Z płockiego strychu: Śmierć męczeńską przyjmę za grzechy moje

Rafał Kowalski
04.03.2011 , aktualizacja: 04.03.2011 21:17
A A A Drukuj
Za życia Antoniego Juliana Nowowiejskiego i Leona Wetmańskiego - bodaj najsłynniejszych płockich duchownych - wybuchła rewolucja październikowa, toczyła się I wojna światowa, a Polska odzyskała niepodległość, której potem broniła przed bolszewikami. Do dziś nie odnaleziono ich ciał, choć od tragicznej śmierci obu biskupów minęło 70 lat
Tryptyk w kościele św. Marcina w Słupnie, poświęcony Antoniemu Julianowi Nowowiejskiemu i Leonowi Wetmańskiemu
Fot. Tomasz Niesłuchowski / Agen
Tryptyk w kościele św. Marcina w Słupnie, poświęcony Antoniemu Julianowi Nowowiejskiemu i Leonowi Wetmańskiemu
Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski (z lewej) i biskup Leon Wetmański
Archiwum PIW
Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski (z lewej) i biskup Leon Wetmański
Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski
Archiwum parafii św. Marcina w Słupnie
Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski
Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski na internowaniu w Słupnie
Archiwum parafii św. Marcina w Słupnie
Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski na internowaniu w Słupnie
Telegram do arcybiskupa Filippo Cortesiego, nuncjusza apostolskiego urzędującego w Warszawie, arcybiskup Nowowiejski wysłał 4 marca 1939 r. Wyrażał w nim radość z wyboru Eugenio Pacellego na papieża, który przyjął imię Piusa XII. Pisał: "Żarliwie błagamy Boskiego Mistrza, iżby Swego Następcę na długie lata w zdrowiu i pomyślności wszelakiej zachował". Miesiąc później, w liście do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej Diecezji Płockiej podkreślał, że na młodzież polską zwrócone są oczy całego społeczeństwa. Ostatnie jego pismo pochodzi z 1 lutego 1940 r. - to odezwa o stałą pomoc materialną ze strony duchowieństwa. Ostatnie, bo jeszcze w tym samym miesiącu został aresztowany przez gestapo, a pamiętnego 8 marca 1941 r. przewieziony do obozu w Działdowie.

Siedem lat przed wybuchem wojny

po powrocie z pogrzebu swojego duchowego mistrza - biskupa pińskiego Zygmunta Łozińskiego - biskup Leon Wetmański napisał w testamencie: "Jeślibyś, Boże Miłosierny i Dobry, dał mi łaskę, którą nazywają śmiercią męczeńską, przyjmę ją głównie za grzechy moje i za tych, którzy by mi ją zadawali; aby i oni Ciebie, Boże Dobry i Miłosierny całym sercem kochali". W obliczu tych słów nie dziwi, że w nocy z 6 na 7 marca 1941 r., choć mógł uniknąć aresztowania i wywózki, został na swoim posterunku. Tłumaczył, że nie mógł zostawić diecezjan i swojego ordynariusza, arcybiskupa Nowowiejskiego, który przecież był w podeszłym wieku. Do Działdowa trafili razem.

Gdy w 1918 r. wygasały zmagania na frontach pierwszej wojny światowej, Antoni Julian Nowowiejski od 10 lat sprawował funkcję biskupa płockiego, którym mianował go papież Pius X. Dwa lata wcześniej założył Niższe Seminarium Duchowne, a w 1903 r. Muzeum Diecezjalne. Jeszcze w czasie wojny ratował głodujące dzieci robotnicze.

Potem Płock stanął w obliczu kolejnego zagrożenia, czyli ataku bolszewików w 1920 r. „Kurier Płocki” apelował, by nie siać paniki i zgodnie współpracować. Na jego szpaltach płocczanie mogli przeczytać: „Zjednoczeni w modłach z naszym Najwyższym Arcypasterzem, Biskupem Płockim, zespoleni z wojskiem i władzami patrzyć możemy z ufnością w przyszłość. Prawdzie patrzmy śmiało i z odwagą w twarz, bo tylko nędzna jednostka o »zajęczym sercu” i »strusiej trwodze” prawdy obawiać się może! Od tego mamy władze, od tego mamy prasę i dzielne jednostki na czele społecznym, aby z tą chwilą nawet, gdyby zaszła potrzeba, wróg nie mógł się cieszyć swoim tryumfem nad nami! Precz z paniką i tchórzostwem!”.

