Kiedyś: wzniesienie, bez i konwalie. Dziś: zniszczone groby i śmieci
11.03.2011
, aktualizacja: 11.03.2011 22:41
Żeby dostać się do zapomnianego cmentarza ewangelickiego nad Brzeźnicą, trzeba pokonać kilka przeszkód: śmieci, chaszcze, rzeczkę... Kiedy już dotrzemy na miejsce, przed oczami staje rozgrzebana i zniszczona nekropolia, która do dziś nie może doczekać się upamiętnienia.
Tomasz Bortkiewicz, 37-letni robotnik budowlany z Płocka, o tym trudno dostępnym miejscu dowiedział się od kolegi. Usłyszał: "Znalazłem prawdopodobnie pozostałości cmentarza żydowskiego. Jedź tam i zobacz". Kolega wiedział, do kogo się zwrócić - Bortkiewicz z wykształcenia jest historykiem. Ewentualne pytanie o to, czemu jego obecna praca jest tak rozbieżna z wykształceniem, prewencyjnie zbywa: - Nie można gardzić żadną pracą, zwłaszcza w obecnych czasach.
W każdym razie, gdy wiedziony ciekawością wybrał się w tamto miejsce jeszcze w ubiegłym roku, stwierdził, że nie chodzi o kirkut, lecz cmentarz ewangelicki. Ale po kolei.
Bortkiewicz ruszył w tamto miejsce od strony lotniska, ulicą Wiadukt. Przeszedł pod samym wiaduktem i dotarł do łuku drogi skręcającej w lewo. Następnie poruszał się wzdłuż ogrodzenia i tak trafił do starego mostku prowadzącego przez Brzeźnicę. Tego mostku już dzisiaj nie ma, trzeba skorzystać z płycizny albo kamieni. Po przeprawie wybrał starą drogą w górę i po ok. 200 m wyszedł przy ogrodzeniu Orlenu. Po prawej stronie znajduje się tam pole, które też musiał pokonać i wreszcie dotarł na cmentarz na małym wzniesieniu spadającym do Brzeźnicy, ok. 20-30 metrów od rzeczki.
- Wystarczyły krótkie oględziny, by stwierdzić, że niemieckojęzyczne nazwiska oznaczają raczej cmentarz ewangelicki niż żydowski. Daty ostatnich pochówków odciśnięte na betonowych wylewkach tych grobowców przypadają na lata 20. ubiegłego wieku - opowiada Tomasz Bortkiewicz. - Niestety, nie zachowały się płyty nagrobne i tablice. Wszystkie groby najwyraźniej są okradzione. Próbowałem ustalić cokolwiek na temat tego miejsca, jeśli chodzi o nazwiska. Niestety, żadnej wzmianki nie znalazłem, choć mówimy o współczesnym płockim cmentarzu.
Po powrocie z wyprawy Bartkiewicz dotarł do dawnych map topograficznych Płocka. I odkrył, że w tym miejscu jeszcze w 1945 r. był cmentarz niemiecki. Potem całą okolicę wchłonął kombinat.
Tymczasem jeszcze przed 1939 rokiem w tym miejscu była wieś Powsino, razem z wsią Chełpowo największe w okolicy. Powsino zamieszkiwali osadnicy niemieccy, którzy podczas wojny przenieśli się gdzie indziej. Przenieśli albo zostali do tego zmuszeni. Po zakończeniu zmagań wojennych do opustoszałych domostw wprowadzili się rdzenni Polacy. Mieszkali tam do momentu, gdy Rada Ministrów PRL podjęła decyzję o budowie Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych z siedzibą w Płocku.
To był koniec wsi Powsino i Chełpowo.
- Nie tylko jako historyka, ale i jako zwykłego człowieka ogarnął mnie bezbrzeżny smutek, gdy zobaczyłem, w jakim stanie znajduje się cmentarz - mówi Tomasz Bortkiewicz. - To miejsce jest praktycznie zniszczone i sprofanowane przez hieny cmentarne. I jeszcze te malunki, jak choćby pentagram... Wstrząsające. Gdy Polacy wyjeżdżają na dawne Kresy, by odwiedzić swoich bliskich na tamtejszych cmentarzach, zdarza się, że natrafiają na kompletnie zniszczone nekropolie i zszokowani myślą sobie: "Co za dzicz tu mieszka, komu to przeszkadzało?!". Tymczasem to samo mogą pomyśleć Niemcy, odwiedzając dawne cmentarze ewangelickie w Polsce. A właściwie to, co po nich zostało. Oskarżając innych, musimy też patrzeć na siebie.
Bortkiewicz stoi na stanowisku, że absolutnie nie można zostawić cmentarza w obecnym stanie. Proponuje, by zrobić tam porządek i postawić tablice z nazwiskami osób, które zostały w tym miejscu pochowane.
Hanna Witt-Paszta, była kuratorka parafii ewangelickiej w Płocku, podkreśla: pomysł z tablicą jest bardzo dobry. Tyle że nie w formie zaproponowanej przez Tomasza Bortkiewicza. Powodem jest fakt, że nie zachowały się dane osób pochowanych na cmentarzu. Zostały zniszczone albo wywiezione. W tej sytuacji na tablicy mogłaby pojawić się informacja, że to cmentarz ewangelicki, z którego jeszcze przed 1939 rokiem korzystali niemieccy mieszkańcy wsi Powsino.
- Niestety, los powojennych cmentarzy ewangelickich w okolicach Płocka był taki, że zaczęły służyć przykładowo za wysypiska śmieci. Smutne to, ale prawdziwe, niestety - mówi Hanna Witt-Paszta. - Zdarzyło się kilka razy, że w te okolice przyjeżdżała osoba mieszkająca obecnie w Monachium. Przybywała, by na terenie Mazowsza odwiedzać miejsca, gdzie były cmentarze ewangelickie. Miała przy sobie specjalną mapę z naniesionymi czarnymi punkcikami. Było ich naprawdę dużo. Zdarzyło się, że na jeden z cmentarzy, gdzieś pod Gostyninem, pojechaliśmy razem. Przedzieraliśmy się przez jakieś chaszcze, pamiętam, że wtedy zapytałam: "Czy te wszystkie poświęcenia mają sens?". Chwilę potem jednak sama odpowiedziałam, że jak najbardziej. Pochowani w takich miejscach ludzie zasługują, by godnie ich upamiętnić. By nie leżeli w stercie śmieci, pod zrujnowanymi nagrobkami, w ograbionych trumnach. Wyjątkiem nie jest tu cmentarz w dawnej wsi Powsino.
Hanna Witt-Paszta zapytała kiedyś gościa z Monachium, po czym wnioskuje, że w danym miejscu może być cmentarz ewangelicki. Usłyszała odpowiedź: spore wzniesienie, bez i konwalie.
W każdym razie, gdy wiedziony ciekawością wybrał się w tamto miejsce jeszcze w ubiegłym roku, stwierdził, że nie chodzi o kirkut, lecz cmentarz ewangelicki. Ale po kolei.
Bortkiewicz ruszył w tamto miejsce od strony lotniska, ulicą Wiadukt. Przeszedł pod samym wiaduktem i dotarł do łuku drogi skręcającej w lewo. Następnie poruszał się wzdłuż ogrodzenia i tak trafił do starego mostku prowadzącego przez Brzeźnicę. Tego mostku już dzisiaj nie ma, trzeba skorzystać z płycizny albo kamieni. Po przeprawie wybrał starą drogą w górę i po ok. 200 m wyszedł przy ogrodzeniu Orlenu. Po prawej stronie znajduje się tam pole, które też musiał pokonać i wreszcie dotarł na cmentarz na małym wzniesieniu spadającym do Brzeźnicy, ok. 20-30 metrów od rzeczki.
- Wystarczyły krótkie oględziny, by stwierdzić, że niemieckojęzyczne nazwiska oznaczają raczej cmentarz ewangelicki niż żydowski. Daty ostatnich pochówków odciśnięte na betonowych wylewkach tych grobowców przypadają na lata 20. ubiegłego wieku - opowiada Tomasz Bortkiewicz. - Niestety, nie zachowały się płyty nagrobne i tablice. Wszystkie groby najwyraźniej są okradzione. Próbowałem ustalić cokolwiek na temat tego miejsca, jeśli chodzi o nazwiska. Niestety, żadnej wzmianki nie znalazłem, choć mówimy o współczesnym płockim cmentarzu.
Po powrocie z wyprawy Bartkiewicz dotarł do dawnych map topograficznych Płocka. I odkrył, że w tym miejscu jeszcze w 1945 r. był cmentarz niemiecki. Potem całą okolicę wchłonął kombinat.
Tymczasem jeszcze przed 1939 rokiem w tym miejscu była wieś Powsino, razem z wsią Chełpowo największe w okolicy. Powsino zamieszkiwali osadnicy niemieccy, którzy podczas wojny przenieśli się gdzie indziej. Przenieśli albo zostali do tego zmuszeni. Po zakończeniu zmagań wojennych do opustoszałych domostw wprowadzili się rdzenni Polacy. Mieszkali tam do momentu, gdy Rada Ministrów PRL podjęła decyzję o budowie Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych z siedzibą w Płocku.
To był koniec wsi Powsino i Chełpowo.
- Nie tylko jako historyka, ale i jako zwykłego człowieka ogarnął mnie bezbrzeżny smutek, gdy zobaczyłem, w jakim stanie znajduje się cmentarz - mówi Tomasz Bortkiewicz. - To miejsce jest praktycznie zniszczone i sprofanowane przez hieny cmentarne. I jeszcze te malunki, jak choćby pentagram... Wstrząsające. Gdy Polacy wyjeżdżają na dawne Kresy, by odwiedzić swoich bliskich na tamtejszych cmentarzach, zdarza się, że natrafiają na kompletnie zniszczone nekropolie i zszokowani myślą sobie: "Co za dzicz tu mieszka, komu to przeszkadzało?!". Tymczasem to samo mogą pomyśleć Niemcy, odwiedzając dawne cmentarze ewangelickie w Polsce. A właściwie to, co po nich zostało. Oskarżając innych, musimy też patrzeć na siebie.
Bortkiewicz stoi na stanowisku, że absolutnie nie można zostawić cmentarza w obecnym stanie. Proponuje, by zrobić tam porządek i postawić tablice z nazwiskami osób, które zostały w tym miejscu pochowane.
Hanna Witt-Paszta, była kuratorka parafii ewangelickiej w Płocku, podkreśla: pomysł z tablicą jest bardzo dobry. Tyle że nie w formie zaproponowanej przez Tomasza Bortkiewicza. Powodem jest fakt, że nie zachowały się dane osób pochowanych na cmentarzu. Zostały zniszczone albo wywiezione. W tej sytuacji na tablicy mogłaby pojawić się informacja, że to cmentarz ewangelicki, z którego jeszcze przed 1939 rokiem korzystali niemieccy mieszkańcy wsi Powsino.
- Niestety, los powojennych cmentarzy ewangelickich w okolicach Płocka był taki, że zaczęły służyć przykładowo za wysypiska śmieci. Smutne to, ale prawdziwe, niestety - mówi Hanna Witt-Paszta. - Zdarzyło się kilka razy, że w te okolice przyjeżdżała osoba mieszkająca obecnie w Monachium. Przybywała, by na terenie Mazowsza odwiedzać miejsca, gdzie były cmentarze ewangelickie. Miała przy sobie specjalną mapę z naniesionymi czarnymi punkcikami. Było ich naprawdę dużo. Zdarzyło się, że na jeden z cmentarzy, gdzieś pod Gostyninem, pojechaliśmy razem. Przedzieraliśmy się przez jakieś chaszcze, pamiętam, że wtedy zapytałam: "Czy te wszystkie poświęcenia mają sens?". Chwilę potem jednak sama odpowiedziałam, że jak najbardziej. Pochowani w takich miejscach ludzie zasługują, by godnie ich upamiętnić. By nie leżeli w stercie śmieci, pod zrujnowanymi nagrobkami, w ograbionych trumnach. Wyjątkiem nie jest tu cmentarz w dawnej wsi Powsino.
Hanna Witt-Paszta zapytała kiedyś gościa z Monachium, po czym wnioskuje, że w danym miejscu może być cmentarz ewangelicki. Usłyszała odpowiedź: spore wzniesienie, bez i konwalie.
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Kiedyś: wzniesienie, bez i konwalie. Dziś: znis...
uboot73
12.03.11, 14:04
Pani Jutta Dennerlein autorka strony www.upstreamvistula.org , będzie w wakacje w Płocku, jeśli będą chętni do rozmowy z nią, to oczywiście zorganizuję takie spotkanie. Ponadto w wakacje »
Najczęściej czytane24 htydzień






