Jak w Płocku fałszuje się autobusowe bilety
2010-08-22
, aktualizacja: 22.08.2010 17:24
Płocczanie coraz częściej fałszują bilety Komunikacji Miejskiej. Metody mają najróżniejsze: moczą bilety w wybielaczach, smarują tłuszczem lub zwyczajnie drapią.
Zaczęło się od stycznia tego roku, od tego czasu płocka policja prowadzi już kilkanaście podobnych postępowań. Komendę Miejską zawiadamiają kontrolerzy, którzy w czasie kontroli w autobusie wychwytują fałszywkę.
Metod podrabiania czy przygotowywania do ponownego użytku biletów jest kilka.
Najpopularniejsza to zwykłe drapanie - ludzie czymś ostrym "czyszczą" miejsce, w którym kasownik naniósł na bilet godzinę i datę przejazdu. Wprawdzie widać na pierwszy rzut oka, że coś przy bilecie się majstrowało, ale fałszerstwo wymaga najmniej wysiłku.
Druga metoda, jaką wyłapali płoccy policjanci polega na namaczaniu biletu w wybielaczu. Czasochłonne, ale ślad po skasowaniu w końcu daje się jakoś wywabić.
Wszystkich przebił jednak mężczyzna, który wynalazł własny patent na fałszowanie. Miejsce, gdzie kasownik zostawia swój ślad, smarował przed wejściem do autobusu czymś tłustym. Po takim przygotowaniu nadruk schodził od razu po opuszczeniu pojazdu Komunikacji Miejskiej.
- U płocczanina znaleziono cały bloczek "tłustych" biletów - opowiada rzecznik płockiej policji Piotr Jeleniewicz.
Najgorsze jest jednak to, że ludzie, próbując zaoszczędzić 2,2 zł na jednorazowym bilecie, narażają się na poważne kłopoty.
Tym, którzy wpadną, policja postawi zarzut oszustwa (zagrożenie karą - do ośmiu lat więzienia) lub przerobienia dokumentu (pięciu lat).
Kolejny problem - bilet jest dokumentem właśnie, tak więc w każdej tego typu sprawie musi być powołany biegły, który bilet obejrzy i oceni, jakim zabiegom był on poddawany. A potem biegły każe sobie zapłacić. Zazwyczaj nie są to małe kwoty. Wyrok skazujący nie musi być duży, ale kara pieniężna może być bardzo dotkliwa.
Po zakończonym postępowaniu wszystkie jego koszy - łącznie z wynagrodzeniem biegłego - poniesie zaś człowiek złapany z fałszywym biletem.
I jeszcze jedno: policjanci podejrzewają, że płockimi autobusami jeżdżą także ludzie z fałszywymi legitymacjami Honorowego Dawcy Krwi.
- Legitymacje te uprawniają do darmowego przejazdu autobusami komunikacji miejskiej - tłumaczą policjanci z wydziału dochodzeniowego. - Dlatego część oszustów nie kombinuje już z biletami, ale podrabia legitymacje.
Komenda Miejska Policji w Płocku prowadzi dziś kilka postępowań w sprawie podejrzanych legitymacji. - Jeżeli w tych przypadkach Polski Czerwony Krzyż nie potwierdzi wydania legitymacji, osobie która się nią posługiwała grozi nawet do ośmiu lat więzienia oraz pokrycie kosztów dochodzenia - dodaje Piotr Jeleniewicz.
Metod podrabiania czy przygotowywania do ponownego użytku biletów jest kilka.
Najpopularniejsza to zwykłe drapanie - ludzie czymś ostrym "czyszczą" miejsce, w którym kasownik naniósł na bilet godzinę i datę przejazdu. Wprawdzie widać na pierwszy rzut oka, że coś przy bilecie się majstrowało, ale fałszerstwo wymaga najmniej wysiłku.
Druga metoda, jaką wyłapali płoccy policjanci polega na namaczaniu biletu w wybielaczu. Czasochłonne, ale ślad po skasowaniu w końcu daje się jakoś wywabić.
Wszystkich przebił jednak mężczyzna, który wynalazł własny patent na fałszowanie. Miejsce, gdzie kasownik zostawia swój ślad, smarował przed wejściem do autobusu czymś tłustym. Po takim przygotowaniu nadruk schodził od razu po opuszczeniu pojazdu Komunikacji Miejskiej.
- U płocczanina znaleziono cały bloczek "tłustych" biletów - opowiada rzecznik płockiej policji Piotr Jeleniewicz.
Najgorsze jest jednak to, że ludzie, próbując zaoszczędzić 2,2 zł na jednorazowym bilecie, narażają się na poważne kłopoty.
Tym, którzy wpadną, policja postawi zarzut oszustwa (zagrożenie karą - do ośmiu lat więzienia) lub przerobienia dokumentu (pięciu lat).
Kolejny problem - bilet jest dokumentem właśnie, tak więc w każdej tego typu sprawie musi być powołany biegły, który bilet obejrzy i oceni, jakim zabiegom był on poddawany. A potem biegły każe sobie zapłacić. Zazwyczaj nie są to małe kwoty. Wyrok skazujący nie musi być duży, ale kara pieniężna może być bardzo dotkliwa.
Po zakończonym postępowaniu wszystkie jego koszy - łącznie z wynagrodzeniem biegłego - poniesie zaś człowiek złapany z fałszywym biletem.
I jeszcze jedno: policjanci podejrzewają, że płockimi autobusami jeżdżą także ludzie z fałszywymi legitymacjami Honorowego Dawcy Krwi.
- Legitymacje te uprawniają do darmowego przejazdu autobusami komunikacji miejskiej - tłumaczą policjanci z wydziału dochodzeniowego. - Dlatego część oszustów nie kombinuje już z biletami, ale podrabia legitymacje.
Komenda Miejska Policji w Płocku prowadzi dziś kilka postępowań w sprawie podejrzanych legitymacji. - Jeżeli w tych przypadkach Polski Czerwony Krzyż nie potwierdzi wydania legitymacji, osobie która się nią posługiwała grozi nawet do ośmiu lat więzienia oraz pokrycie kosztów dochodzenia - dodaje Piotr Jeleniewicz.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



