Akcja "Powrót do domu": Zapamiętamy tę solidarność
2010-05-28
, aktualizacja: 28.05.2010 21:23
Od dziesięcioleci nie było na Mazowszu większego kataklizmu. Akcja ratownicza była dramatyczna, a podejmowane decyzje ryzykowne. Ale udało się. Pradolina Wisły uratowana. A teraz? Trzeba połatać wały. I pomóc powodzianom w jak najszybszym powrocie do domów
W wielkim skrócie takie wnioski płyną z piątkowej konferencji w płockim starostwie. Z dziennikarzami spotkali się m.in. wicewojewoda Dariusz Piątek, marszałek województwa Adam Struzik, starosta płocki Michał Boszko i szef mazowieckiej straży pożarnej Gustaw Mikołajczyk. Odpowiadali na pytania. Ich odpowiedzi ułożyły się w podsumowanie tygodniowej walki Mazowsza z wielką wodą.
Dlaczego Wisła przerwała wał w Świniarach?
- - dr Kazimierz Mosiej, specjalista w dziedzinie hydrologii
- Podstawowa sprawa - cała dolina iłowsko-dobrzykowska była w zasadzie dobrze zabezpieczona przed powodzią. Po wielkim kataklizmie z roku 1982 zapadła decyzja, by zrobić wszystko, by dolinę chronić. Zmodernizować istniejące już wały, zbudować nowe, dodać zbiorniki retencyjne, przepompownie. Ten cały system powstał niecałe 30 lat temu i do tej pory działał bez większych zarzutów.
Co w takim razie stało się w Świniarach? Dotarliśmy do człowieka, który widział, co dzieje się z wałem dosłownie na chwilę przed katastrofą. Wzywał nawet straż pożarną, pokazywał nam połączenie w swoim telefonie, była godz. 8.58. Widział wyraźnie, że między koroną wału a jego tzw. ławą po stronie odpowietrznej (nie od rzeki) powstało wybrzuszenie. Woda wdzierała się do wału, wymywając wypełniający go humus, darń. A potem w błyskawicznym tempie go przerwała.
Co istotne - pół godziny wcześniej w tym miejscu wał patrolowali pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Melioracji i Urządzeń Wodnych. I nic podejrzanego nie zauważyli.
Pozostaje pytanie - skąd to wybrzuszenie. Odpowiedź może być tylko jedna - to niewątpliwie sprawka ryjących zwierząt, lisów lub, co bardziej prawdopodobne, bobrów. Już od dobrych kilku lat zbieram dokumentację działalności tych zwierząt na wałach. Sam widziałem, że potrafią zrobić jamę, w której spokojnie mógłby się zmieścić człowiek. Mają niestety zwyczaj, że wykopują jamy w wałach, zaczynają poniżej linii wody, by swe właściwie legowisko urządzić już w środku, powyżej rzeki. Właśnie tak musiało być w Świniarach.
Jak przebiegała akcja ratownicza?
- - Michał Boszko, starosta płocki
- Wisła przerwała wał ok. godz. 9. Od razu ruszyliśmy z akcją informacyjną o zagrożeniu. Bardzo pomogli nam księża, którzy z ambon ostrzegali ludzi. Były przecież Zielone Świątki, w Dobrzykowie trwał odpust, w kościołach były uroczyste msze. Ludziom ciężko było przyjąć do wiadomości, że idzie na nich woda. Nie wierzyli, że zaleje ich domy, dlatego nie spieszyli się z ewakuacją. Najtrudniejszym dniem kataklizmu był poniedziałek, kiedy najwięcej mieszkańców gminy Słubice i Gąbin zdecydowało się uciekać.
Na miejscu działał sztab kryzysowy z wojewodą Jackiem Kozłowskim na czele. Marszałek Adam Struzik sprowadził natychmiast specjalistów od budowy wałów i zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Mieliśmy ogromne wsparcie wojska, policji, straży pożarnej, służb miejscowych i tych, które zjechały pod Płock z całego kraju. Mieliśmy sprzęt: helikoptery wojskowe, amfibie, wozy bojowe, łodzie. I ogromne zaangażowanie wszystkich mieszkańców.
Efekt jest taki, że falę udało się zatrzymać. Nikt nie zginął.
- - Adam Struzik, marszałek województwa
- Był to największy kataklizm, jaki dotknął mieszkańców Mazowsza w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Najbardziej poszkodowane gminy to Gąbin i Słubice, ale woda wyrządziła przecież szkody w okolicach Lipna, Zwolenia, Garwolina, Kozienic, Nowego Dworu Mazowieckiego, zagrażała Warszawie. I gdyby nie zaangażowanie wszystkich - władz województwa, samorządów, mieszkańców, tragedia miałaby o wiele większy wymiar. Woda zalałaby całą pradolinę Wisły, prawdopodobnie aż po Nowy Duninów. Dlatego na zawsze zapamiętam tę niezwykłą solidarność, zaangażowanie. Moment, w którym około tysiąca ludzi budowało wały w Dobrzykowe, a Ryszard Bednarski, operator koparki, narażając swoje życie, w innym miejscu rozkopywał wał tak, by woda, która wylała się w Świniarach, mogła wrócić na swoje miejsce. To był jeden front - administracji i obywateli.
- - Gustaw Mikołajczyk, szef mazowieckiej straży pożarnej
- To była bardzo trudna akcja. Nie planowaliśmy jej w Dobrzykowie, nastawialiśmy się raczej na Jordanów, gdzie błyskawicznie powstała położona w poprzek drogi przegroda. I udało się. Z dwóch powodów. Po pierwsze - nigdy jeszcze nie widziałem tak dużego zaangażowania ludzi, którzy oddali temu dziełu całe serce. Pamiętam, kiedy przy wale w Dobrzykowie zjawiały się wciąż nowe ciężarówki z piaskiem, nikt nie pytał - ile jeszcze ich trzeba, czy będą z tego jakieś pieniądze. Wszyscy brali się do pracy.
Druga sprawa - mieliśmy fachowców, którzy podpowiedzieli nam, co zrobić. Bez nich nie zatrzymalibyśmy tej wody. Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Urządzeń Wodnych i Melioracji, dr Kazimierz Mosiej, inżynier Janusz Czartoryjski, projektant wałów - ci ludzie zaprezentowali wyższą szkołę jazdy w zarządzaniu wodą. To oni podjęli ryzykowną decyzję - trzeba przekopać wał, odprowadzić wodę, zrównoważyć przepływ. Ukłony.
Jak w tym momencie wygląda sytuacja na zalanych terenach?
- - Gustaw Mikołajczyk
- Teraz woda będzie spadała wolniej niż przez ostatnich kilka dni. I wciąż nie jest do końca bezpiecznie, wciąż istnieje zagrożenie powodziowe, a akcja ratownicza trwa. Dla mnie zakończy się wtedy, gdy odbuduje się wał w Dobrzykowie.
Dlaczego Wisła przerwała wał w Świniarach?
- - dr Kazimierz Mosiej, specjalista w dziedzinie hydrologii
- Podstawowa sprawa - cała dolina iłowsko-dobrzykowska była w zasadzie dobrze zabezpieczona przed powodzią. Po wielkim kataklizmie z roku 1982 zapadła decyzja, by zrobić wszystko, by dolinę chronić. Zmodernizować istniejące już wały, zbudować nowe, dodać zbiorniki retencyjne, przepompownie. Ten cały system powstał niecałe 30 lat temu i do tej pory działał bez większych zarzutów.
Co w takim razie stało się w Świniarach? Dotarliśmy do człowieka, który widział, co dzieje się z wałem dosłownie na chwilę przed katastrofą. Wzywał nawet straż pożarną, pokazywał nam połączenie w swoim telefonie, była godz. 8.58. Widział wyraźnie, że między koroną wału a jego tzw. ławą po stronie odpowietrznej (nie od rzeki) powstało wybrzuszenie. Woda wdzierała się do wału, wymywając wypełniający go humus, darń. A potem w błyskawicznym tempie go przerwała.
Co istotne - pół godziny wcześniej w tym miejscu wał patrolowali pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Melioracji i Urządzeń Wodnych. I nic podejrzanego nie zauważyli.
Pozostaje pytanie - skąd to wybrzuszenie. Odpowiedź może być tylko jedna - to niewątpliwie sprawka ryjących zwierząt, lisów lub, co bardziej prawdopodobne, bobrów. Już od dobrych kilku lat zbieram dokumentację działalności tych zwierząt na wałach. Sam widziałem, że potrafią zrobić jamę, w której spokojnie mógłby się zmieścić człowiek. Mają niestety zwyczaj, że wykopują jamy w wałach, zaczynają poniżej linii wody, by swe właściwie legowisko urządzić już w środku, powyżej rzeki. Właśnie tak musiało być w Świniarach.
Jak przebiegała akcja ratownicza?
- - Michał Boszko, starosta płocki
- Wisła przerwała wał ok. godz. 9. Od razu ruszyliśmy z akcją informacyjną o zagrożeniu. Bardzo pomogli nam księża, którzy z ambon ostrzegali ludzi. Były przecież Zielone Świątki, w Dobrzykowie trwał odpust, w kościołach były uroczyste msze. Ludziom ciężko było przyjąć do wiadomości, że idzie na nich woda. Nie wierzyli, że zaleje ich domy, dlatego nie spieszyli się z ewakuacją. Najtrudniejszym dniem kataklizmu był poniedziałek, kiedy najwięcej mieszkańców gminy Słubice i Gąbin zdecydowało się uciekać.
Na miejscu działał sztab kryzysowy z wojewodą Jackiem Kozłowskim na czele. Marszałek Adam Struzik sprowadził natychmiast specjalistów od budowy wałów i zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Mieliśmy ogromne wsparcie wojska, policji, straży pożarnej, służb miejscowych i tych, które zjechały pod Płock z całego kraju. Mieliśmy sprzęt: helikoptery wojskowe, amfibie, wozy bojowe, łodzie. I ogromne zaangażowanie wszystkich mieszkańców.
Efekt jest taki, że falę udało się zatrzymać. Nikt nie zginął.
- - Adam Struzik, marszałek województwa
- Był to największy kataklizm, jaki dotknął mieszkańców Mazowsza w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Najbardziej poszkodowane gminy to Gąbin i Słubice, ale woda wyrządziła przecież szkody w okolicach Lipna, Zwolenia, Garwolina, Kozienic, Nowego Dworu Mazowieckiego, zagrażała Warszawie. I gdyby nie zaangażowanie wszystkich - władz województwa, samorządów, mieszkańców, tragedia miałaby o wiele większy wymiar. Woda zalałaby całą pradolinę Wisły, prawdopodobnie aż po Nowy Duninów. Dlatego na zawsze zapamiętam tę niezwykłą solidarność, zaangażowanie. Moment, w którym około tysiąca ludzi budowało wały w Dobrzykowe, a Ryszard Bednarski, operator koparki, narażając swoje życie, w innym miejscu rozkopywał wał tak, by woda, która wylała się w Świniarach, mogła wrócić na swoje miejsce. To był jeden front - administracji i obywateli.
- - Gustaw Mikołajczyk, szef mazowieckiej straży pożarnej
- To była bardzo trudna akcja. Nie planowaliśmy jej w Dobrzykowie, nastawialiśmy się raczej na Jordanów, gdzie błyskawicznie powstała położona w poprzek drogi przegroda. I udało się. Z dwóch powodów. Po pierwsze - nigdy jeszcze nie widziałem tak dużego zaangażowania ludzi, którzy oddali temu dziełu całe serce. Pamiętam, kiedy przy wale w Dobrzykowie zjawiały się wciąż nowe ciężarówki z piaskiem, nikt nie pytał - ile jeszcze ich trzeba, czy będą z tego jakieś pieniądze. Wszyscy brali się do pracy.
Druga sprawa - mieliśmy fachowców, którzy podpowiedzieli nam, co zrobić. Bez nich nie zatrzymalibyśmy tej wody. Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Urządzeń Wodnych i Melioracji, dr Kazimierz Mosiej, inżynier Janusz Czartoryjski, projektant wałów - ci ludzie zaprezentowali wyższą szkołę jazdy w zarządzaniu wodą. To oni podjęli ryzykowną decyzję - trzeba przekopać wał, odprowadzić wodę, zrównoważyć przepływ. Ukłony.
Jak w tym momencie wygląda sytuacja na zalanych terenach?
- - Gustaw Mikołajczyk
- Teraz woda będzie spadała wolniej niż przez ostatnich kilka dni. I wciąż nie jest do końca bezpiecznie, wciąż istnieje zagrożenie powodziowe, a akcja ratownicza trwa. Dla mnie zakończy się wtedy, gdy odbuduje się wał w Dobrzykowie.
W tym momencie jednak skupiamy się już niemal wyłącznie na pomocy powodzianom. Na terenach zalanych zostało 200 osób. To ludzie, którzy nie chcieli się ewakuować i wszystko wskazuje, że w swych zalanych domach zostaną już do końca. I właśnie im przede wszystkim musimy pomóc. Dostarczamy im wodę, żywność, dla zwierząt - na zalanych terenach wciąż jest 50 sztuk bydła i 100 sztuk trzody - paszę.
Jeśli chodzi o zalane domy - oceniamy, że jest ich w sumie 280. Całkowicie - 80, częściowo - także 80, tych podtopionych jest 120.
W miejscowościach, które już się odsłaniają - Zyck, Rybaki - będą utworzone grupy, które będą pomagały w osuszaniu zalanych gospodarstw. Nasze działania wchodzą w skład wielkiej akcji, którą nazwaliśmy "Powrót do domu", w jej ramach na terenach zalanych będą działać służby weterynaryjne, opieka społeczna, sanepid.
W czwartek na terenach zalanych ruszyliśmy z akcją szczepień, ratownicy na pływającej karetce szczepili powodzian przeciwko tężcowi.
Kiedy woda opadnie, a ludzie będą mogli wrócić do domów?
- - Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Urządzeń Wodnych i Melioracji
- Trzeba zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze - zabudować wyrwę w Świniarach. Niestety, nie będzie to łatwe, bo wciąż jest tam bardzo wysoki poziom wody. Niemniej, zrobimy wszystko, by budowa ruszyła we wtorek-środę. Kiedy dobiegnie końca, opadnie woda w Dobrzykowie. Liczymy, że jej poziom zmniejszy się o 2 metry w ciągu kilku dni, najpóźniej tygodnia.
Otworzymy śluzy, które "osuszą" część tego gigantycznego, obejmującego 6 tys. ha rozlewiska. Resztę załatwią przepompownie. Wprawdzie wszystkie trzy (dwie w Dobrzykowie i jedną w Wiączeminie) zalało, ale jedną, dobrzykowską, da się jeszcze odpalić. Mamy już agregat. Spompujemy resztę wody i według naszych optymistycznych prognoz ludzie będą mogli wracać do domów. Ale sprawę trzeba postawić uczciwie - woda nie opadnie w ciągu kilku dni.
Czego teraz najbardziej potrzeba powodzianom?
-- Dariusz Piątek, wicewojewoda mazowiecki
- Przede wszystkim środków czystości. I to o nie prosimy w pierwszej kolejności. Oraz o żywność. W ogóle powodzianom przyda się w zasadzie wszystko, co potrzebne człowiekowi do życia. Mam tylko jedną prośbę, o przekazywanie rzeczy nowych, nieużywanych, nie tych, które stały od lat gdzieś na strychu. Proszę zrozumieć, to nie jest żadna fanaberia, wybrzydzanie. Ludzie dotknięci powodzią przeżywają teraz prawdziwą traumę i ciężko jest im przyjmować rzeczy, które w zasadzie i tak im nie posłużą.
- - Adam Struzik
- Jeśli chodzi o przyszłość... będziemy z pewnością potrzebować kontenerów, tymczasowych mieszkań, w których ludzie będą mogli schronić się na czas remontu czy odbudowy. Obliczamy, że pod Płock trzeba będzie przywieźć ok. 150 takich kontenerów. Rzecz jasna będą o nich myśleć także samorządy. Jeśli jednak znajdzie się np. firma, która zechce je zrobić, wypożyczyć, będzie to z pewnością ogromna pomoc.
Na pewno wszystkim powodzianom przydadzą się także materiały budowlane.
Jeśli chodzi o zalane domy - oceniamy, że jest ich w sumie 280. Całkowicie - 80, częściowo - także 80, tych podtopionych jest 120.
W miejscowościach, które już się odsłaniają - Zyck, Rybaki - będą utworzone grupy, które będą pomagały w osuszaniu zalanych gospodarstw. Nasze działania wchodzą w skład wielkiej akcji, którą nazwaliśmy "Powrót do domu", w jej ramach na terenach zalanych będą działać służby weterynaryjne, opieka społeczna, sanepid.
W czwartek na terenach zalanych ruszyliśmy z akcją szczepień, ratownicy na pływającej karetce szczepili powodzian przeciwko tężcowi.
Kiedy woda opadnie, a ludzie będą mogli wrócić do domów?
- - Stanisław Maciejewski, dyrektor płockiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Urządzeń Wodnych i Melioracji
- Trzeba zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze - zabudować wyrwę w Świniarach. Niestety, nie będzie to łatwe, bo wciąż jest tam bardzo wysoki poziom wody. Niemniej, zrobimy wszystko, by budowa ruszyła we wtorek-środę. Kiedy dobiegnie końca, opadnie woda w Dobrzykowie. Liczymy, że jej poziom zmniejszy się o 2 metry w ciągu kilku dni, najpóźniej tygodnia.
Otworzymy śluzy, które "osuszą" część tego gigantycznego, obejmującego 6 tys. ha rozlewiska. Resztę załatwią przepompownie. Wprawdzie wszystkie trzy (dwie w Dobrzykowie i jedną w Wiączeminie) zalało, ale jedną, dobrzykowską, da się jeszcze odpalić. Mamy już agregat. Spompujemy resztę wody i według naszych optymistycznych prognoz ludzie będą mogli wracać do domów. Ale sprawę trzeba postawić uczciwie - woda nie opadnie w ciągu kilku dni.
Czego teraz najbardziej potrzeba powodzianom?
-- Dariusz Piątek, wicewojewoda mazowiecki
- Przede wszystkim środków czystości. I to o nie prosimy w pierwszej kolejności. Oraz o żywność. W ogóle powodzianom przyda się w zasadzie wszystko, co potrzebne człowiekowi do życia. Mam tylko jedną prośbę, o przekazywanie rzeczy nowych, nieużywanych, nie tych, które stały od lat gdzieś na strychu. Proszę zrozumieć, to nie jest żadna fanaberia, wybrzydzanie. Ludzie dotknięci powodzią przeżywają teraz prawdziwą traumę i ciężko jest im przyjmować rzeczy, które w zasadzie i tak im nie posłużą.
- - Adam Struzik
- Jeśli chodzi o przyszłość... będziemy z pewnością potrzebować kontenerów, tymczasowych mieszkań, w których ludzie będą mogli schronić się na czas remontu czy odbudowy. Obliczamy, że pod Płock trzeba będzie przywieźć ok. 150 takich kontenerów. Rzecz jasna będą o nich myśleć także samorządy. Jeśli jednak znajdzie się np. firma, która zechce je zrobić, wypożyczyć, będzie to z pewnością ogromna pomoc.
Na pewno wszystkim powodzianom przydadzą się także materiały budowlane.
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Akcja "Powrót do domu": Zapamiętamy tę solidarność
yaris33
28.05.10, 23:04
Tak, to prawda. Fale udało się zatrzymać zalewając przy okazji kilka gospodarstw w Dobrzykowie na ulicy Nadwislanskiej. Dom rodzinny mojej żony jest zalany po sam dach. Dlaczego o tym sie »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
