Wielki powrót wycieczkowej Rusałki do Płocka
2010-03-10
, aktualizacja: 10.03.2010 19:22
To nie żart: duża "Rusałka" - statek, który płocki armator Andrzej Zięba sprzedał rok temu do Wrocławia - wraca do nas. Będzie pływała po Wiśle pod barwami innego armatora, spółka Rynex wyczarterowała ją na rok
Można mówić, że gdy nadchodzi rok wyborczy, zaczynają dziać się cuda, ale byłoby niesprawiedliwe wobec władz miasta, gdyby do tej kategorii wydarzeń zakwalifikować sprowadzenie statku na Wisłę. Bo już rok temu ratusz obiecał, że tak się stanie. Zaskoczeniem jest natomiast, że urzędnicy sięgnęli po stary statek.
Spacerowe "Rusałki" - duża i mała - zniknęły z Wisły wraz z końcem sezonu w 2008 roku. Kiedy zaczął się kolejny rok, boleśnie można było odczuć brak statków. Nie tylko jako atrakcji w czasie rodzinnych niedzielnych wycieczek, ale także elementu promocyjnego miasta. Na "Rusałkach" odbyło się wiele spotkań z politykami (np. Leszek Miller i Jarosław Kaczyński stali za sterami dużej "Rusałki"), imprez promocyjnych, konferencji prasowych, wesel, przyjęć towarzyskich czy takich spotkań, jak na przykład zlot zabytkowych mercedesów.
Tak naprawdę zaczęliśmy je jednak doceniać dopiero, gdy odpłynęły i gdy 2009 rok musieliśmy "spędzić na brzegu".
W ratuszu zapowiadali, że znajdą jakąś jednostkę i - być może - jeszcze na koniec ubiegłorocznego sezonu ją do Płocka sprowadzą. Długie były to jednak poszukiwania.
W lipcu ubiegłego roku stocznię rzeczną w Płocku opuścił drugi w jej historii statek pasażerski. Był to tramwaj wodny "Koszałek" na 50 osób, który zamówił Miejski Zakład Komunikacji w Koszalinie. Pytaliśmy, czy ratusz nie może w stoczni we własnym mieście zamówić statku dla Płocka. Od podstaw zaprojektowanego w taki sposób, by turyści mieli okazję do podziwiania wszystkich walorów Wisły. Dodatkową korzyścią takiego rozwiązania byłoby wykorzystanie płockiej firmy i co się z tym wiąże - częściowy powrót wydanych na statek pieniędzy do kasy miejskiej w postaci podatków. Ratusz ocenił jednak, że miasta nie stać na zakup nowego statku. - Płocka stocznia rzeczna jest dla nas za droga - słyszeliśmy w Urzędzie Miasta.
Potem polecenie sprowadzenia statku otrzymała gminna spółka Rynex. Przedstawiciele jej i ratusza jeździli po całym kraju - od Mazur po Dolny Śląsk, sprawdzając różne oferty. W niektórych przypadkach cena i stan techniczny odpowiadały możliwościom płockiego samorządu, ale np. parametry statku nie pozwalały mu pływać po Wiśle, która na zalewie między Płockiem a Włocławkiem potrafi być bardzo groźna. Jedna z ofert była nawet z Radziwia, gdzie w porcie obok stoczni powstał na prywatne zlecenie spacerowy statek i był do sprzedania. Co więcej, był całoroczny, przygotowany do tego, by zimą, po zacumowaniu, służyć za restaurację. Na żadną z propozycji przez cały rok ratusz ostatecznie jednak nie przystał.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika także, że poszukiwania przeniosły się za granicę. Pracownicy Ryneksu sprawdzali, czy na Renie nie znajdzie się statek, który mógłby kursować pod Płockiem.
Wczoraj dowiedzieliśmy się jednak, że do miasta wraca ta sama stara Rusałka, która już tu kursowała. I że sprowadza ją właśnie gminny Rynex.
