Drogi są monitorowane, bałagan ma się dobrze
08.09.2010
, aktualizacja: 08.09.2010 20:33
Piszę do was z nadzieją, że interwencja "Gazety" coś zmieni. Z Orlenu do domu przez skrzyżowanie przy Zglenickiego mam tylko pięć minut. Z powodu remontu drogi jadę godzinę - pisze pani Monika. - Trzeba cierpieć, jak jest remont - odpowiadają drogowcy. Policja? - Mamy wiele miejsc do interwencji.
- Może po waszej interwencji samorząd zajmie się korkiem, który tworzy się od godz 14.30 do 16 na ul. Zglenickiego w pobliżu skrzyżowania z ul. Dobrzyńską - pisze w mailu do redakcji pani Monika. - Mam z pracy do domu samochodem pięć minut drogi, tymczasem gdy stoję w kilometrowym korku, ten czas wydłuża się do godziny. Korek wydłużył się, ponieważ remontowana jest ulica obok hali. Może miasto pomyślałoby o zapewnieniu płynnego przejazdu na skrzyżowaniu przy Zglenickiego?
Można było się tego trochę spodziewać. Budowa hali sportowo-widowiskowej pociągnęła za sobą konieczność przebudowy ulic w pobliżu niej, w tym także Łukasiewicza - jednej z dwóch głównych tras dojazdowych do Orlenu. Emocje, jakie wokół tej inwestycji narosły, zbliżający się koniec kadencji samorządu i wybory spowodowały, że ratusz narzucił wykonawcy krótkie terminy zakończenia prac. Na razie przekłada się to na gigantyczny bałagan, jaki zapanował wokół samej hali i na drogach w jej sąsiedztwie.
Co mówią urzędnicy?
Sprawca zamieszania i główny wykonawca przebudowy ulic wokół hali to firma Strabag Polska. - Mamy świadomość, że są utrudnienia w ruchu, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć - tłumaczy kierownik robót. - Chcemy i musimy uporać się z robotami jak najszybciej, bo termin ich zakończenia upływa 30 września.
Inwestor, w tym przypadku - Miejski Zarząd Dróg - także przyznaje, że są utrudnienia. - Mamy tego świadomość - podkreśla szefowa MZD Małgorzata Witczewska. - Mieszkańcy muszą teraz "pocierpieć", by później było lepiej. Staramy się, by roboty przebiegały jak najszybciej i jak najmniej boleśnie. Dlatego jedna z ważniejszych robót, przebudowa skrzyżowania Łukasiewicza i 7 Czerwca, będzie prowadzona połówkowo i jest zaplanowana w najbliższy weekend.
Co na ten temat sądzi policja, może mundurowi pomogliby ogarnąć ten bałagan? - Utrudnienia, podobne do tych jak przy hali widowiskowo-sportowej, występują na Wyszogrodzkiej, Grabówce i Gościniec. Gdybyśmy mieli ustawić patrol drogówki na każdym skrzyżowaniu i sterować ruchem ręcznie, nie byłoby policjantów do obsługi kolizji drogowych - tłumaczy Krzysztof Piasek z biura prasowego płockiej policji. - Mamy zlecenia dotyczące utrzymania płynności ruchu w całym mieście i monitorujemy ulice w obrębie remontów. Podejmiemy działania, gdzie będzie to konieczne, póki co nie mieliśmy sygnałów, że sytuacja wymaga interwencji.
Co sami zobaczyliśmy?
Ktoś musi mieć rację. Albo leży ona po stronie urzędników i policjantów, albo rację mają czytelnicy. Sprawdziliśmy na własnej skórze.
Dwoma samochodami podjechaliśmy pod biurowiec Orlenu ok. 14.30. Jedno auto z Dominikiem Dziecinnym i Mariuszem Sepiołą pojechało ul. Zglenickiego w kierunku Dobrzyńskiej. Drugie - z Piotrem Augustyniakiem i Adamem Małachowskim - ul. Łukasiewicza. Chcieliśmy sprawdzić, ile czasu zajmie nam dojechanie do al. Kobylińskiego i co nas po drodze będzie czekało.
