Płock z Japonią był od zawsze
2011-03-20
, aktualizacja: 20.03.2011 19:50
W ciągu miesiąca w Płocku powstanie komitet, który zbierać będzie pieniądze na budowę szkoły w japońskim rejonie Miyagi. A w wakacje może przyjechać do nas z Japonii kilkadziesiąt dzieci.
Pomysły z powstaniem komitetu i przyjazdu japońskich dzieci, których inicjatorem jest Tadeusz Milke, dyrektor Zespołu Pieśni i Tańca "Dzieci Płocka", narodziły się po rozpętaniu się piekła w Japonii - wywołanego przez potężne trzęsienie ziemi i tsunami. Według najnowszych danych śmierć poniosło w nim ponad 8 tys. osób, a przeszło 12 tys. uznaje się za zaginione.
Co wspólnego ma Płock z Japonią? Przede wszystkim Kayo Takase - sympatyczną 28-latkę, która przez ostatnie dwa lata prowadziła w Płocku wszechstronne zajęcia z języka i kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Uczestniczyło w nich wielu płocczan, zwłaszcza dzieci. Do ojczyzny Kayo wróciła pod koniec lutego, a z nadejściem kataklizmu słuch po niej zaginął. W siedzibie "Dzieci Płocka" (Kayo związała się z zespołem jako wolontariuszka Japońskiego Wolontariatu Kulturalnego) urywały się telefony z pytaniami o los Japonki, najmłodsi często przychodzili osobiście - to oni stworzyli hasło "Jesteśmy silniejsi niż tsunami". Wreszcie, z pomocą prof. Stanisława Filipka i wyszukiwarki zaginionych, uruchomionej przez Google, udało się skontaktować z jednym z braci z Kayo. Cała rodzina Takase szczęśliwie schroniła się w siedzibie prefektury Miyagi, w której mają swój dom. Co zakrawa na prawdziwy cud, bo przecież to region najbardziej dotknięty wstrząsami.
Stanisław Filipek to były radca handlowy przy polskiej ambasadzie w Tokio, obecnie profesor Polskiej Akademii Nauk, działacz Warszawskiego Oddziału Towarzystwa Polsko-Japońskiego, wielki propagator przyjaźni między Polską a Japonią. Za jego pośrednictwem Tadeusz Milke otrzymał pierwsze oznaki życia od japońskiej ulubienicy Płocka: "Tu Kayo. Wysyłam wiadomość z telefonu komórkowego mojej mamy. Moja rodzina i ja sama przeżyliśmy, ale nie możemy dostać się do naszego domu ani naszego miasta. Przekaż, proszę, ode mnie podziękowania i pozdrowienia dla wszystkich, ponieważ moje możliwości korzystania z internetu są bardzo ograniczone. Niezbyt też często możemy korzystać z telefonu komórkowego. Jest strasznie! Byłam przerażona! Ale dobrze, że dane mi było przeżyć".
- Ogromnie cieszymy się ze szczęścia Kayo. A jednocześnie jesteśmy na etapie załatwiania spraw formalnych, związanych z powstaniem komitetu, którego celem jest odbudowa szkoły, odpornej na trzęsienia ziemi, w rejonie Miyagi - mówi Tadeusz Milke. - Myślę, że uporamy się z tym najpóźniej w ciągu trzech tygodni. Ważny jest każdy dzień, gdyż mamy wiele sygnałów od osób, które chcą wesprzeć naszą inicjatywę. W całą sprawę mocno zaangażował się profesor Filipek. Już czyni starania, by projekt budynku szkoły nie kosztował kosmicznych pieniędzy.
Profesor zaproponował też, by członkami komitetu byli np. prezydenci i burmistrzowie miast, które włączyły się w organizację pobytu dzieci dotkniętych trzęsieniem ziemi w Kobe w 1996 r. To: Płock, Kraków, Niepołomice, Gniezno, Myślenice i Celestynów. Ten krok mógłby rozprzestrzenić zbiórkę właśnie na te miasta.