Prezes Ryneksu Krzysztof Ławniczak nie chciał jeszcze wczoraj rozmawiać o szczegółach dotyczących przypłynięcia statku. Potwierdził natomiast oficjalnie, że w piątek spółka podpisała umowę z wrocławskim armatorem i że "Rusałka", która znajduje się dziś w jego rękach wraca do Płocka. Z wyjaśnień prezesa Ławniczaka wynika, że Rynex wyczarterował ją na cały sezon. Według naszych informacji jednostka wymaga remontu, ale w maju będzie mogła już kursować.
Niewykluczone jednak, że to nie koniec "rzecznych inwestycji" Ryneksu. Spółka nadal bada rynek, możliwe więc, że nie skończy się na sprowadzeniu jednego statku. Można spekulować, że trwają poszukiwania docelowej jednostki, a sprowadzenie starej "Rusałki" jest tylko tymczasowym rozwiązaniem.
"Rusałka"...
... to typowy statek turystyczny z lat 60. Na podobnym kręcony był "Rejs". W Płocku pływała od 1998 roku, wcześniej kursowała we Wrocławiu. Pomieści łącznie 203 osoby. Na pokładzie pasażerowie siedzą przy białych plastikowych stołach. W środku są dwie sale, barek z alkoholem, jedzeniem, piciem i pamiątkami oraz dwie kajuty, jedna dla właścicieli, druga dla załogi. Do 2008 roku towarzyszyła jej jeszcze mała "Rusałka". Kiedyś była niewielkim holownikiem w Płockiej Stoczni Rzecznej, potem pływała jako mały statek turystyczny. Ponieważ nazywała się tak samo jak jej większa konkurentka, a właściciele nie chcieli jej na nowo chrzcić, zyskała przydomek "eks-Rusałki". Na rejs zabierała maksymalnie 12 osób
Spacerowe "Rusałki" - duża i mała - zniknęły z Wisły wraz z końcem sezonu w 2008 roku. Kiedy zaczął się kolejny rok, boleśnie można było odczuć brak statków. Nie tylko jako atrakcji w czasie rodzinnych niedzielnych wycieczek, ale także elementu promocyjnego miasta. Na "Rusałkach" odbyło się wiele spotkań z politykami (np. Leszek Miller i Jarosław Kaczyński stali za sterami dużej "Rusałki"), imprez promocyjnych, konferencji prasowych, wesel, przyjęć towarzyskich czy takich spotkań, jak na przykład zlot zabytkowych mercedesów.
Tak naprawdę zaczęliśmy je jednak doceniać dopiero, gdy odpłynęły i gdy 2009 rok musieliśmy "spędzić na brzegu".
W ratuszu zapowiadali, że znajdą jakąś jednostkę i - być może - jeszcze na koniec ubiegłorocznego sezonu ją do Płocka sprowadzą. Długie były to jednak poszukiwania.
W lipcu ubiegłego roku stocznię rzeczną w Płocku opuścił drugi w jej historii statek pasażerski. Był to tramwaj wodny "Koszałek" na 50 osób, który zamówił Miejski Zakład Komunikacji w Koszalinie. Pytaliśmy, czy ratusz nie może w stoczni we własnym mieście zamówić statku dla Płocka. Od podstaw zaprojektowanego w taki sposób, by turyści mieli okazję do podziwiania wszystkich walorów Wisły. Dodatkową korzyścią takiego rozwiązania byłoby wykorzystanie płockiej firmy i co się z tym wiąże - częściowy powrót wydanych na statek pieniędzy do kasy miejskiej w postaci podatków. Ratusz ocenił jednak, że miasta nie stać na zakup nowego statku. - Płocka stocznia rzeczna jest dla nas za droga - słyszeliśmy w Urzędzie Miasta.
Potem polecenie sprowadzenia statku otrzymała gminna spółka Rynex. Przedstawiciele jej i ratusza jeździli po całym kraju - od Mazur po Dolny Śląsk, sprawdzając różne oferty. W niektórych przypadkach cena i stan techniczny odpowiadały możliwościom płockiego samorządu, ale np. parametry statku nie pozwalały mu pływać po Wiśle, która na zalewie między Płockiem a Włocławkiem potrafi być bardzo groźna. Jedna z ofert była nawet z Radziwia, gdzie w porcie obok stoczni powstał na prywatne zlecenie spacerowy statek i był do sprzedania. Co więcej, był całoroczny, przygotowany do tego, by zimą, po zacumowaniu, służyć za restaurację. Na żadną z propozycji przez cały rok ratusz ostatecznie jednak nie przystał.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika także, że poszukiwania przeniosły się za granicę. Pracownicy Ryneksu sprawdzali, czy na Renie nie znajdzie się statek, który mógłby kursować pod Płockiem.
Wczoraj dowiedzieliśmy się jednak, że do miasta wraca ta sama stara Rusałka, która już tu kursowała. I że sprowadza ją właśnie gminny Rynex.
Prezes Ryneksu Krzysztof Ławniczak nie chciał jeszcze wczoraj rozmawiać o szczegółach dotyczących przypłynięcia statku. Potwierdził natomiast oficjalnie, że w piątek spółka podpisała umowę z wrocławskim armatorem i że "Rusałka", która znajduje się dziś w jego rękach wraca do Płocka. Z wyjaśnień prezesa Ławniczaka wynika, że Rynex wyczarterował ją na cały sezon. Według naszych informacji jednostka wymaga remontu, ale w maju będzie mogła już kursować.
Niewykluczone jednak, że to nie koniec "rzecznych inwestycji" Ryneksu. Spółka nadal bada rynek, możliwe więc, że nie skończy się na sprowadzeniu jednego statku. Można spekulować, że trwają poszukiwania docelowej jednostki, a sprowadzenie starej "Rusałki" jest tylko tymczasowym rozwiązaniem.
"Rusałka"...
... to typowy statek turystyczny z lat 60. Na podobnym kręcony był "Rejs". W Płocku pływała od 1998 roku, wcześniej kursowała we Wrocławiu. Pomieści łącznie 203 osoby. Na pokładzie pasażerowie siedzą przy białych plastikowych stołach. W środku są dwie sale, barek z alkoholem, jedzeniem, piciem i pamiątkami oraz dwie kajuty, jedna dla właścicieli, druga dla załogi. Do 2008 roku towarzyszyła jej jeszcze mała "Rusałka". Kiedyś była niewielkim holownikiem w Płockiej Stoczni Rzecznej, potem pływała jako mały statek turystyczny. Ponieważ nazywała się tak samo jak jej większa konkurentka, a właściciele nie chcieli jej na nowo chrzcić, zyskała przydomek "eks-Rusałki". Na rejs zabierała maksymalnie 12 osób
- 59 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Wielki powrót wycieczkowej Rusałki do Płocka
pytia_plocka
10.03.10, 20:00
drogo będą nas te wybory kosztować, ale proponuje aby RYNEX wyczarterował któryś z wachadłowców z NASA, pożytek może być dodatkowy że będzie można w listopadzie wystrzelić MM w kosmos z »
-
A czy wiceprezes Jeżewski policzył IRR i NPV dla
przyczajony_mason
11.03.10, 08:40
tego przedsięwzięcia? To były geniusz restrukturyzacji, który wyleciał z Orlenu i Miluś go przygarnął. Jeżeli żaden prywatny inwestor nie widział w tym interesu, to tym bardziej gminna »
-
Wielki powrót wycieczkowej Rusałki do Płocka
sliwovica
23.03.10, 10:03
Bardzo proszę ponownie przeprowadzić badania marketingowe i stwierdzićczy nie lepiej było by zamówić w naszej Stoczni taka spacerowy statek.Nie musi on być podobny do »
Najczęściej czytane24 htydzień