I jeden, i drugi samochód dość szybko zatrzymały się w korku, choć na ul. Łukasiewicza panował zdecydowanie mniejszy ruch i widać było, że wielu kierowców nie jedzie od bramy nr 2 do centrum, ale w przeciwnym kierunku, właśnie w stronę Zglenickiego. Sznur samochodów zaczynał się na wysokości mostu na Brzeźnicy. Szybko powiększał się, ale pojazdy - wolno, bo wolno - jechały. Na wysokości ul. 7 Czerwca zaczęły przeszkadzać ładowarkokoparki, które co i rusz - bez żadnego - ostrzeżenia wyjeżdżały na Łukasiewicza. Trzeba było uważać także, by nie potrącić pracowników firmy zajmującej się przebudową, którzy przechodzą przez jezdnię, jak chcą i kiedy chcą.
Prawdziwy problem jednak stanowią wyłączone światła na skrzyżowaniu Łukasiewicza z Gałczyńskiego i Batalionów Chłopskich. Nie dość, że ulice skrywała w chmura pyłu z ciętych przy jezdni krawężników, to kodeks drogowy zastąpił jakiś niepisany spis norm. W skrócie sprowadzał się on do tego, że kto ma większy samochód i więcej odwagi - ten przejeżdża pierwszy. Cud, że jeszcze nikt nie rozbił w tym miejscu pojazdu.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na ul. Zglenickiego. W tym miejscu panował spokój i długi na kilkaset metrów sznur stojących samochodów. Dobrzyńską przejeżdżały pojedyncze auta, ale akurat w takich odstępach, że bezpiecznie włączyć się do ruchu się nie dało. Gdyby stanął tu choć na godzinę policjant i zatrzymał tych jadących Dobrzyńską - kierowcy ci straciliby w oczekiwaniu na możliwość przejechania skrzyżowania może kilka minut, podczas gdy Zglenickiego zostałaby opróżniona momentalnie.
I co ciekawe: koledzy, którzy zaryzykowali przejazd przez ul. Łukasiewicza obok budowy i skrzyżowanie bez świateł, byli zdenerwowani tym, co widzieli, ale na Kobylińskiego przyjechali kilkanaście minut przed samochodem, który jechał Zglenickiego i czekał na wjazd na Dobrzyńską.
Można było się tego trochę spodziewać. Budowa hali sportowo-widowiskowej pociągnęła za sobą konieczność przebudowy ulic w pobliżu niej, w tym także Łukasiewicza - jednej z dwóch głównych tras dojazdowych do Orlenu. Emocje, jakie wokół tej inwestycji narosły, zbliżający się koniec kadencji samorządu i wybory spowodowały, że ratusz narzucił wykonawcy krótkie terminy zakończenia prac. Na razie przekłada się to na gigantyczny bałagan, jaki zapanował wokół samej hali i na drogach w jej sąsiedztwie.
Co mówią urzędnicy?
Sprawca zamieszania i główny wykonawca przebudowy ulic wokół hali to firma Strabag Polska. - Mamy świadomość, że są utrudnienia w ruchu, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć - tłumaczy kierownik robót. - Chcemy i musimy uporać się z robotami jak najszybciej, bo termin ich zakończenia upływa 30 września.
Inwestor, w tym przypadku - Miejski Zarząd Dróg - także przyznaje, że są utrudnienia. - Mamy tego świadomość - podkreśla szefowa MZD Małgorzata Witczewska. - Mieszkańcy muszą teraz "pocierpieć", by później było lepiej. Staramy się, by roboty przebiegały jak najszybciej i jak najmniej boleśnie. Dlatego jedna z ważniejszych robót, przebudowa skrzyżowania Łukasiewicza i 7 Czerwca, będzie prowadzona połówkowo i jest zaplanowana w najbliższy weekend.
Co na ten temat sądzi policja, może mundurowi pomogliby ogarnąć ten bałagan? - Utrudnienia, podobne do tych jak przy hali widowiskowo-sportowej, występują na Wyszogrodzkiej, Grabówce i Gościniec. Gdybyśmy mieli ustawić patrol drogówki na każdym skrzyżowaniu i sterować ruchem ręcznie, nie byłoby policjantów do obsługi kolizji drogowych - tłumaczy Krzysztof Piasek z biura prasowego płockiej policji. - Mamy zlecenia dotyczące utrzymania płynności ruchu w całym mieście i monitorujemy ulice w obrębie remontów. Podejmiemy działania, gdzie będzie to konieczne, póki co nie mieliśmy sygnałów, że sytuacja wymaga interwencji.
Co sami zobaczyliśmy?
Ktoś musi mieć rację. Albo leży ona po stronie urzędników i policjantów, albo rację mają czytelnicy. Sprawdziliśmy na własnej skórze.
Dwoma samochodami podjechaliśmy pod biurowiec Orlenu ok. 14.30. Jedno auto z Dominikiem Dziecinnym i Mariuszem Sepiołą pojechało ul. Zglenickiego w kierunku Dobrzyńskiej. Drugie - z Piotrem Augustyniakiem i Adamem Małachowskim - ul. Łukasiewicza. Chcieliśmy sprawdzić, ile czasu zajmie nam dojechanie do al. Kobylińskiego i co nas po drodze będzie czekało.
I jeden, i drugi samochód dość szybko zatrzymały się w korku, choć na ul. Łukasiewicza panował zdecydowanie mniejszy ruch i widać było, że wielu kierowców nie jedzie od bramy nr 2 do centrum, ale w przeciwnym kierunku, właśnie w stronę Zglenickiego. Sznur samochodów zaczynał się na wysokości mostu na Brzeźnicy. Szybko powiększał się, ale pojazdy - wolno, bo wolno - jechały. Na wysokości ul. 7 Czerwca zaczęły przeszkadzać ładowarkokoparki, które co i rusz - bez żadnego - ostrzeżenia wyjeżdżały na Łukasiewicza. Trzeba było uważać także, by nie potrącić pracowników firmy zajmującej się przebudową, którzy przechodzą przez jezdnię, jak chcą i kiedy chcą.
Prawdziwy problem jednak stanowią wyłączone światła na skrzyżowaniu Łukasiewicza z Gałczyńskiego i Batalionów Chłopskich. Nie dość, że ulice skrywała w chmura pyłu z ciętych przy jezdni krawężników, to kodeks drogowy zastąpił jakiś niepisany spis norm. W skrócie sprowadzał się on do tego, że kto ma większy samochód i więcej odwagi - ten przejeżdża pierwszy. Cud, że jeszcze nikt nie rozbił w tym miejscu pojazdu.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na ul. Zglenickiego. W tym miejscu panował spokój i długi na kilkaset metrów sznur stojących samochodów. Dobrzyńską przejeżdżały pojedyncze auta, ale akurat w takich odstępach, że bezpiecznie włączyć się do ruchu się nie dało. Gdyby stanął tu choć na godzinę policjant i zatrzymał tych jadących Dobrzyńską - kierowcy ci straciliby w oczekiwaniu na możliwość przejechania skrzyżowania może kilka minut, podczas gdy Zglenickiego zostałaby opróżniona momentalnie.
I co ciekawe: koledzy, którzy zaryzykowali przejazd przez ul. Łukasiewicza obok budowy i skrzyżowanie bez świateł, byli zdenerwowani tym, co widzieli, ale na Kobylińskiego przyjechali kilkanaście minut przed samochodem, który jechał Zglenickiego i czekał na wjazd na Dobrzyńską.
- 34 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Jeszcze kilka wypowiedzi Jarusia "Księżyc"
laduj_dziadu
09.09.10, 08:27
Kaczyńskiego i po Miloszence nawet nie zostanie popiół na śmietniku historii. Płock będzie miał szansę odetchnąc od mroku średniowiecza by Miloszenko Company. Tylko obyśmy dobrze wybrali.»
-
Drogi są monitorowane, bałagan ma się dobrze
shoooter
09.09.10, 12:12
Polecam, o ile ma ktoś taką możliwość przesiąść się na skuterek bądź motocykl :) Zdecydowanie to ułatwia przeprawę na ORLEN :)Jeśli ktoś woli mimo wszystko samochód polecam, kubek melisy »
Najczęściej czytane24 htydzień