Tadeusz Milke w sprawie komitetu spotkał się już z prezydentem Andrzejem Nowakowskim. Ten przyklasnął inicjatywie, jak też pomysłowi, by podczas tegorocznych wakacji przyjechało do Płocka kilkadziesiąt dzieci z prefektury Miyagi. Prezydent ma poprosić o pomoc rząd, który miałby wysłać do Japonii samolot po dzieci mające przybyć do naszego miasta.
- W najbliższych dniach wystosuję w tej sprawie pismo do ministra obrony narodowej Bogdana Klicha. Chciałbym również porozmawiać z nim o tym osobiście. Byłoby to piękne nawiązanie do płockiej tradycji pomocy poszkodowanej Japonii - komentuje Andrzej Nowakowski.
Tradycja ta sięga lat 20. ubiegłego wieku. W 1923 r. Płock włączył się do akcji zbierania pieniędzy "Za serce sercem" na rzecz poszkodowanych w trzęsieniu ziemi w Tokio. Jednocześnie była to forma podziękowania Krajowi Kwitnącej Wiśni za uratowanie 765 polskich dzieci z Syberii, które - na początku lat 20. XX wieku - dzięki rządowi Japonii i tamtejszemu Czerwonemu Krzyżowi zostały przetransportowane do Tokio i Osaki. Odwiedzała jej tam cesarzowa Sadako - to jej imieniem miałaby zostać nazwana odbudowana szkoła w Miyagi.
"Dziennik Płocki" we wrześniu 1923 r. apelował: "Dowiedźmy, iż nie zatarło się w naszej pamięci, jak wiele doznaliśmy obcej pomocy, gdy przed paru laty staczaliśmy zaciętą walkę z głodem, z epidemiami i z całą ohydną nędzą zrodzoną przez wojnę. Zwracamy się przeto do naszego społeczeństwa z prośbą o pomoc do Japonii. Nie możemy dać wiele, sami bowiem mało jeszcze posiadamy, lecz dajmy prędko, śpieszmy z pomocą. Zbierajmy środki i fundusze na kupno żywności, która jeszcze w ciągu wielu miesięcy będzie potrzebna ofiarom kataklizmu i złóżmy, co uzbieramy, jako ofiarę wdzięcznej i współczującej Polski na ręce Japońskiego Czerwonego Krzyża".
Wszystkie maluchy po wyleczeniu wróciły z Japonii do Polski.
A w 2002 r. podczas oficjalnej wizyty cesarskiej pary w Polsce doszło do wzruszającego wydarzenia - cesarz Akihito i cesarzowa Michiko spotkali się pozostałymi przy życiu dziećmi syberyjskimi.
To nie koniec kontaktów Płocka z Japonią. W latach 70. ubiegłego wieku "Dzieci Płocka" spotkały się w miejscowości Artek nad Morzem Czarnym z japońską młodzieżą. Tam usłyszały opowieść o dziewczynce, która była ofiarą wybuchu wojny atomowej w Hiroszimie. Leżąc w szpitalu, postanowiła zrobić tysiąc papierowych żurawi origami - co według japońskiej tradycji pozwala na spełnienie jednego życzenia. Jej życzeniem nie było to, by wyzdrowiała, ale by na świecie panował pokój. Prawdopodobnie to zainspirowało druha Wacława Milke, założyciela zespołu, do ufundowania "Dzwonu Pokoju", na którym umieszczone są słowa "Chleb, Pokój, Wolność".
Ponadto "Dzieci Płocka" włączyły się w organizację pobytu w 1996 r. w Płocku grupy dzieci dotkniętych trzęsieniem ziemi w Kobe. Trzy lata później płocki zespół gościł w Japonii. Wizyta odbiła się szerokim echem. Dość powiedzieć, że Yusuke Teshima - japoński odpowiednik Wandy Chotomskiej - w jednej ze swoich książek wiele miejsca poświęcił pobytowi "Dzieci Płocka". A w 2002 r. płockie dzieciaki koncertowały w stołecznych Łazienkach dla pary cesarskiej.
Według pomysłodawców powstania komitetu, jeśli ostatecznie nie uda się zebrać sumy odpowiedniej do zbudowania szkoły, zebrane pieniądze miałyby zostać przeznaczone na: remont lub wyposażenie szkoły lub przedszkola, wskazanych przed władze lokalne na terenie prefektury Miyagi.
Co wspólnego ma Płock z Japonią? Przede wszystkim Kayo Takase - sympatyczną 28-latkę, która przez ostatnie dwa lata prowadziła w Płocku wszechstronne zajęcia z języka i kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Uczestniczyło w nich wielu płocczan, zwłaszcza dzieci. Do ojczyzny Kayo wróciła pod koniec lutego, a z nadejściem kataklizmu słuch po niej zaginął. W siedzibie "Dzieci Płocka" (Kayo związała się z zespołem jako wolontariuszka Japońskiego Wolontariatu Kulturalnego) urywały się telefony z pytaniami o los Japonki, najmłodsi często przychodzili osobiście - to oni stworzyli hasło "Jesteśmy silniejsi niż tsunami". Wreszcie, z pomocą prof. Stanisława Filipka i wyszukiwarki zaginionych, uruchomionej przez Google, udało się skontaktować z jednym z braci z Kayo. Cała rodzina Takase szczęśliwie schroniła się w siedzibie prefektury Miyagi, w której mają swój dom. Co zakrawa na prawdziwy cud, bo przecież to region najbardziej dotknięty wstrząsami.
Stanisław Filipek to były radca handlowy przy polskiej ambasadzie w Tokio, obecnie profesor Polskiej Akademii Nauk, działacz Warszawskiego Oddziału Towarzystwa Polsko-Japońskiego, wielki propagator przyjaźni między Polską a Japonią. Za jego pośrednictwem Tadeusz Milke otrzymał pierwsze oznaki życia od japońskiej ulubienicy Płocka: "Tu Kayo. Wysyłam wiadomość z telefonu komórkowego mojej mamy. Moja rodzina i ja sama przeżyliśmy, ale nie możemy dostać się do naszego domu ani naszego miasta. Przekaż, proszę, ode mnie podziękowania i pozdrowienia dla wszystkich, ponieważ moje możliwości korzystania z internetu są bardzo ograniczone. Niezbyt też często możemy korzystać z telefonu komórkowego. Jest strasznie! Byłam przerażona! Ale dobrze, że dane mi było przeżyć".
- Ogromnie cieszymy się ze szczęścia Kayo. A jednocześnie jesteśmy na etapie załatwiania spraw formalnych, związanych z powstaniem komitetu, którego celem jest odbudowa szkoły, odpornej na trzęsienia ziemi, w rejonie Miyagi - mówi Tadeusz Milke. - Myślę, że uporamy się z tym najpóźniej w ciągu trzech tygodni. Ważny jest każdy dzień, gdyż mamy wiele sygnałów od osób, które chcą wesprzeć naszą inicjatywę. W całą sprawę mocno zaangażował się profesor Filipek. Już czyni starania, by projekt budynku szkoły nie kosztował kosmicznych pieniędzy.
Profesor zaproponował też, by członkami komitetu byli np. prezydenci i burmistrzowie miast, które włączyły się w organizację pobytu dzieci dotkniętych trzęsieniem ziemi w Kobe w 1996 r. To: Płock, Kraków, Niepołomice, Gniezno, Myślenice i Celestynów. Ten krok mógłby rozprzestrzenić zbiórkę właśnie na te miasta.
Tadeusz Milke w sprawie komitetu spotkał się już z prezydentem Andrzejem Nowakowskim. Ten przyklasnął inicjatywie, jak też pomysłowi, by podczas tegorocznych wakacji przyjechało do Płocka kilkadziesiąt dzieci z prefektury Miyagi. Prezydent ma poprosić o pomoc rząd, który miałby wysłać do Japonii samolot po dzieci mające przybyć do naszego miasta.
- W najbliższych dniach wystosuję w tej sprawie pismo do ministra obrony narodowej Bogdana Klicha. Chciałbym również porozmawiać z nim o tym osobiście. Byłoby to piękne nawiązanie do płockiej tradycji pomocy poszkodowanej Japonii - komentuje Andrzej Nowakowski.
Tradycja ta sięga lat 20. ubiegłego wieku. W 1923 r. Płock włączył się do akcji zbierania pieniędzy "Za serce sercem" na rzecz poszkodowanych w trzęsieniu ziemi w Tokio. Jednocześnie była to forma podziękowania Krajowi Kwitnącej Wiśni za uratowanie 765 polskich dzieci z Syberii, które - na początku lat 20. XX wieku - dzięki rządowi Japonii i tamtejszemu Czerwonemu Krzyżowi zostały przetransportowane do Tokio i Osaki. Odwiedzała jej tam cesarzowa Sadako - to jej imieniem miałaby zostać nazwana odbudowana szkoła w Miyagi.
"Dziennik Płocki" we wrześniu 1923 r. apelował: "Dowiedźmy, iż nie zatarło się w naszej pamięci, jak wiele doznaliśmy obcej pomocy, gdy przed paru laty staczaliśmy zaciętą walkę z głodem, z epidemiami i z całą ohydną nędzą zrodzoną przez wojnę. Zwracamy się przeto do naszego społeczeństwa z prośbą o pomoc do Japonii. Nie możemy dać wiele, sami bowiem mało jeszcze posiadamy, lecz dajmy prędko, śpieszmy z pomocą. Zbierajmy środki i fundusze na kupno żywności, która jeszcze w ciągu wielu miesięcy będzie potrzebna ofiarom kataklizmu i złóżmy, co uzbieramy, jako ofiarę wdzięcznej i współczującej Polski na ręce Japońskiego Czerwonego Krzyża".
Wszystkie maluchy po wyleczeniu wróciły z Japonii do Polski.
A w 2002 r. podczas oficjalnej wizyty cesarskiej pary w Polsce doszło do wzruszającego wydarzenia - cesarz Akihito i cesarzowa Michiko spotkali się pozostałymi przy życiu dziećmi syberyjskimi.
To nie koniec kontaktów Płocka z Japonią. W latach 70. ubiegłego wieku "Dzieci Płocka" spotkały się w miejscowości Artek nad Morzem Czarnym z japońską młodzieżą. Tam usłyszały opowieść o dziewczynce, która była ofiarą wybuchu wojny atomowej w Hiroszimie. Leżąc w szpitalu, postanowiła zrobić tysiąc papierowych żurawi origami - co według japońskiej tradycji pozwala na spełnienie jednego życzenia. Jej życzeniem nie było to, by wyzdrowiała, ale by na świecie panował pokój. Prawdopodobnie to zainspirowało druha Wacława Milke, założyciela zespołu, do ufundowania "Dzwonu Pokoju", na którym umieszczone są słowa "Chleb, Pokój, Wolność".
Ponadto "Dzieci Płocka" włączyły się w organizację pobytu w 1996 r. w Płocku grupy dzieci dotkniętych trzęsieniem ziemi w Kobe. Trzy lata później płocki zespół gościł w Japonii. Wizyta odbiła się szerokim echem. Dość powiedzieć, że Yusuke Teshima - japoński odpowiednik Wandy Chotomskiej - w jednej ze swoich książek wiele miejsca poświęcił pobytowi "Dzieci Płocka". A w 2002 r. płockie dzieciaki koncertowały w stołecznych Łazienkach dla pary cesarskiej.
Według pomysłodawców powstania komitetu, jeśli ostatecznie nie uda się zebrać sumy odpowiedniej do zbudowania szkoły, zebrane pieniądze miałyby zostać przeznaczone na: remont lub wyposażenie szkoły lub przedszkola, wskazanych przed władze lokalne na terenie prefektury Miyagi.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
