Radziwie ma swoich bohaterów. Operator koparki uratował Płock
31.05.2010
, aktualizacja: 31.05.2010 20:02
Jest pan naszym bohaterem! - w dyplomie-podziękowaniu piszą do niego mieszkańcy Radziwia. Kilka dni temu swoją koparką Ryszard Bednarski przez całą noc rozwalał wał w Dobrzykowie. Zawrócił częściowo wodę do koryta Wisły, uratował 6 tys. płocczan.
O Radziwiu cała Polska usłyszała po raz pierwszy w 1982 r. - podczas wielkiej zimowej powodzi na początku stanu wojennego Wisła zatopiła je po dachy. W pamięci pozostały dramatyczne obrazki ludzi, zwierząt ewakuowanych ponad spiętrzoną krą przez śmigłowce. Na niektórych budynkach przez lata było widać - ku przestrodze - wymalowane farbą grube linie z informacją: "Stan wody w 1982 r.".
W mieszkaniu Urszuli Malesy, dziś radnej osiedlowej, woda sięgała wtedy przeszło dwóch metrów. - Teraz byłoby jeszcze gorzej, mielibyśmy ją pod samym dachem - mówi pani Urszula, jedna z pomysłodawczyń specjalnego uhonorowania wybawiciela osiedla.
To było w poprzednią niedzielę - niedługo po tym, jak Wisła przerwała wał w Świniarach w gminie Słubice. Woda rozlała się na kilka tysięcy hektarów, zatopiła kilkanaście miejscowości. Dotarła do Dobrzykowa (to już sąsiednia gmina Gąbin), ledwie kilka kilometrów od Radziwia. Aby je ratować, zapadła decyzja o budowie w Dobrzykowie wysokiej na półtora metra zapory z worków z piaskiem.
- Ksiądz z Radziwia na popołudniowej mszy ogłosił, że jesteśmy zagrożeni powodzią - przypomina Urszula Malesa. - Ale jednocześnie uspokajał: "Na razie nie trzeba się ewakuować". Nie robiłam więc paniki, nie wywoziłam mebli jak niektórzy sąsiedzi. Jedynie z gabinetu stomatologicznego synowej wynieśliśmy sprzęt na strych.
Urszula Malesa krótko się zastanawia... - Nie, ja sama też zaczęłam coś pakować. Bombki - uśmiecha się. - Dlaczego? Bo jak w 1982 roku woda wylała, ja akurat choinkę rozbierałam. No to i teraz w emocjach pierwsza nerwowa myśl była: "bombki".
A jednak... Sytuacja z godziny na godzinę stawała się coraz bardziej dramatyczna.
- Ok. 21 spotkaliśmy się z ludźmi z ratusza. Wiceprezydent Dariusz Zawidzki powiedział, że zapora w Dobrzykowie prawdopodobnie zostanie przerwana. I że ewakuacja może być nieunikniona - wspomina Zbigniew Nowak, przewodniczący Rady Osiedla Radziwie. - Wiceprezydent ostrzegał, że czasu będzie niewiele, raptem 24 godziny. Byliśmy przerażeni. Nigdy bym nie pomyślał, że zagrożenie powodzią przyjdzie od strony Dobrzykowa.
Aby złagodzić napór Wisły, wyjście było tylko jedno - rozkopać wał w Dobrzykowie - po to, by choć część wody mogła wrócić do koryta Wisły. - Zatelefonował Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, i mi to zaproponował - opowiada Ryszard Bednarski, właściciel firmy budowlanej z Dobrzykowa. - O strachu nie było mowy. Podjąłem szybką, męską decyzję. Samotnie pracowałem od 21 do 4 rano i trochę udało mi się tej Wisły zawrócić. Dopiero wtedy przyjechali saperzy, żeby ten teren zaminować, wysadzić i ostatecznie uratować Radziwie.
Bednarski opowiada, że "uprawnienia na koparkę" ma od 37 lat. - Akcja w Dobrzykowie była prawdziwym wyzwaniem - przyznaje. - Każdy ruch na krawędzi wału musiał być przemyślany, precyzyjny, trzeba było zapomnieć o stresie i zdenerwowaniu. Bo jeden mały błąd i mogło się skończyć tragicznie. Od ludzi, którzy obserwowali moją pracę po drugiej stronie, słyszałem, że wyglądało to bardzo niebezpiecznie, w każdej chwili koparka mogła osunąć się do wody. Ale ja tego nie odczuwałem. Sprawdziła się moja nowiutka koparka, teraz to sztandarowa maszyna w firmie, podobnie jak ja czekała na prawdziwie ekstremalne wyzwanie. Wycisnąłem z niej tyle gazu, ile dała fabryka. I nie zawiodła mnie. Czułem wsparcie wojewody, marszałka Mazowsza, osób dowodzących akcją, którzy na początku nie byli przekonani, czy słusznie robią wpuszczając mnie na wał. Ale zaufali mi, pozwolili działać. I to jest dla mnie największa nagroda. Co na to żona? Była w tym czasie za granicą. O wszystkim dowiedziała się od dzieci, które sytuację na bieżąco jej relacjonowały. Wierzy we mnie, wie, że praca na koparce to moja życiowa pasja.
- To wyglądało jak jakieś akrobacje - uzupełnia Zbigniew Nowak. - W pewnym momencie widziałem, jak koparka obraca się wokół... wbitej w ziemię łyżki. Niesamowite.
- Osobiście go nie znamy, ale tu, w Radziwiu, to nazwisko słyszeli wszyscy. Mówimy o nim: "Człowiek, który uratował nam życie" - dodaje Marcin Wasilewski, kolejny członek rady osiedla. - Teraz, kiedy emocje i woda nieco opadły, przyszedł czas mu podziękować. I panu Ryszardowi, i burmistrzowi Gąbina Krzysztofowi Jadczakowi, który o utrzymanie zapory w Dobrzykowie razem z setkami ochotników walczył dzień i noc.
Ze specjalnego, przygotowanego właśnie dyplomu: "Burmistrzowi Gąbina Panu Krzysztofowi Jadczakowi za ogromny trud, niebywałe zaangażowanie i wspaniałą obywatelską postawę podczas akcji powodziowej terenów: Dobrzykowa, Jordanowa i Radziwia oraz Panu Ryszardowi Bednarskiemu operatorowi koparki za akrobatyczną pracę na wale przeciwpowodziowym w Dobrzykowie serdecznie dziękują mieszkańcy Radziwia. Panowie, jesteście naszymi bohaterami!".
Ludzie z Radziwia dziękują też "wszystkim służbom publicznym i współpracującym z nimi osobom cywilnym". W ramach sąsiedzkiej solidarności zorganizowali zbiórkę odzieży, ręczników i środków czystości. A 3 i 5 czerwca będą zbierać pieniądze dla najbardziej potrzebujących powodzian z regionu.
W mieszkaniu Urszuli Malesy, dziś radnej osiedlowej, woda sięgała wtedy przeszło dwóch metrów. - Teraz byłoby jeszcze gorzej, mielibyśmy ją pod samym dachem - mówi pani Urszula, jedna z pomysłodawczyń specjalnego uhonorowania wybawiciela osiedla.
To było w poprzednią niedzielę - niedługo po tym, jak Wisła przerwała wał w Świniarach w gminie Słubice. Woda rozlała się na kilka tysięcy hektarów, zatopiła kilkanaście miejscowości. Dotarła do Dobrzykowa (to już sąsiednia gmina Gąbin), ledwie kilka kilometrów od Radziwia. Aby je ratować, zapadła decyzja o budowie w Dobrzykowie wysokiej na półtora metra zapory z worków z piaskiem.
- Ksiądz z Radziwia na popołudniowej mszy ogłosił, że jesteśmy zagrożeni powodzią - przypomina Urszula Malesa. - Ale jednocześnie uspokajał: "Na razie nie trzeba się ewakuować". Nie robiłam więc paniki, nie wywoziłam mebli jak niektórzy sąsiedzi. Jedynie z gabinetu stomatologicznego synowej wynieśliśmy sprzęt na strych.
Urszula Malesa krótko się zastanawia... - Nie, ja sama też zaczęłam coś pakować. Bombki - uśmiecha się. - Dlaczego? Bo jak w 1982 roku woda wylała, ja akurat choinkę rozbierałam. No to i teraz w emocjach pierwsza nerwowa myśl była: "bombki".
A jednak... Sytuacja z godziny na godzinę stawała się coraz bardziej dramatyczna.
- Ok. 21 spotkaliśmy się z ludźmi z ratusza. Wiceprezydent Dariusz Zawidzki powiedział, że zapora w Dobrzykowie prawdopodobnie zostanie przerwana. I że ewakuacja może być nieunikniona - wspomina Zbigniew Nowak, przewodniczący Rady Osiedla Radziwie. - Wiceprezydent ostrzegał, że czasu będzie niewiele, raptem 24 godziny. Byliśmy przerażeni. Nigdy bym nie pomyślał, że zagrożenie powodzią przyjdzie od strony Dobrzykowa.
Aby złagodzić napór Wisły, wyjście było tylko jedno - rozkopać wał w Dobrzykowie - po to, by choć część wody mogła wrócić do koryta Wisły. - Zatelefonował Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, i mi to zaproponował - opowiada Ryszard Bednarski, właściciel firmy budowlanej z Dobrzykowa. - O strachu nie było mowy. Podjąłem szybką, męską decyzję. Samotnie pracowałem od 21 do 4 rano i trochę udało mi się tej Wisły zawrócić. Dopiero wtedy przyjechali saperzy, żeby ten teren zaminować, wysadzić i ostatecznie uratować Radziwie.
Bednarski opowiada, że "uprawnienia na koparkę" ma od 37 lat. - Akcja w Dobrzykowie była prawdziwym wyzwaniem - przyznaje. - Każdy ruch na krawędzi wału musiał być przemyślany, precyzyjny, trzeba było zapomnieć o stresie i zdenerwowaniu. Bo jeden mały błąd i mogło się skończyć tragicznie. Od ludzi, którzy obserwowali moją pracę po drugiej stronie, słyszałem, że wyglądało to bardzo niebezpiecznie, w każdej chwili koparka mogła osunąć się do wody. Ale ja tego nie odczuwałem. Sprawdziła się moja nowiutka koparka, teraz to sztandarowa maszyna w firmie, podobnie jak ja czekała na prawdziwie ekstremalne wyzwanie. Wycisnąłem z niej tyle gazu, ile dała fabryka. I nie zawiodła mnie. Czułem wsparcie wojewody, marszałka Mazowsza, osób dowodzących akcją, którzy na początku nie byli przekonani, czy słusznie robią wpuszczając mnie na wał. Ale zaufali mi, pozwolili działać. I to jest dla mnie największa nagroda. Co na to żona? Była w tym czasie za granicą. O wszystkim dowiedziała się od dzieci, które sytuację na bieżąco jej relacjonowały. Wierzy we mnie, wie, że praca na koparce to moja życiowa pasja.
- To wyglądało jak jakieś akrobacje - uzupełnia Zbigniew Nowak. - W pewnym momencie widziałem, jak koparka obraca się wokół... wbitej w ziemię łyżki. Niesamowite.
- Osobiście go nie znamy, ale tu, w Radziwiu, to nazwisko słyszeli wszyscy. Mówimy o nim: "Człowiek, który uratował nam życie" - dodaje Marcin Wasilewski, kolejny członek rady osiedla. - Teraz, kiedy emocje i woda nieco opadły, przyszedł czas mu podziękować. I panu Ryszardowi, i burmistrzowi Gąbina Krzysztofowi Jadczakowi, który o utrzymanie zapory w Dobrzykowie razem z setkami ochotników walczył dzień i noc.
Ze specjalnego, przygotowanego właśnie dyplomu: "Burmistrzowi Gąbina Panu Krzysztofowi Jadczakowi za ogromny trud, niebywałe zaangażowanie i wspaniałą obywatelską postawę podczas akcji powodziowej terenów: Dobrzykowa, Jordanowa i Radziwia oraz Panu Ryszardowi Bednarskiemu operatorowi koparki za akrobatyczną pracę na wale przeciwpowodziowym w Dobrzykowie serdecznie dziękują mieszkańcy Radziwia. Panowie, jesteście naszymi bohaterami!".
Ludzie z Radziwia dziękują też "wszystkim służbom publicznym i współpracującym z nimi osobom cywilnym". W ramach sąsiedzkiej solidarności zorganizowali zbiórkę odzieży, ręczników i środków czystości. A 3 i 5 czerwca będą zbierać pieniądze dla najbardziej potrzebujących powodzian z regionu.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Radziwie ma swoich bohaterów. Operator koparki ...
fpz
01.06.10, 12:37
Popieram te inicjatywę. Najbardziej jednak cenne jest to, że ktoś pomyślał by zorganizować zbiórkę rzeczową i finansową. Proponuję też, by taca z Bożego Ciała była w całości przeznaczona dla»
Najczęściej czytane24 htydzień





