Nie udało się ustanowić rekordu w tańczeniu oberka
06.09.2011
, aktualizacja: 06.09.2011 20:45
- Zabrakło obrotów - powiedział nam szef zespołu "Dzieci Płocka" zaraz po tym, jak z Londynu przyszła odpowiedź, że nie udało się Płockowi wytańczyć oberka na miarę rekordu Guinnessa. I zaraz rozpromienił się w uśmiechu: - Za rok tańczymy jeszcze raz!
Przypomnijmy: w tym roku "Dzieci Płocka" obchodziły 65. urodziny i postanowiły to uczcić w sposób wyjątkowy. Zespół razem ze Stowarzyszeniem Per Se wymyślił świętowanie z przytupem. A mówiąc dokładniej, postanowił ustanowić rekord Guinnessa w zupełnie nowej kategorii - odtańczeniu oberka. Chodziło o to, żeby jednocześnie skoczny taniec wykonało jak najwięcej osób. Do rekordu potrzeba było minimum 250 tancerzy.
Zaczęło się pospolite ruszenie. W taneczne szranki stanęli obecni i byli członkowie zespołu, wsparcie dały inne płockie i podpłockie grupy taneczne, w końcu sami płocczanie i mieszkańcy powiatu. Ponieważ regulamin nakazuje, żeby każdy tancerz miał przynajmniej element stroju ludowego, panie założyły korale, zarzuciły wzorzyste chustki z motywami ludowymi na ramiona, panowie białe koszule przyozdobili barwnymi muchami albo przepasali się kolorowymi krajkami.
Wielkie tańcowanie odbyło się na początku czerwca w ramach Dni Historii Płocka. Kilka godzin przed ustanawianiem rekordu członkowie zespołu uczyli amatorów kroków, podskoków i oberkowego rytmu. Centrala Guinnessa mogła zaliczyć rekord tylko wtedy, jeśli wspólne pląsy trwają nie mniej niż pięć minut. W przypadku tańca tak skocznego to wcale niemało, zwłaszcza jeśli z nieba leje się piekielny żar, a tak właśnie było! Wszyscy dali radę, podskakiwali prawie pół minuty dłużej niż trzeba. Taniec został sfilmowany, obfotografowany, powstał raport i cała dokumentacja trafiła do Londynu. Zaczęło się czekanie na werdykt komisji.
- Właśnie dostałem odpowiedź - poinformował nas we wtorek po południu Tadeusz Milke. - Niestety... napisali, że choreograf uznał, że w naszym oberku zabrakło obrotów.
Rzeczywiście, tancerze, choć z przytupem, to jednak się nie okręcali na oberkową nutę. Choć Milke upiera się, że i tak to był oberek. - Ale jak chcą obrotów, to bardzo proszę, zakręcimy! - dodał z werwą i zapowiedział, że za rok "Dzieci Płocka" znów porwą Płock do tańca. Czas i miejsce są jeszcze do uzgodnienia, choć niewykluczone, że też będzie to w Dni Historii Płocka i też przed ratuszem. Może tym razem zaproszą sędziego z londyńskiej centrali? Choć to kosztuje. Ile? - Za dużo - śmieje się Tadeusz Milke. - W tym roku zrezygnowaliśmy z tego zaproszenia, bo trzeba by na to wydać trzy tysiące funtów.
Duch w płockim narodzie nie ginie, więc na pewno uda się ustanowić ten rekord. A trenować najlepiej zacząć od teraz. Żeby chociaż dla siebie pobić rekord tegorocznej frekwencji; w czerwcu na Starym Rynku oberka odtańczyło ok. 340 osób!
Zaczęło się pospolite ruszenie. W taneczne szranki stanęli obecni i byli członkowie zespołu, wsparcie dały inne płockie i podpłockie grupy taneczne, w końcu sami płocczanie i mieszkańcy powiatu. Ponieważ regulamin nakazuje, żeby każdy tancerz miał przynajmniej element stroju ludowego, panie założyły korale, zarzuciły wzorzyste chustki z motywami ludowymi na ramiona, panowie białe koszule przyozdobili barwnymi muchami albo przepasali się kolorowymi krajkami.
Wielkie tańcowanie odbyło się na początku czerwca w ramach Dni Historii Płocka. Kilka godzin przed ustanawianiem rekordu członkowie zespołu uczyli amatorów kroków, podskoków i oberkowego rytmu. Centrala Guinnessa mogła zaliczyć rekord tylko wtedy, jeśli wspólne pląsy trwają nie mniej niż pięć minut. W przypadku tańca tak skocznego to wcale niemało, zwłaszcza jeśli z nieba leje się piekielny żar, a tak właśnie było! Wszyscy dali radę, podskakiwali prawie pół minuty dłużej niż trzeba. Taniec został sfilmowany, obfotografowany, powstał raport i cała dokumentacja trafiła do Londynu. Zaczęło się czekanie na werdykt komisji.
- Właśnie dostałem odpowiedź - poinformował nas we wtorek po południu Tadeusz Milke. - Niestety... napisali, że choreograf uznał, że w naszym oberku zabrakło obrotów.
Rzeczywiście, tancerze, choć z przytupem, to jednak się nie okręcali na oberkową nutę. Choć Milke upiera się, że i tak to był oberek. - Ale jak chcą obrotów, to bardzo proszę, zakręcimy! - dodał z werwą i zapowiedział, że za rok "Dzieci Płocka" znów porwą Płock do tańca. Czas i miejsce są jeszcze do uzgodnienia, choć niewykluczone, że też będzie to w Dni Historii Płocka i też przed ratuszem. Może tym razem zaproszą sędziego z londyńskiej centrali? Choć to kosztuje. Ile? - Za dużo - śmieje się Tadeusz Milke. - W tym roku zrezygnowaliśmy z tego zaproszenia, bo trzeba by na to wydać trzy tysiące funtów.
Duch w płockim narodzie nie ginie, więc na pewno uda się ustanowić ten rekord. A trenować najlepiej zacząć od teraz. Żeby chociaż dla siebie pobić rekord tegorocznej frekwencji; w czerwcu na Starym Rynku oberka odtańczyło ok. 340 osób!
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
