Wielki karambol w Kroczewie pod Płońskiem
2010-03-15
, aktualizacja: 15.03.2010 18:55
23 rozbite auta, troje rannych, zablokowana trasa na Warszawę. Tak wyglądał poranny karambol w Kroczewie pod Płońskiem. W Płocku i okolicach też było kilka stłuczek. - Przyczyna? Śnieg, mróz, szadź i mgła - odpowiadają policjanci.
Tak naprawdę w Kroczewie były dwa karambole. Najpierw ten "właściwy", potem następny, w odległości kilkudziesięciu metrów.
- Ten drugi był efektem pierwszej kraksy, kierowcy z daleka widzieli, że dzieje się coś złego i gwałtownie hamowali. A ci z tyłu wpadali na nich - mówi rzecznik komendy mazowieckiej policji Tadeusz Kaczmarek.
W sumie rozbiły się 23 auta, obrażenia odnieśli kobieta z mercedesa sprintera (była nieprzytomna) i mężczyzna z volkswagena (jego samochód wpadł na słupek rozdzielający dwa pasy ruchu, kierowca wyszedł ze zderzenia ze złamaną ręką) oraz jeszcze jeden mężczyzna, który zgłosił się do szpitala dopiero po jakimś czasie. Skarżył się na zawroty głowy, mdłości, w grę wchodziło więc wstrząśnienie mózgu.
- Od czego się zaczęło? Dokładny przebieg zdarzenia dopiero ustalamy, pierwsza niepotwierdzona jeszcze wersja mówi o gwałtownym manewrze jednego z kierowców przy wjeździe na krajową "siódemkę" - relacjonuje Kaczmarek. - Do tego dochodzi rzecz jasna śnieg, szadź i mgła. Czyli fatalne warunki na drodze.
Około południa ruch na trasie w okolicach Kroczewa odbywał się już normalnie.
W Płocku też było ślisko.
- Do pierwszej stłuczki doszło o godz. 6.30 w Boryszewie - mówi dyżurny płockiej komendy Robert Koper. - Brały w niej udział renault i bmw. Ok. godz. 7, również w Boryszewie, zderzyły się volkswagen passat i renault. Kobietę z volkswagena i jej 15-letniego syna karetka zabrała do szpitala, lekarze zdecydowali, że trzeba poddać ich badaniom.
Pół godziny później, w Płocku, na skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i Gradowskiego zderzyły się trzy samochody: opel vectra, volkswagen i toyota. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
- Ten drugi był efektem pierwszej kraksy, kierowcy z daleka widzieli, że dzieje się coś złego i gwałtownie hamowali. A ci z tyłu wpadali na nich - mówi rzecznik komendy mazowieckiej policji Tadeusz Kaczmarek.
W sumie rozbiły się 23 auta, obrażenia odnieśli kobieta z mercedesa sprintera (była nieprzytomna) i mężczyzna z volkswagena (jego samochód wpadł na słupek rozdzielający dwa pasy ruchu, kierowca wyszedł ze zderzenia ze złamaną ręką) oraz jeszcze jeden mężczyzna, który zgłosił się do szpitala dopiero po jakimś czasie. Skarżył się na zawroty głowy, mdłości, w grę wchodziło więc wstrząśnienie mózgu.
- Od czego się zaczęło? Dokładny przebieg zdarzenia dopiero ustalamy, pierwsza niepotwierdzona jeszcze wersja mówi o gwałtownym manewrze jednego z kierowców przy wjeździe na krajową "siódemkę" - relacjonuje Kaczmarek. - Do tego dochodzi rzecz jasna śnieg, szadź i mgła. Czyli fatalne warunki na drodze.
Około południa ruch na trasie w okolicach Kroczewa odbywał się już normalnie.
W Płocku też było ślisko.
- Do pierwszej stłuczki doszło o godz. 6.30 w Boryszewie - mówi dyżurny płockiej komendy Robert Koper. - Brały w niej udział renault i bmw. Ok. godz. 7, również w Boryszewie, zderzyły się volkswagen passat i renault. Kobietę z volkswagena i jej 15-letniego syna karetka zabrała do szpitala, lekarze zdecydowali, że trzeba poddać ich badaniom.
Pół godziny później, w Płocku, na skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i Gradowskiego zderzyły się trzy samochody: opel vectra, volkswagen i toyota. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień





