Zarzuty dla byłego policjanta Andrzeja P.
2010-07-30
, aktualizacja: 30.07.2010 16:15
Handel bronią i niedopełnienie obowiązków - takie zarzuty stawia gdańska prokuratura apelacyjna Andrzejowi P., byłemu płockiemu policjantowi i rzecznikowi prasowemu policji
P. był wieloletnim rzecznikiem prasowym płockiej policji, potem szefem płockiej sekcji wydziału postępowań administracyjnych komendy wojewódzkiej (w tym wydziale m.in. składa się wnioski o wydanie pozwolenia na broń). Także zaufanym człowiekiem nieżyjącego już komendanta wojewódzkiego policji Macieja Książkiewicza oraz radcą prawnym. Podsumowując - postacią w mieście powszechnie znaną.
Z jednej strony sprawa wygląda niezwykle poważnie, bo zarzuty postawiła Andrzejowi P. gdańska Prokuratura Apelacyjna. Ta sama, która prowadzi śledztwo dotyczące nieprawidłowości w śledztwie w sprawie porwania i morderstwa Krzysztofa Olewnika. Więcej - ustalenia dotyczące Andrzej P. "wypłynęły" - jak określają to w prokuraturze - właśnie przy analizie materiałów dotyczących postępowania w sprawie Olewnika.
P. zatrzymano kilka dni temu, przewieziono go Gdańska, przedstawiono zarzuty. Dość poważne. Chodzi o okres, kiedy P. kierował wydziałem postępowań administracyjnych. - W naszej ocenie w ok. 10 przypadkach wydał zezwolenie na broń, wcześniej nie weryfikując danych, które ubiegający się o te zezwolenia wpisywali w swoich wnioskach - mówi Aleksander Przytuła, zastępca prokuratora apelacyjnego w Gdańsku. - A także o to, że trudnił się niekoncesjonowanym handlem bronią. Gromadził broń i sprzedawał ją ludziom, którym wydawał zezwolenia. Bez odpowiednich uprawnień. Zarzuty dotyczą lat 1998 - 1999.
Złamał w ten sposób - w ocenie prokuratury - przepisy ustawy o broni. A funkcjonariusz publiczny, który nie dopełnia obowiązków i działa w związku z tym na szkodę publicznego interesu podlega karze pozbawienia wolności do 10 lat.
Czy były policjant miał brać za to wszystko pieniądze lub oczekiwał jakichkolwiek innych gratyfikacji? Aleksander Przytuła w rozmowie z "Gazetą" stwierdził, że w tym momencie brakuje jeszcze szczegółowych ustaleń. Prokuratura jednak zarzuca Andrzejowi P., że dopuścił się tych czynów w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Z drugiej jednak strony zastępca prokuratora apelacyjnego podkreśla - sprawa Andrzeja P. wyszła "przy okazji". Nie ma bezpośredniego związku, ani ze zniknięciem Krzysztofa Olewnika, ani ze śledztwem prowadzonym w tej głośnej sprawie. Nic wspólnego z obiema sprawami nie mają także osoby, które tak łatwo miały dostać od Andrzeja P. pozwolenia na broń.
Skąd więc nazwisko P. w gdańskim śledztwie?
Uczestniczył on w słynnym spotkaniu poprzedzającym poprzedzającym porwanie Krzysztofa (w domu Krzysztofa Olewnika spotkali się wtedy m.in. wysocy rangą policjanci). Rok temu, w czasie przesłuchania przed sejmową komisją śledczą, tłumaczył, że poznał Włodzimierza Olewnika nieco wcześniej, odebrał go jako sympatycznego człowieka, dlatego przyjął zaproszenie.
Wspominał wtedy także, że pozwolenie na broń mieli zarówno Włodzimierz Olewnik, jak i jego syn Krzysztof. Dodawał jednak, że o ile się nie myli, pozwolenia te zostały wydane wcześniej, nim Andrzej P. zaczął pracę w wydziale.
Wyjaśniał także kwestię broni Jacka K., przyjaciela Krzysztofa, także uczestnika spotkania (oskarżonego potem o współudział w porwaniu Krzysztofa ). K. także miał pozwolenie na ostrą broń wydaną w celu ochrony osobistej. W dniu imprezy włożył ja do skrytki swojego samochodu, a samochód zostawił na terenie posesji Krzysztofa Olewnika. Później samochód - a także broń w skrytce - uprowadzili porywacze. Jacek K. w związku z tym odpowiadał później - jak wyraził się P. w czasie przesłuchania przed komisją - za nieumyślną utratę broni.
Aleksander Przytuła dodał wczoraj, że sprawa Andrzeja P. nie jest częścią śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy śledztwie w sprawie porwania Olewnika. Jest rozpatrywana osobno. Prokuratura nie występowała z wnioskiem o areszt tymczasowy dla byłego policjanta.
Z jednej strony sprawa wygląda niezwykle poważnie, bo zarzuty postawiła Andrzejowi P. gdańska Prokuratura Apelacyjna. Ta sama, która prowadzi śledztwo dotyczące nieprawidłowości w śledztwie w sprawie porwania i morderstwa Krzysztofa Olewnika. Więcej - ustalenia dotyczące Andrzej P. "wypłynęły" - jak określają to w prokuraturze - właśnie przy analizie materiałów dotyczących postępowania w sprawie Olewnika.
P. zatrzymano kilka dni temu, przewieziono go Gdańska, przedstawiono zarzuty. Dość poważne. Chodzi o okres, kiedy P. kierował wydziałem postępowań administracyjnych. - W naszej ocenie w ok. 10 przypadkach wydał zezwolenie na broń, wcześniej nie weryfikując danych, które ubiegający się o te zezwolenia wpisywali w swoich wnioskach - mówi Aleksander Przytuła, zastępca prokuratora apelacyjnego w Gdańsku. - A także o to, że trudnił się niekoncesjonowanym handlem bronią. Gromadził broń i sprzedawał ją ludziom, którym wydawał zezwolenia. Bez odpowiednich uprawnień. Zarzuty dotyczą lat 1998 - 1999.
Złamał w ten sposób - w ocenie prokuratury - przepisy ustawy o broni. A funkcjonariusz publiczny, który nie dopełnia obowiązków i działa w związku z tym na szkodę publicznego interesu podlega karze pozbawienia wolności do 10 lat.
Czy były policjant miał brać za to wszystko pieniądze lub oczekiwał jakichkolwiek innych gratyfikacji? Aleksander Przytuła w rozmowie z "Gazetą" stwierdził, że w tym momencie brakuje jeszcze szczegółowych ustaleń. Prokuratura jednak zarzuca Andrzejowi P., że dopuścił się tych czynów w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Z drugiej jednak strony zastępca prokuratora apelacyjnego podkreśla - sprawa Andrzeja P. wyszła "przy okazji". Nie ma bezpośredniego związku, ani ze zniknięciem Krzysztofa Olewnika, ani ze śledztwem prowadzonym w tej głośnej sprawie. Nic wspólnego z obiema sprawami nie mają także osoby, które tak łatwo miały dostać od Andrzeja P. pozwolenia na broń.
Skąd więc nazwisko P. w gdańskim śledztwie?
Uczestniczył on w słynnym spotkaniu poprzedzającym poprzedzającym porwanie Krzysztofa (w domu Krzysztofa Olewnika spotkali się wtedy m.in. wysocy rangą policjanci). Rok temu, w czasie przesłuchania przed sejmową komisją śledczą, tłumaczył, że poznał Włodzimierza Olewnika nieco wcześniej, odebrał go jako sympatycznego człowieka, dlatego przyjął zaproszenie.
Wspominał wtedy także, że pozwolenie na broń mieli zarówno Włodzimierz Olewnik, jak i jego syn Krzysztof. Dodawał jednak, że o ile się nie myli, pozwolenia te zostały wydane wcześniej, nim Andrzej P. zaczął pracę w wydziale.
Wyjaśniał także kwestię broni Jacka K., przyjaciela Krzysztofa, także uczestnika spotkania (oskarżonego potem o współudział w porwaniu Krzysztofa ). K. także miał pozwolenie na ostrą broń wydaną w celu ochrony osobistej. W dniu imprezy włożył ja do skrytki swojego samochodu, a samochód zostawił na terenie posesji Krzysztofa Olewnika. Później samochód - a także broń w skrytce - uprowadzili porywacze. Jacek K. w związku z tym odpowiadał później - jak wyraził się P. w czasie przesłuchania przed komisją - za nieumyślną utratę broni.
Aleksander Przytuła dodał wczoraj, że sprawa Andrzeja P. nie jest częścią śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy śledztwie w sprawie porwania Olewnika. Jest rozpatrywana osobno. Prokuratura nie występowała z wnioskiem o areszt tymczasowy dla byłego policjanta.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



