiady. Robili coś w skrzydle od dzisiejszej ul. Kazimierza Wielkiego, murarze nosili cegły na ramionach, ojciec był tam chyba brygadzistą elektryków.

Na początku stycznia 1941 r. Niemcy wywieźli Kępczyńskich do Działdowa. - Ale ojciec trafił tam osobno, bo potraktowano go jako więźnia politycznego; wyjechał razem z księżmi, adwokatami - dodaje Janina Kępczyńska. - Pewnie dlatego, że był działaczem PPS, a jego brat płockim posłem. W samym Działdowie udało nam się jednak spotkać; po paru dniach już razem Niemcy wywieźli nas pociągiem do Częstochowy. Tam granatowa policja miała nas dokooptować do jakiejś miejscowej polskiej rodziny. Ale już na dworcu ojciec zdecydował, że uciekamy. Wsiedliśmy w pociąg i ruszyliśmy do Warszawy; tam zamieszkaliśmy u rodziny przy ul. Krochmalnej. Ojciec pracował wówczas jako dozorca. Przetrwaliśmy tak aż do Powstania Warszawskiego, brat walczył w obwodzie 3. Wola zgrupowania majora Waligóry. Któregoś dnia zeszliśmy do schronu, palił się nasz dom. Ojciec wyszedł ze schronu, bo chciał coś z niego uratować. Wtedy widzieliśmy go ostatni raz. Miał 41 lat.

Pobudował, nie zapłacili

Zapytaliśmy państwa Kępczyńskich o kolejnego z monterów Stefana Reńdę. - To był kolega ojca, często nas odwiedzał. Mieszkał gdzieś na Starówce, chyba niedaleko Małachowianki - usłyszeliśmy.

W przechodniaku niedaleko liceum długo szukaliśmy mieszkania państwa Reńdów. W końcu udało nam się dowiedzieć, że możemy tu znaleźć jedynie... Rędzińskich.

Sprawa wyjaśniła się momentalnie, gdy Stefania Rędzińska wyjaśniła nam, że po wojnie jej mąż Stefan Reńda zmienił nazwisko. On też pracował w elektrowni na Radziwiu; w wojnę był wywieziony na roboty na Mazury, kopał tam okopy. Wrócił chory, po wojnie cały czas pracował w Zakładzie Energetycznym, dostał kilka odznaczeń państwowych.

Z kolei u państwa Rędzińskich pytaliśmy, gdzie szukać rodziny Józefa Gołębiowskiego. Zostaliśmy odesłani na ul. Ostatnią. Okazało się, że mieszka tam jego bratanek Henryk Gołębiowski: - Pewnie, że znam swojego stryja, przecież pracowałem w jego firmie. Ale więcej powie wam jego syn.

A nim jest... właściciel firmy Labor-Gołębiewski - Józef Gołębiewski. - Jestem naprawdę zaskoczony - powiedział nam wczoraj. Ale na tej kartce ktoś popełnił błąd. Mój ojciec nazywał się Gołębiewski. Przed wojną mieszkał i budował w Warszawie, m.in. Bank Rolny, dyrekcję Kolei Państwowych przy ul. Wileńskiej i Targowej. W 1932 r. przeprowadził się do Płocka i kupił plac, naprzeciwko mleczarni, gdzie teraz mamy firmę. Założył własne przedsiębiorstwo budowlane, które zatrudniało ok. 100 osób. Na owe czasy to była potężna liczba. Wybudował dużo szkół, kościołów, w Płocku m.in. obecny Hotel Miejski, Dom Dietricha na rogu 1 Maja i Kolegialnej, dworzec autobusowy; swoją drogą nikt mu za niego nie zapłacił, bo wybuchła wojna.

Potem Gołębiewski trafił do obozu koncentracyjnego w Stutthoffie. - M.in. dlatego, że przechowywał na swoich budowach ukrywających się przed Niemcami ludzi - dodaje syn. - Po wojnie musiał wyemigrować do Warszawy, bo w Płocku był na czarnej liście, traktowany jak kapitalista i nikt nie chciał dać mu pracy. Ale i tak odbudowywał m.in. płocką katedrę; nikt poza nim nie chciał się tego podjąć.

Szwajcarska robota

Co jeszcze zostanie znalezione w czasie remontu ratusza? Nie wiadomo, ale z pewnością można się spodziewać jeszcze kilku ciekawych znalezisk. - Proszę popatrzeć na ten stary zegar zdjęty z wieży - mówi kierownik Cygan. - Nikt nie wie ile ma lat. Ale obejrzał go zegarmistrz i stwierdził, że to stara, szwajcarska robota. Jakby zlikwidować tylko w jednym miejscu luzy, to by jeszcze popracował.

Jednak ten stary zegar pewno nie wróci na swoje miejsce. Należy przypuszczać, że zostanie zastąpiony elektrycznym mechanizmem.

Pracownicy Vectry znaleźli też zamurowaną, drewnianą klatkę schodową, która niegdyś łączyła parter z piwnicą. Prawdopodobnie zlikwidowano ją w czasie przedwojennego remontu. Nie dotarli również do wszystkich pomieszczeń w piwnicach. Na planach jeden ich fragment zaznaczony jest jako właściwie "biała plama". Korytarze kończą się jakby w jednej trzeciej długości budynku i zupełnie nie wiadomo co jest dalej.

Remont ratusza zaczął się w grudniu ubiegłego roku i potrwa jeszcze do przyszłej wiosny. Już zdecydowano, że trzeba będzie zdjąć mniejszą wieżyczkę. Jest w fatalnym stanie i nie można jej tam zostawić. Początkowo chciano też zdemontować większą wieżę, ale zrezygnowano z tego. Zbyt duże ryzyko, że się zawali, a jednocześnie nie jest w najgorszym stanie. Na pewno jednak zostaną zabrane dzwony. Nie wiadomo jeszcze co się z nimi stanie, ale dla wieży zegarowej ratusza stanowią zbyt duże obciążenie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów