Kartki z pożogi...

aw, hw
16.05.2004 , aktualizacja: 16.05.2004 00:00
A A A Drukuj
... taki tytuł nosi niezwykła książka, którą wydało właśnie Towarzystwo Naukowe Płockie. To, że powstała, możemy zawdzięczać wyłącznie cudownemu odnalezieniu butelki z okupacyjnymi zapiskami płockiego Żyda, żołnierza AK Symchy Gutermana.
Jakub Guterman
Fot. Tomasz Niesłuchowski / AG
Jakub Guterman
Syn Jakub tak zaczyna swe wspomnienia o ojcu: "Jego własne cierpienie i niebezpieczeństwo wydawało mu się zapewne błahe w porównaniu z powagą historycznej misji, jaką chciał spełnić. Zapełniał długie i wąskie skrawki papieru w pośpiechu, jakby obawiał się, że nie zdąży dokończyć swej mozolnej pracy. Po zapisaniu karteczek drobnym maczkiem po obu stronach ojciec zwijał pasemka, związywał czarną nitką i wkładał ostrożnie do litrowej butelki, starając się w nią wcisnąć jak najwięcej. Wypełnioną po brzegi butelkę zamykał, zalewał parafiną, a potem zabierał mnie do piwnicy i pokazywał, gdzie ją ukrył. Widzisz synku? - mówił. - Patrz, to będzie tu. Zapamiętaj, jedna, druga... szósta cegła...". Po wojnie syn latami poszukiwał tego pamiętnika, rysował mapki mamie i ciotce, które przyjeżdżały do Polski. Nie znalazły. Ale udało mu się dowiedzieć, że informacje o butelce mogą mieć ludzie o nazwiskach Pinkiert i Szcześniak. Przyjaciel Jan Janik, który współpracował ze Spielbergiem przy "Liście Schindlera" dzwonił do ludzi o tym nazwisku po całej Polsce. Natrafił na Pinkierta w Warszawie, któremu butelkę przekazała kiedyś znajoma. Jutro o godz. 17 Jakub Guterman przyjedzie na promocję "Kartek z pożogi" do TNP.

Symcha Guterman

Urodził się w 1903 r. w Warszawie. Na początku I wojny światowej jego rodzice osiedlili się w Płocku. Był w wojsku, miał warsztat, ożenił się z płocczanką Ewą Alterowicz. Napisał wiele sztuk, które cieszyły się w Płocku dużą popularnością. Przeżył obóz zagłady w Działdowie. W powstaniu warszawskim zginął jako żołnierz AK.

Jakub Guterman

Kiedy wybuchła wojna, miał cztery lata. Mieszkał przy Grodzkiej 9. Uratował się dzięki aryjskim papierom. W ostatnim roku wojny był pastuchem pod Łowiczem. Po wojnie wrócił z matką do Płocka, pamięta, że most był zniszczony i że płynęli przez Wisłę łódką. Przez rok uczył się w Jagiellonce, w 1950 r. wyjechał do Izraela.

Z książki

"... Żydzi wypełniali wszystkie rozkazy punktualnie (...). Przepisowo dostarczali radioodbiorniki, potem paszporty i tak dalej. Nie dotyczyło to tylko jednego jedynego rozkazu. Chodziło o to, żeby wziąć kawałek żółtego materiału, wyciąć z niego trójkąt piętnaście centymetrów wysoki i pięć centymetrów szeroki i wierzchołkiem do góry przyszyć na plecach ubrania. Mniejszy żółty trójkąt należało umieścić z przodu po lewej stronie. Ludzie nie mogli znieść myśli, że zostali wystawieni na pośmiewisko, musząc chodzić z żółtym trójkątem na ubraniu. (...) Pierwszego dnia, od którego obowiązywało noszenie żółtego trójkąta, wszyscy, których to dotyczyło, zostali w swoich czterech ścianach. (...) Ulice były niemalże opustoszałe...".

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos