Urzędnicy milczą jak zaklęci, obywatelom nie odpowiadają

Milena Orłowska
2010-09-15 , aktualizacja: 15.09.2010 21:09
A A A Drukuj
Demokracja to taki ustrój, w którym rządzi obywatel. Jeśli ma rządzić dobrze, musi mieć dostęp do informacji publicznej. Tyle teoria. Bo w praktyce... Niejakiemu Arkadiuszowi Sprzędze na jego ważne pytania nie odpowiedziały ani ratusz, ani starostwo
Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej i Klinika Dialogu (pracuje dla organizacji pozarządowych, przygotowuje dla nich kampanie społeczne) przeprowadziły wiosną i latem prowokację. Droga mailową rozesłały do ponad 400 instytucji ze 100 miast w całej Polsce - urzędów miast, starostw, szkół i szpitali - wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Pytania dotyczyły np. zagranicznych podróży służbowych urzędników, zakupów wyposażenia szkolnego, użytkowania służbowych samochodów. Odpowiedzi, bądź ich brak, Centrum i Klinika skrzętnie odnotowywały. Do końca września opublikują wyniki akcji, ale już dziś informują, jak wypadł Płock. Otóż... źle.

Maile dostały ratusz (na adres bip@ump.pl) i starostwo powiatowe (starostwo@powiat.plock.pl). Oba podpisane przez niejakiego Arkadiusza Sprzęgę (nazwisko fikcyjne). Ratusz miał odpowiedzieć, czy najwyższe władze miasta mają samochody służbowe i czy mogą korzystać z owych samochodów do celów prywatnych. Arkadiusz Sprzęga uprzejmie prosił także o regulamin mówiący o korzystaniu ze służbowych aut. A w starostwie o roczny program współpracy z organizacjami pozarządowymi, podsumowanie owej współpracy za rok 2009. I o kwoty, jakie zostały przekazane organizacjom, w tym kościelnym.

Przepisy mówią, że urzędnicy powinni na owe pytania odpowiedzieć bezzwłocznie, najpóźniej - po 14 dniach. Ci z Płocka nie odpowiedzieli do tej pory.

- Z naszych informacji wynika, że odpowiedzi nikt do nas nie wysłał - my na 100 proc. jej nie otrzymaliśmy, nie zatrzymała się też na naszych filtrach antyspamowych - twierdzi Michał Henzler z Kliniki Dialogu. - Wygląda więc na to, że ani starostwo, ani urząd obowiązku swojego nie wypełniły.

W urzędzie miasta sprawdzili wczoraj i potwierdzili - mail od Arkadiusza Sprzęgi faktycznie trafił na ich skrzynkę pod koniec czerwca. I faktycznie, pozostał bez odpowiedzi.

- Najwidoczniej wyjątkowo, w natłoku reklam, informacji, próśb i pytań, umknął nam. Pozostaje jedynie przyznać się do winy i uderzyć w piersi - mówi Agnieszka Grażul z biura prasowego ratusza. Zapewnia, że urzędnicy na wszystkie pytania dotyczące płockiego życia publicznego starają się odpowiadać jak najrzetelniej. Sprawa Arkadiusza Sprzęgi to wypadek przy pracy.

W starostwie wypowiadają się w podobnym duchu. - Trudno mi powiedzieć, dlaczego akurat ten mail pozostał bez reakcji, bo na wszystkie takie pytania odpowiadamy - zarzeka się Jan Ryś, dyrektor wydziału administracji starostwa. - Tym bardziej że nie po raz pierwszy mamy także do czynienia z tego typu prowokacją.

- Płock nie jest wyjątkiem, niestety, było regułą, że odpowiedzi w większości przypadków nie dostaliśmy - podsumowuje Michał Henzler. Co teraz? Teoretycznie badacze mogliby zachować się bardzo nieprzyjemnie. Napisać skargę do zwierzchników urzędników odpowiedzialnych za udzielanie informacji. Poinformować prokuraturę. Za tego typu zachowanie urzędnikowi grozi kara grzywny i pozbawienia wolności do roku. Za brak odpowiedzi na pytania obywateli w Polsce nikt jeszcze do więzienia nie poszedł, ale Henzler kojarzy trzy czy cztery przypadki, w których urzędnicy skazani byli na karę grzywny. Tracili przy okazji swój status osoby niekaranej. A w związku z tym - możliwość pracy jako urzędnicy.

- Nie chcemy jednak piętnować urzędów, nasza akcja nie jest wymierzona przeciwko nim - zaznacza Henzler. - Chcemy jedynie, by jak najwięcej osób dowiedziało się, że ma prawo do informacji. I jak najwięcej urzędników uświadomiło sobie, że ma obowiązek owej informacji udzielać. Dlaczego to takie ważne? Bo demokracja to taki ustrój, w którym obywatel rządzi. Jak ma rządzić, skoro nie ma dostępu do informacji i nie wie np. na co wydawane są jego pieniądze i czy wójt, burmistrz, prezydent realizują swoje wyborcze obietnice?

Skąd to powszechne urzędnicze milczenie? W Klinice Dialogu wymieniają kilka powodów. Niewiedza (szkoły czy szpitale np. często nie wiedzą, że mają obowiązek informować). Lekceważenie tzw. człowieka z ulicy. Brak szacunku dla drogi mailowej.

- Pytanie zadane na piśmie, najlepiej z pieczątką, miałoby o wiele większą szansę na uzyskanie odpowiedzi - nie wątpi nasz rozmówca.

Przyczyną w jego ocenie nie jest natomiast lawina pytań, którymi obywatele zasypują najróżniejszej maści instytucje. - Z naszego doświadczenia wynika, że Polacy nie pytają. Nie zdają sobie sprawy, że warto, nie wiedzą, jak to robić.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Urzędnicy milczą jak zaklęci, obywatelom nie od... agorowiczka 16.09.10, 18:32

    To jest monstrualne kłamstwo ze strony ratusza, że odpowiadają na pisma w terminie. Posiadam conajmniej ze 20 dowodów na ich kłamstwo. Obliczyłam kiedyś, że nie odpowiadając mi na ważną »

  • Urzędnicy milczą jak zaklęci, obywatelom nie od... dziadek030265 17.09.10, 11:55

    niech każdy chętny zapyta ile ratusz przyjął skarg na bezczynność organu - od razu będzie wiadomo że mowa o rzekomym odpisywaniu bezwłocznym na pisma to jedna wielka lipa. »