Córka Broniewskiego: ojciec się nie obcyndalał

Rafał Kowalski
10.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 22:04
A A A Drukuj
Był potężnym panem z dużymi pokładami ciepła. Po wojnie wrócił do Polski z gotową wizją wychowania mnie i biologicznej córki Anki. Nauka gry na pianinie i te sprawy. Szybko jednak przekonał się, że ma do czynienia z dojrzałymi panienkami i odpuścił - opowiada Maria Broniewska-Pijanowska.
Maria Broniewska-Pijanowska w piątek w Książnicy Płockiej...
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Maria Broniewska-Pijanowska w piątek w Książnicy Płockiej...
... i jej rodzice - Maria Zarębińska i Władysław Broniewski w Zakopanem
Zbiory Muzeum Władysława Broniewskiego w Warszawie
... i jej rodzice - Maria Zarębińska i Władysław Broniewski w Zakopanem
Rok Broniewskiego w Płocku uroczyście został zainaugurowany w piątek w Książnicy Płockiej. Gościem specjalnym była Maria Broniewska-Pijanowska - córka Marii Zarębińskiej (drugiej żony Władysława Broniewskiego), adoptowana przez poetę. 10 lutego minęło dokładnie 50 lat od śmierci Władysława Broniewskiego.

Rafał Kowalski: Broniewski dla wielu jest tylko pijakiem i komunistą, a dla pani?

Maria Broniewska-Pijanowska: Niedźwiedziem o dużym sercu, zupełnie jak Gustaw Flaubert, twórca "Pani Bovary". Był mocno przywiązany do mnie i Anki. Któregoś dnia stanął w drzwiach naszego pokoju, w którym nie brakowało chłopaków, i krzyknął: "Który z panów ma poważne zamiary, może zostać, reszta wynocha!".

A co, jeśli któryś z kawalerów by został i oznajmił, że takie zamiary ma?

- Jemu też pewnie nie dałby spokoju.

Równie silnie kochał Płock?

- Jak najbardziej, nie brakuje przecież wierszy na ten temat. Podobnie jak on, bardzo lubię spacerować po płockich Tumach. Nawet łapię się na tym, że gdy się zatrzymam, w głowie otwiera mi się szuflada z utworem pasującym do otoczenia. Następnym razem muszę przyjechać do Płocka na wiosnę, wtedy to miasto jest najpiękniejsze. Mogłaby coś o tym powiedzieć Anka, gdyby żyła. Broniewski uwielbiał przywozić ją do rodzinnego miasta. Z nią rozpoczął pracę nad filmem, który miał być ilustracją jego wiersza "Wisła".

Gdyby Joanna, czyli Anka, śmiertelnie nie zatruła się gazem, ojciec też żyłby dłużej?

- Trudno powiedzieć. Pewne jest, że na wieść o jej śmierci chciał popełnić samobójstwo. Zaczął rozpadać się jako człowiek, krzyczał, płakał. Kto nie przeżył podobnej sytuacji, nie jest w stanie powiedzieć, co wtedy czuł. Osiem lat później już nie żył.

Umarła też nadzieja na zaciekawienie wierszami Broniewskiego młodego pokolenia, skoro internet bardziej je kusi niż poezja?

- A co stoi na przeszkodzie, by nowoczesne środki wyrazu wykorzystać w służbie poezji? Można pójść śladem Książnicy Płockiej, która wymyśliła portal internetowy "Broniewski 2012". To może zaciekawić nawet osoby ze starszego pokolenia, jak ja, niekoniecznie obeznane z internetem. Kilka lat temu polscy muzycy nagrali płytę z wierszami Władysława Broniewskiego. Wśród nich Muniek Staszczyk czy młodzi, sympatyczni ludzie z zespołu Pustki. To też dobry pomysł.

Podoba się pani, gdy raper Eldo wykonuje "Mury, bruki...", a punk-rockowy zespół Brudne Dzieci Sida prezentuje "Drugą w nocy"?

- Płyta przypadła mi do gustu, muszę przyznać, słuchałam jej z przyjemnością. Co jakiś czas zresztą zgłaszają się muzycy i pytają, czy mogą wykorzystać wiersz ten czy inny. Są wśród nich osoby zupełnie nieznane, łączące pewnie muzykowanie z nauką w liceum. Coraz bardziej widzą w nim nie tyle poetę walczącego, co wielkiego romantyka. Takie sytuacje pozwalają myśleć, że Broniewski w przyszłości będzie pamiętany nie poprzez stereotypy "pijaka" i "komunisty".

Stworzył przecież poemat "Słowo o Stalinie", w którym o tytułowym bohaterze pisze: "Towarzysz, wódz, komunista - Stalin - słowo jak dzwon!".

- Cokolwiek mówi się o tym poemacie, będę powtarzać, że chciał przede wszystkim stworzyć piękny utwór na konkurs międzynarodowy. On nie wierzył w Stalina, od zawsze skupiał się na losie pokrzywdzonych i wyzyskiwanych. Wystarczy przeczytać "Ulicę Miłą" czy "Zagłębie Dąbrowskie", napisane jeszcze przed II wojną światową. Nie mówiąc o tym, że w czasie wojny siedział przecież w więzieniu NKWD. Komuniści chcieli z niego zrobić swojego barda, a on potrafił im odmówić napisania nowego hymnu narodowego.

Z tym hymnem to, mówiąc językiem młodzieżowym, nie jest przypadkiem żadna ściema?

- Żadna. Broniewski powiedział Bierutowi, że napisanie nowego hymnu byłoby jak urwanie głowy orłowi polskiemu. On się nie bał mówić tego, co myśli. Nie obcyndalał się, mówiąc językiem młodzieżowym.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 49 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów