Spisaliśmy się na medal. Zatańczyliśmy oberka rekordowo! [FOTO]

Anna Lewandowska
2011-06-05 , aktualizacja: 05.06.2011 18:37
A A A Drukuj
Tańczymy oberka. Ustanawiamy rekord Guinnessa Fot. Tomasz Niesłuchowski / Agencja Gazeta Tańczymy oberka. Ustanawiamy rekord Guinnessa
Tańczyły dzieci. Tańczyli dorośli. Między ratuszem a fontanną przytupywali ci, co z oberkiem są za pan brat, i tacy, którzy stawiali pierwsze oberkowe kroki. Jedni z fantazją, inni z mozołem. Wszyscy - z zapałem i niesamowitą werwą. Ponad pięć minut - i dali radę.
Tańczymy oberka. Ustanawiamy rekord Guinnessa
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja
Tańczymy oberka. Ustanawiamy rekord Guinnessa
Tańczymy oberka. Ustanawiamy rekord Guinnessa
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Tańczymy oberka. Ustanawiamy rekord Guinnessa
Stary Rynek w sobotnie popołudnie wyraźnie podzielony był na dwie strefy. Od fontanny w stronę kamienic dzieciaki przy dźwiękach piosenek taplają się w dmuchanych basenach, bawią na wielkich dmuchanych konstrukcjach, biorą udział w konkursach. Pośrodku placu dźwięki zaczynają się mieszać, żeby za fontanną w stronę ratusza dać się niepodzielnie zdominować skocznym oberkowym nutom. Z nieba leje się żar, a tu coraz więcej ubranych w ciężkie ludowe stroje dzieci i młodzieży. Na scenie jak w ukropie zwija się płocki aktor Mariusz Pogonowski, w kanarkowym, jaskrawym stroju przypominającym wielkiego pasikonika, i co chwila informuje: - Będziemy tu ustanawiać rekord Guinnessa w tańczeniu oberka! Liczy się, żeby zatańczyło nas jak najwięcej! Potrzebne są stroje ludowe, wystarczy kwiecista spódnica lub chusta we wzory, panowie, wam zaliczymy kolorową kokardę!

Ze względu na upał wielka nauka tańca dla amatorów przecinana jest przerwami na odpoczynek. Ale siarczyste oberki cały czas płyną z głośników, więc kto ma siłę, tańczy, nawet jak nikt nie każe.

Wystrojone w kolorowe spódnice dwie sympatyczne panienki uparcie próbują nauczyć swoje nogi odpowiednich kroków. - Jesteśmy Ole, ja nazywam się Olga Szymańska. A ja Aleksandra Czerniewska. Jesteśmy z klasy V ze Szkoły Podstawowej w Wyszogrodzie, przyjechałyśmy z całą grupą, z harcerzami. Nie, nigdy dotąd nie tańczyłyśmy oberka, ale to łatwe. Trzeba zrobić naskok i unieść nogę, i potem znowu. Damy radę, ustanowimy ten rekord! - zapewniają.

Tuż obok tanecznie kołyszą się panie w czarnych koszulkach z "kowbojskimi" nadrukami. Widać, że trudno im ustać, bo aż się rwą do oberka. - Napiszcie, że jesteśmy z dwóch formacji tanecznych Uniwersytetu Trzeciego Wieku - proszą. - Wszyscy dziś nie przyjdą, ale i tak w sumie będzie nas jakieś 30 osób. Z grup Old Country i Tańce Polskie.

Menedżerką Old Country jest Elżbieta Chaleńska-Rurka, dla niej oberek nie pierwszyzna, bo kiedyś tańczyła w "Dzieciach Płocka". Jaki tam u niej trzeci wiek! Niedawno wydała tomik poezji, co z dumą podkreślają koleżanki, a tańczyć uwielbia. - Dziewczyny też aż rwą się do tańca - opowiada o towarzyszkach. - My nie mamy czasu na nudę, na plotki i kwaśne miny, bo stale coś robimy. Wytańczymy dziś ten rekord!

Kolejna roześmiana grupa dorosłych. Anna Rugieł też zatańczy oberka, inaczej być nie może, przecież jest wychowanką zespołu druha Wacława Milke. Zresztą ma ogromną ochotę potańczyć. Podobnie jak Marzena Malinowska, która pracuje w zespole. Przyszła z 20-letnią córką Laurą, która dopiero rok temu opuściła szeregi "Dzieci Płocka". Wszystkie są w barwnych strojach i koralach. Oj, będą biły rekord!

Koniec pogawędek, kolejna próba! Kapela rżnie od ucha, kto żyw tańczy. Ci z zespołów z przytupem, na ostro, ci, którzy pierwszy raz - byle zachować rytm. Tratata, tatata, ta ta!

Pan w białej koszuli i z przekrzywioną barwną muchą pod brodą podskakuje jak wszyscy, ale jego oberek dziwnie przypomina jakiegoś sztajerka. Niezrażony próbuje, aż skry idą! Porozmawiamy?

- A oczywiście, a czemu nie - uśmiecha się promiennie jak słońce, które najwyraźniej też podłapało oberkową nutę i robi się coraz gorętsze. - Jestem Czesław Sawicki i mam 71 lat [potem się dowiemy, że pan Czesław jest emerytowanym wuefistą z Jagiellonki - red]. A przyszedłem zatańczyć dla wygłupu, dla zabawy! Jest świetnie, choć nigdy do zespołu nie należałem, a oberka tańczyłem dawno temu, jeszcze na studiach na AWF-ie. No ale to supersprawa, zresztą Płock ma tradycje, przecież kiedyś tu były festiwale folklorystyczne, było dużo grup - "Wisła", "Mazovia", PSS-y też miały zespół. Będzie dziś ten rekord!

Po obu stronach placu są dwa stoiska, na których przyjmuje się zapisy. Każdy, kto ma odpowiedni strój, dostaje numer startowy, który musi umieścić na plecach. Jakiś mężczyzna rwie się do oberka, ale nie ma na sobie nic "ludowego". Jedna z pań jest gotowa pożyczyć mu swoją sukienkę i on nawet ochoczo chciałby się już, już przebierać, ale tu wkracza Tadeusz Milke, szef "Dzieci Płocka", i uznaje, że ten numer nie przejdzie, bo komisja mogłaby nie przepuścić takiego tancerza.

Ochotę do tańczenia - choć z boku, na miejscu dla publiczności, w parze z żoną - ma również radny Tomasz Korga. Też się nie udaje, zostaje wyciągnięty na scenę, dostaje stoper i jest sędzią. Wiceprezydent Roman Siemiątkowski i szefowa ratuszowego oddziału kultury Jadwiga Wojnarowska to kolejni sędziowie. Wiceprezydent przyjmuje to z ulgą, bo od początku myślał, jakby się tu wymigać od tańczenia. Zbliża się godzina zero i na placu zaczyna się rysowanie kredą linii, na których mają się ustawić tancerze. Dziewczynki w ludowych strojach siadają w cieniu na skraju sceny. Fajnie jest? - Tak, bardzo. Lubimy oberka, inne tańce też. Nie, w szkole na dyskotece nie tańczymy oberków, bo tam nie ma tych melodii. Ale koledzy nam zazdroszczą, że chodzimy do zespołu - mówią.

Mariusz Pogonowski zmienia swój żółty kusy fraczek na ludową katanę i ustawia tancerzy wzdłuż linii. Ups! Za mało miejsc! Trzeba się inaczej rozstawić, ciaśniej. Ty przejdź tu, wy tam. O! Tu jest luka, ktoś może ją zająć!

Na ostatnią chwilę dołączają kolejni tancerze, przychodzą bardzo już dorosłe "Dzieci Płocka". Wszyscy na swoich miejscach? To ostatnia próba! Kapela, grać! Super! Dosyć, spokojnie, nie przemęczamy się! Przed nami trudne pięć minut!

Zbliża się szósta. Czekamy na hejnalistę, który najpierw gra na inne strony świata, w końcu i przed ratuszem wyraźnie słychać jego trąbkę. Na scenie chłopaki z grupy, która będzie podawała krok i rytm, zdejmują kapelusze z głów. Z ostatnim dźwiękiem hejnału... jak nie huknie! To kusznicy dają ostatni znak strzałem z jakieś armaty. Kapela rżnie przygrywkę i... ruszyło! Cały plac podskakuje w oberkowym rytmie, skaczą starzy i młodzi, ci w łowickich pasiakach i w cywilnych ciuchach. Hu ha!

- Minęła pierwsza minuta! - ogłasza tubalnie Pogonowski.

- Aaa!!! - taneczny tłum wznosi okrzyk i ręce, ani na moment nie przerywając tańca. Po prawej stronie z numerem 33 wywija Adam Mieczykowski, dyrektor Płockiej Orkiestry Symfonicznej.

- Druga minuta za nami!

- Aaa!

Ciągle tańczą, nie widać zmęczenia. Świetnie radzi sobie Bożenna Strzelecka, była dyrektorka Książnicy Płockiej. Grupa harcerzy z Wyszogrodu też radzi sobie coraz lepiej.

- Trzecia minuta!

- Aaa!!!

Widać, że mają jeszcze zapas sił. Prezes Komunikacji Miejskiej Janusz Majchrzak, owinięty w pasie "czymś ludowym", jest świetny. Obok mistrzowsko podskakuje jego żona Iwona, wychowanka zespołu druha Milke.

- Czwarta minuta!

- Aaa!

Tadeusz Milke ze sceny bacznie obserwuje plac i nie przerywając oberka, dotańcowuje do Pogonowskiego: "przedłużamy o kilkadziesiąt sekund, żeby nam na pewno zaliczyli rekord". Na Rynku coraz śmielej poczynają sobie wytrawni tancerze z "Dzieci Płocka", zespołów Wisła, Mazovia.

- Piąta minuta! Nie przerywamy, jeszcze trochę!

- Aaa!

Ciągle tańczą, podskakują, coraz radośniejsi, coraz bardziej rozochoceni w oberkowym transie.

- Koooniec!

A oni wciąż wywijają, jeszcze podskakują, aż brawa samych tancerzy i widzów wyciszają ten niesamowity spektakl.

Stopery sędziów zatrzymują się na 5 minutach i 20 sekundach. W ciągu miesiąca trzeba dosłać do centrali Guinnessa szczegółowy raport, razem ze zdjęciami i filmami. Wszystko po angielsku, więc nic dziwnego, że wśród widowni nie brakowało tłumaczki przysięgłej, która dla płocczan przygotuje stosowną dokumentację. Na werdykt, czy Płock ustanowił oberkowy rekord, trzeba będzie poczekać.

Jest gorąco i promiennie, i już nie wiadomo, czy od tego nieznośnego słońca, czy od roześmianych twarzy i pulsującej krwi. Państwo Tanaka z Japonii, którzy przyjechali na 65-lecie zespołu "Dzieci Płocka" mają zachwycone oblicza i już składają gratulacje. W Hiroszimie prowadzą chór Kosmos, z którym nagrali "Gaude Mater Polonia" na płytę, która jest teraz sprzedawana jako cegiełki na pomoc zniszczonej przez tsunami Japonii.

Ze wstępnych obliczeń wynika, że oberka tańczyło jednocześnie co najmniej 340 osób. Do rekordu wystarczy 250.

Organizatorami tego wyjątkowego wydarzenia na Starym Rynku byli zespół Dzieci Płocka i Stowarzyszenie Per Se

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów