Zesłaniec prezydentem, czyli Antoniego Michalskiego przypadki
17.09.2010
, aktualizacja: 17.09.2010 21:05
Ciężkie to były czasy. Pełne zwrotów akcji i niespodziewanych rozstrzygnięć. Weźmy Antoniego Michalskiego. W 1920 r. jako prezydent Płocka witał swojego przyjaciela Józefa Piłsudskiego, gdy ten dekorował miasto Krzyżem Walecznych. Rodzinne podanie głosi, że sześć lat później, już po przewrocie majowym, nie podał Piłsudskiemu ręki. I przestał być prezydentem
Jurata Bogna Serafińska jest poetką, pisarką. Ma też swoją stronę internetową, prowadzi bloga. Należy do Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Autorów Polskich. Przyszła na świat w Płocku, podobnie jak jej ojciec Lew Michalski, syn Antoniego Michalskiego - pierwszego prezydenta Płocka po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Co ukształtowało Serafińską? Wiersze Władysława Broniewskiego i opowieści o dziadku, postaci bohaterskiej i tragicznej jednocześnie.
Nie zdążyłam go poznać
Jak pisze na blogu, na ścianach jej warszawskiego mieszkania wiszą zdjęcia ojca w szkolnym mundurku. Był jeszcze przed maturą. Na pozostałych są dziadkowie, pradziadkowie, babki i prababki. I dalej: "Ta kolekcja wisiała u mnie w domu jeszcze w czasach, kiedy nie było mody na zdjęcia retro, a przyznawanie się do herbowych przodków mogło być źle widziane i pociągać za sobą różne skutki. Mam wiele starych fotek z XIX i XX w. Cudem ocalały pomimo tego, że moja rodzina była parokrotnie wysiedlana w czasie okupacji. Najpierw z Płocka, potem z Warszawy po powstaniu".
- Dziadek zmarł w 1940 r., ja urodziłam się już po wojnie. Dlatego niestety nie zdążyłam poznać go osobiście - opowiada wnuczka Antoniego. - Na szczęście zaistniał w mojej świadomości dzięki opowieściom taty. Zawdzięczam mu nie tylko znajomość poezji Władysława Broniewskiego czy tłumaczenia twórczości Fiodora Dostojewskiego i Lwa Tołstoja, ale też właśnie historię Antoniego Michalskiego. Swoje zrobiły też rachunki z firmy dziadka, przeznaczone potem np. do zawijania w nie różnych przedmiotów. Pamiętam, gdy jako mała dziewczynka odnalazłam na nich dziadkowe imię i nazwisko. To pobudzało ciekawość, którą zaspokajał tata, snując rodzinne opowieści.
Dziadek Juraty Bogny Serafińskiej, choć urodził się w 1867 r. w należącym wtedy do Rosji Wołkowysku (obecnie na Białorusi), już w młodości dał się poznać Rosjanom z niezbyt dobrej strony. Niedługo po studiach w Instytucie Technologicznym w Petersburgu został aresztowany przez władze carskie i uwięziony w słynnej twierdzy Pietropawłowskiej. Powód? Działalność niepodległościowa. Tym samym podzielił los m.in. Tadeusza Kościuszki, Jana Kilińskiego, Fiodora Dostojewskiego czy Maksyma Gorkiego. Represje wobec niego nie skończyły się nawet wtedy, gdy wyszedł na wolność. Przebywał na zesłaniu wraz ze swoim przyjacielem Stanisławem Wojciechowskim, późniejszym prezydentem Polski. Tam też poznał Ninę Gieorgijewnę Dmitriewą, nauczycielkę, którą później poślubił.
Ideowiec bez pensji
Gdyby po zakończeniu zesłania władze carskie wyraziły zgodę na powrót Antoniego Michalskiego do rodzinnego Wołkowyska, pewnie ten artykuł by nie powstał. Ale choć starał się o to kilka lat, Rosjanie postali nieugięci. Wybrał więc Płock, w którym zamieszkał na początku XX w.
Tutaj szybko zaczął wykorzystywać wiedzą zdobytą podczas studiów w Petersburgu. Był współzałożycielem warsztatów mechanicznych i odlewni żelaza, specjalizujących się w naprawach maszyn i narzędzi rolniczych. Działał też na rzecz Polskiej Macierzy Szkolnej i - powstałego w Płocku - Towarzystwa Kultury Polskiej. A w październiku 1918 r., na czele mieszkańców Płocka, zmusił garnizon niemiecki do opuszczenia miasta. Ten czyn nie mógł przejść bez echa. Miejscowy komitet Polskiej Partii Socjalistycznej, z którą Michalski był związany, zgłosił jego kandydaturę na prezydenta Płocka.
- Gdy przestał nim być po 1926 r., powrócił do Płockiego Biura Technicznego, które założył za pieniądze z posagu żony - opowiada Serafińska. - Biuro pracowało potem na rzecz Wojska Polskiego, wykonało m.in. instalacje wodno-kanalizacyjne w koszarach w Płocku i Przasnyszu. Sam dziadek opracował kilka patentów, choćby na piec wodno-elektryczny. Niestety, po 1939 r. biuro najpierw trafiło w ręce Niemców. Rok później dziadek zmarł i nie doczekał momentu, gdy jego "dziecko" zostało znacjonalizowane przez nowe władze polskie.
Zanim jeszcze Antoni Michalski zasiadł na dobre za biurkiem inżyniera, jeszcze jako prezydent nie zapomniał o technicznej pasji. To on zapoczątkował budowę portu rzecznego w Płocku Radziwiu. Tego samego, który jeszcze dwa lata przed wybuchem wojny pełnił zaszczytną funkcję największego portu śródlądowego w Polsce. Przez lata prezydentury nie zapomniał też o tym, dlaczego wstąpił do PPS. Jurata Bogna Serafińska: - Gdy był prezydentem Płocka, zrezygnował z pobierania należnej mu pensji. Cóż, urodzony ideowiec. Do tego stopnia, że - jak niesie rodzinna wieść - w 1926 r. nie mógł darować zaprzyjaźnionemu z nim Józefowi Piłsudskiemu zamachu stanu, czyli słynnego przewrotu majowego. Ponoć z tego powodu nie podał mu ręki, co przy porywczym charakterze marszałka miało zdecydować o odejściu dziadka ze stanowiska prezydenta Płocka.
Między młotem a kowadłem
Po bohaterskiej obronie Płocka w 1920 r. w mieście zaczęły narastać antysemickie nastroje. Pod pretekstem oskarżenia Żydów o sprzyjanie bolszewikom niektórzy żołnierze i mieszkańcy Płocka plądrowali żydowskie mieszkania i domy oraz bili ich właścicieli. Z tego powodu generał Mikołaj Osikowski, starosta Franciszek Morawski i prezydent Antoni Michalski, wydali odezwę, w której wzywali do zachowania spokoju i poszanowania cudzego mienia. Stało w niej m.in.: "Wszelkie przekroczenia przeciw porządkowi publicznemu, jak również rabunek, grabież, bez względu na to, kto je popełnił, będą karane z całą surowością prawa". Nic dziwnego, że nienawidząca PPS-owców endecja komentowała złośliwie, że Michalski został prezydentem miasta głosami lewaków i Żydów.
- Dziadek już na zesłaniu przejawiał szacunek do innych narodowości i wyznań. Pojął za żonę Rosjankę, szanował Żydów. Dlatego nie dziwi mnie, że po obronie miasta przed bolszewikami wstawił się za płocczanami pochodzenia żydowskiego. To było odważne i godne szacunku. Bo właśnie takie gorące sytuacje są próbą prawdziwości poglądów - podkreśla wnuczka Antoniego Michalskiego.
Po wojnie o pierwszym niepodległym prezydencie Płocka nie mówiło się niemal wcale. Dla wielu osób o poglądach prawicowych nie był godzien szacunku ze względu na przynależność do PPS. Nienawidziła go też władza komunistyczna, dla której przedwojenni socjaliści byli śmiertelnymi wrogami. Choć już nie żył, znalazł się między młotem a kowadłem. Dlatego pamięć o nim mocno przyblakła.
- To niewątpliwie zapomniana postać, choć niesłusznie, bo o Antonim Michalskim nie można powiedzieć, że nic nie zdziałał. Przecież jego prezydentura przypadła na bardzo trudny czas dla Płocka i całej odrodzonej RP. Duże niepokoje społeczne, drożyzna, problemy aprowizacyjne, bezrobocie... A jednak starał się z tym wszystkim zmierzyć, nie wyrzekając się jednocześnie własnych poglądów - podkreśla płocki historyk Grzegorz Gołębiewski.
Jurata Bogna Serafińska z uśmiechem wspomina tę prężność i determinację w działaniach społecznych dziadka. Czy to jako młodego działacza niepodległościowego w Rosji, czy inżyniera, czy prezydenta Płocka. I żartuje, że gdyby żył dzisiaj, też pewnie założyłby swoją stronę internetową i prowadził bloga.
Podziękowania dla Krzysztofa Bieńkowskiego - szefa płockiego oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich i redaktora naczelnego kwartalnika artystyczno-naukowego "Znaj"
Nie zdążyłam go poznać
Jak pisze na blogu, na ścianach jej warszawskiego mieszkania wiszą zdjęcia ojca w szkolnym mundurku. Był jeszcze przed maturą. Na pozostałych są dziadkowie, pradziadkowie, babki i prababki. I dalej: "Ta kolekcja wisiała u mnie w domu jeszcze w czasach, kiedy nie było mody na zdjęcia retro, a przyznawanie się do herbowych przodków mogło być źle widziane i pociągać za sobą różne skutki. Mam wiele starych fotek z XIX i XX w. Cudem ocalały pomimo tego, że moja rodzina była parokrotnie wysiedlana w czasie okupacji. Najpierw z Płocka, potem z Warszawy po powstaniu".
- Dziadek zmarł w 1940 r., ja urodziłam się już po wojnie. Dlatego niestety nie zdążyłam poznać go osobiście - opowiada wnuczka Antoniego. - Na szczęście zaistniał w mojej świadomości dzięki opowieściom taty. Zawdzięczam mu nie tylko znajomość poezji Władysława Broniewskiego czy tłumaczenia twórczości Fiodora Dostojewskiego i Lwa Tołstoja, ale też właśnie historię Antoniego Michalskiego. Swoje zrobiły też rachunki z firmy dziadka, przeznaczone potem np. do zawijania w nie różnych przedmiotów. Pamiętam, gdy jako mała dziewczynka odnalazłam na nich dziadkowe imię i nazwisko. To pobudzało ciekawość, którą zaspokajał tata, snując rodzinne opowieści.
Dziadek Juraty Bogny Serafińskiej, choć urodził się w 1867 r. w należącym wtedy do Rosji Wołkowysku (obecnie na Białorusi), już w młodości dał się poznać Rosjanom z niezbyt dobrej strony. Niedługo po studiach w Instytucie Technologicznym w Petersburgu został aresztowany przez władze carskie i uwięziony w słynnej twierdzy Pietropawłowskiej. Powód? Działalność niepodległościowa. Tym samym podzielił los m.in. Tadeusza Kościuszki, Jana Kilińskiego, Fiodora Dostojewskiego czy Maksyma Gorkiego. Represje wobec niego nie skończyły się nawet wtedy, gdy wyszedł na wolność. Przebywał na zesłaniu wraz ze swoim przyjacielem Stanisławem Wojciechowskim, późniejszym prezydentem Polski. Tam też poznał Ninę Gieorgijewnę Dmitriewą, nauczycielkę, którą później poślubił.
Ideowiec bez pensji
Gdyby po zakończeniu zesłania władze carskie wyraziły zgodę na powrót Antoniego Michalskiego do rodzinnego Wołkowyska, pewnie ten artykuł by nie powstał. Ale choć starał się o to kilka lat, Rosjanie postali nieugięci. Wybrał więc Płock, w którym zamieszkał na początku XX w.
Tutaj szybko zaczął wykorzystywać wiedzą zdobytą podczas studiów w Petersburgu. Był współzałożycielem warsztatów mechanicznych i odlewni żelaza, specjalizujących się w naprawach maszyn i narzędzi rolniczych. Działał też na rzecz Polskiej Macierzy Szkolnej i - powstałego w Płocku - Towarzystwa Kultury Polskiej. A w październiku 1918 r., na czele mieszkańców Płocka, zmusił garnizon niemiecki do opuszczenia miasta. Ten czyn nie mógł przejść bez echa. Miejscowy komitet Polskiej Partii Socjalistycznej, z którą Michalski był związany, zgłosił jego kandydaturę na prezydenta Płocka.
- Gdy przestał nim być po 1926 r., powrócił do Płockiego Biura Technicznego, które założył za pieniądze z posagu żony - opowiada Serafińska. - Biuro pracowało potem na rzecz Wojska Polskiego, wykonało m.in. instalacje wodno-kanalizacyjne w koszarach w Płocku i Przasnyszu. Sam dziadek opracował kilka patentów, choćby na piec wodno-elektryczny. Niestety, po 1939 r. biuro najpierw trafiło w ręce Niemców. Rok później dziadek zmarł i nie doczekał momentu, gdy jego "dziecko" zostało znacjonalizowane przez nowe władze polskie.
Zanim jeszcze Antoni Michalski zasiadł na dobre za biurkiem inżyniera, jeszcze jako prezydent nie zapomniał o technicznej pasji. To on zapoczątkował budowę portu rzecznego w Płocku Radziwiu. Tego samego, który jeszcze dwa lata przed wybuchem wojny pełnił zaszczytną funkcję największego portu śródlądowego w Polsce. Przez lata prezydentury nie zapomniał też o tym, dlaczego wstąpił do PPS. Jurata Bogna Serafińska: - Gdy był prezydentem Płocka, zrezygnował z pobierania należnej mu pensji. Cóż, urodzony ideowiec. Do tego stopnia, że - jak niesie rodzinna wieść - w 1926 r. nie mógł darować zaprzyjaźnionemu z nim Józefowi Piłsudskiemu zamachu stanu, czyli słynnego przewrotu majowego. Ponoć z tego powodu nie podał mu ręki, co przy porywczym charakterze marszałka miało zdecydować o odejściu dziadka ze stanowiska prezydenta Płocka.
Między młotem a kowadłem
Po bohaterskiej obronie Płocka w 1920 r. w mieście zaczęły narastać antysemickie nastroje. Pod pretekstem oskarżenia Żydów o sprzyjanie bolszewikom niektórzy żołnierze i mieszkańcy Płocka plądrowali żydowskie mieszkania i domy oraz bili ich właścicieli. Z tego powodu generał Mikołaj Osikowski, starosta Franciszek Morawski i prezydent Antoni Michalski, wydali odezwę, w której wzywali do zachowania spokoju i poszanowania cudzego mienia. Stało w niej m.in.: "Wszelkie przekroczenia przeciw porządkowi publicznemu, jak również rabunek, grabież, bez względu na to, kto je popełnił, będą karane z całą surowością prawa". Nic dziwnego, że nienawidząca PPS-owców endecja komentowała złośliwie, że Michalski został prezydentem miasta głosami lewaków i Żydów.
- Dziadek już na zesłaniu przejawiał szacunek do innych narodowości i wyznań. Pojął za żonę Rosjankę, szanował Żydów. Dlatego nie dziwi mnie, że po obronie miasta przed bolszewikami wstawił się za płocczanami pochodzenia żydowskiego. To było odważne i godne szacunku. Bo właśnie takie gorące sytuacje są próbą prawdziwości poglądów - podkreśla wnuczka Antoniego Michalskiego.
Po wojnie o pierwszym niepodległym prezydencie Płocka nie mówiło się niemal wcale. Dla wielu osób o poglądach prawicowych nie był godzien szacunku ze względu na przynależność do PPS. Nienawidziła go też władza komunistyczna, dla której przedwojenni socjaliści byli śmiertelnymi wrogami. Choć już nie żył, znalazł się między młotem a kowadłem. Dlatego pamięć o nim mocno przyblakła.
- To niewątpliwie zapomniana postać, choć niesłusznie, bo o Antonim Michalskim nie można powiedzieć, że nic nie zdziałał. Przecież jego prezydentura przypadła na bardzo trudny czas dla Płocka i całej odrodzonej RP. Duże niepokoje społeczne, drożyzna, problemy aprowizacyjne, bezrobocie... A jednak starał się z tym wszystkim zmierzyć, nie wyrzekając się jednocześnie własnych poglądów - podkreśla płocki historyk Grzegorz Gołębiewski.
Jurata Bogna Serafińska z uśmiechem wspomina tę prężność i determinację w działaniach społecznych dziadka. Czy to jako młodego działacza niepodległościowego w Rosji, czy inżyniera, czy prezydenta Płocka. I żartuje, że gdyby żył dzisiaj, też pewnie założyłby swoją stronę internetową i prowadził bloga.
Podziękowania dla Krzysztofa Bieńkowskiego - szefa płockiego oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich i redaktora naczelnego kwartalnika artystyczno-naukowego "Znaj"
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