Płock udało się uratować

A Nowowiejski ukończył monumentalne dzieło "Płock. Monografia historyczna". Jak sam pisał, poprawił i uzupełnił je w roku 1930 - tym samym, w którym papież Pius XI obdarzył go tytułem arcybiskupa. Twórca "Monografii..." starał się stronić od suchego, nieciekawego języka, chciał wpłynąć na wyobraźnię czytelnika. Choćby wtedy, gdy pisał o trasie od mostu do katedry: "Gdy wejdziemy do Płocka od strony Wisły i mostu, po lewej ręce nad brzegiem Wisły ujrzymy tzw. Rybaki, tj. przedmieście Płocka, na które, dalej ku zachodowi, składają się liczne domki rybackie, drewniane najczęściej, bliżej zaś mostu - bulwar Neudhardt'a, jednego z gubernatorów płockich w pierwszych latach XX w., który go umocnił kamienną ścianą. Tu stoi dom przemysłowca Górnickiego, tu statki parowe przybijają. Po prawej stronie mostu stała niegdyś kaplica św. Krzyża przy drodze prowadzącej w górę, którą można dojść do wodociągów naprzód, a potem do cegielni nad Wisłą".

W tym samym jednak dziele Antoni Julian Nowowiejski zamieścił zdania, które dziś z pewnością mogą być dla wielu bardzo przykre. Chodzi o jego stosunek do mariawitów, nazywanych „sektą”, która „po odstąpieniu od Kościoła katolickiego, coraz więcej stacza się po pochyłościach zepsucia”. Dodawał, że mariawici w swym odstępstwie ogłupiają, powołując się na Pismo Św., które tłumaczyli po swojemu, aby „usprawiedliwić swoje zmysłowe popędy”. A gdy w 1906 r. wyszedł pierwszy numer „Płocczanina” - pisma nawiązującego do poglądów postępowej prawicy, popierające liberałów i świeckość szkół, które upadło w 1908 r. - przyszły arcybiskup tak się wyraził: „Powstał w 1906 r. w Płocku postępowo-żydowski organ »Płocczanin «, napadający na Kościół katolicki i tradycje polskie (...). Żydzi wreszcie w 1908 r. przestali bluzgać na nasze świętości i zamknęli pismo”. W ostatnim numerze redakcja „Płocczanina” powiadomiła czytelników, że pismo przestaje wychodzić, bowiem nie może przemóc „ogarniającej społeczeństwo apatii”.

Leon Wetmański podczas I wojny światowej przebywał w Petersburgu, gdzie

niósł pomoc materialną uchodźcom z Polski,

organizując choćby sierociniec dla dzieci z Polski. Gdy w 1918 r. wrócił do kraju, rozpoczął pracę pedagogiczną w Niższym Seminarium Duchownym. Poprzestawał na skromnym utrzymaniu, wszystkie oszczędności przeznaczał na biednych. Został prezesem płockiego Towarzystwa Dobroczynności, zorganizował też biuro Caritas. Sakrę biskupią przyjął w 1928 r.

Zanim obaj zostali przewiezieni do Działdowa, przez rok przebywali na internowaniu w Słupnie. I właśnie tam, na ten czas, symbolicznie "przeniesiona" została katedra.

Już w obozie Niemcy często upokarzali duchownych. Dla przykładu wiekowemu arcybiskupowi Nowowiejskiemu kazali padać na ziemię, w błoto i znów wstawać. Nawet droga do latryny w ich wykonaniu była drogą przez mękę. Obaj musieli biec, a gdy brakowało sił, dotkliwie bili ich gestapowcy. Nie inaczej było ze sprzątaniem nieczystości, bo do tego też byli zmuszani.

Organizm ponad 80-letniego arcybiskupa nie wytrzymał. Antoni Julian Nowowiejski zmarł prawdopodobnie pod koniec maja 1941 r. Wiele wskazuje na to, że dwa miesiące później Niemcy zamordowali biskupa Wetmańskiego. Ich ciał do dzisiaj nie odnaleziono.

W czerwcu 1999 r. Jan Paweł II beatyfikował 108 polskich męczenników, zamordowanych podczas II wojny światowej. Wśród nich arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego i biskupa Leona Wetmańskiego.

Swój ostatni list, stworzony w pierwszą niedzielę adwentu 1939 r., arcybiskup Nowowiejski zakończył: "Wszyscy miłujcie się nawzajem, jedni drugich wspomagajcie uczynkiem, słowem, nawet myślą i pragnieniem, a przede wszystkim modlitwą. O kościele swoim pamiętajcie. Dusze zmarłych wspomagajcie. Módlcie się, a nie przestawajcie, aż uprosicie u Boga wszystkie łaski, jakie wam będą potrzebne".

Korzystałem z: "Listów z Tumskiego Wzgórza" Antoniego Juliana Nowowiejskiego, cz. I i II, wydanych przez Płocki Instytut Wydawniczy (pod red. ks. Henryka Seweryniaka i Witolda Banasiaka); "Płock. Monografia historyczna" Antoniego Juliana Nowowiejskiego (Bracia Detrychowie); "Będziecie moimi świadkami" ks. Wojciecha Góralskiego (Płocki Instytut Wydawniczy); "Kurier Płocki", nr 167 z 1920 r. Podziękowania dla Książnicy Płockiej.

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów