Jagiellonka wyrobiła w nas kręgosłup moralny
2010-08-01
, aktualizacja: 01.08.2010 21:20
Jagiellonka uczy szacunku do ludzi, zachowywania się z klasą, zawsze i wszędzie - przyznaje Bartek, matura rocznik 2002. Stanisław, matura rocznik 1965: - Mówili, że Jagiellonka to zakon. Powiem panu, że mieli rację.
Już po raz kolejny absolwenci liceum im. Władysława Jagiełły spotkali się na swoim nieformalnym zjeździe. Co roku spotkanie jest okazją do wspomnień i dobrej zabawy. Choć w tym roku frekwencja była niższa niż w poprzednich latach, rozmowy oraz tańce i tak trwały do późnych godzin wieczornych.
Niektórzy jagiellończycy podzielili się wspomnieniami ze szkolnych czasów. Bartek maturę zdawał osiem lat temu. Dziś szkołę wspomina wyłącznie pozytywnie. - Nasza klasa trzymała sztamę, to było dla nas ważne - opowiada. - Nasza wychowawczyni uchodziła za despotyczną, ale dla nas była jak matka. Pamiętam, że mieliśmy obowiązek zakładania garnituru na każdą, najdrobniejszą uroczystość. Jagiellonka wyrobiła w nas kręgosłup moralny. Najlepsi i najgorsi nauczyciele? Byli tylko najlepsi.
- W Jagiellonce trzeba było trzymać fason, inaczej dostawało się solidnie po uszach - opowiada pan Stanisław, reprezentant starszego pokolenia, dziś mieszkaniec Gdyni. - Pamiętam, jak pewnego dnia zrobiliśmy sobie samolociki z portretów Lenina. Papierki fruwały po całej sali, kiedy w drzwiach stanął dyrektor Jan Przyszlak. Wesoło było
Ale nie tylko sztywna dyscyplina zapadła panu Stanisławowi w pamięć. - Pamiętam wspaniałe, dwutygodniowe spływy kajakowe. Płynęliśmy z Płocka do Fordonu [dzielnica Bydgoszczy - red.]. Piękne widoki, rywalizacja, męska przygoda. Dziś ta tradycja zanikła.
Tradycja nieformalnych spotkań jagiellończyków ma się dobrze. Kolejny zjazd - za rok.
Niektórzy jagiellończycy podzielili się wspomnieniami ze szkolnych czasów. Bartek maturę zdawał osiem lat temu. Dziś szkołę wspomina wyłącznie pozytywnie. - Nasza klasa trzymała sztamę, to było dla nas ważne - opowiada. - Nasza wychowawczyni uchodziła za despotyczną, ale dla nas była jak matka. Pamiętam, że mieliśmy obowiązek zakładania garnituru na każdą, najdrobniejszą uroczystość. Jagiellonka wyrobiła w nas kręgosłup moralny. Najlepsi i najgorsi nauczyciele? Byli tylko najlepsi.
- W Jagiellonce trzeba było trzymać fason, inaczej dostawało się solidnie po uszach - opowiada pan Stanisław, reprezentant starszego pokolenia, dziś mieszkaniec Gdyni. - Pamiętam, jak pewnego dnia zrobiliśmy sobie samolociki z portretów Lenina. Papierki fruwały po całej sali, kiedy w drzwiach stanął dyrektor Jan Przyszlak. Wesoło było
Ale nie tylko sztywna dyscyplina zapadła panu Stanisławowi w pamięć. - Pamiętam wspaniałe, dwutygodniowe spływy kajakowe. Płynęliśmy z Płocka do Fordonu [dzielnica Bydgoszczy - red.]. Piękne widoki, rywalizacja, męska przygoda. Dziś ta tradycja zanikła.
Tradycja nieformalnych spotkań jagiellończyków ma się dobrze. Kolejny zjazd - za rok.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



