Reggaeland: eksperyment z biletami wypalił
13.07.2008
, aktualizacja: 13.07.2008 20:51
Kto nie bawił się na koncercie pod sceną główną, mógł wybrać jeden z namiotów z soundsystemami i muzyką jungle.
Wiem, że jesteście przyzwyczajeni do darmowych imprez, ale trzy dychy za taką porcję muzyki to tyle co nic - konferansjer próbował zachęcać spory tłumek, który dość szczelnie obsadził schody i okolice spacerowej alejki na górze skarpy.
Mimo deszczowej pogody na plaży bawiło się kilka tysięcy osób. Reggaeland - pierwszy w historii miasta biletowany festiwal - okazał się sukcesem.
- Niech wszyscy ludzie z Płocka podniosą ręce - krzyczał w piątek wieczorem ze sceny konferansjer Reggaelandu Mariusz Korpoliński. Odpowiedziało kilkadziesiąt osób. - A teraz wszyscy z innych rejonów Polski - entuzjastycznie zareagowała większość ludzi na plaży.
Dokładna liczba uczestników Reggaelandu, którzy przez dwa dni bawili się pod sceną, będzie znana w poniedziałek. Jedni mówią o 5 tys. ludzi, inni o 7 tys. Grzegorz Żaglewski z POKiS, główny organizator imprezy, ostrożnie szacuje, że w ciągu dwóch dni mogło to być nawet 10 tys. osób. - To na pewno największa frekwencja, jeśli chodzi o imprezy reggae w Polsce - mówi.
Większość uczestników Reggaelandu była spoza Płocka, a wejściówki - po raz pierwszy wprowadzone na masowej imprezie w naszym mieście - sprawdziły się. Przypomnijmy, że bilet na dwa dni kosztował 30 zł z miejscem na polu namiotowym włącznie. Organizatorzy przyznają, że nie do końca spodziewali się tylu ludzi - najlepszy dowód, że aż pięć razy musieli powiększać strefę noclegową na plaży.
Na Reggaelandzie bez lansu
Przed wprowadzeniem biletów były obawy o frekwencję na festiwalu, jednak - głównie dzięki przybyszom z różnych stron kraju - nie ziściły się. - Wejściówki nie były po to, żeby zarobić, bardziej w celu naturalnej selekcji, żeby na festiwal przyszły tylko te osoby, które interesują się tą muzyką, i aby czuły się bezpiecznie. I myślę, że nam się udało - mówi Grzegorz Żaglewski. Potwierdza to policja. - Nie zanotowaliśmy żadnych poważnych incydentów. Było zdecydowanie spokojniej niż rok temu - mówi Mariusz Gierula, rzecznik prasowy płockiej policji. Jedyny poważny zgrzyt to sytuacja z soboty, gdy jeden z muzyków zespołu Lintona Kwesi Johnsona wybrał się na małe zwiedzanie Płocka. W drodze powrotnej został opluty i zwymyślany przez jakiegoś wyrostka. - Wezwaliśmy policję, człowiek został szybko namierzony i dostał duży mandat. Jestem płocczaninem od pokoleń, utożsamiam się z tym miastem, ale zachowaniem części młodych ludzi jestem załamany - mówi Żaglewski.
Trzeci Reggaeland zakończył się sukcesem, wszyscy chwalą organizację i poziom muzyczny. - To jedna z lepiej przygotowanych imprez reggae w Polsce. Nie lansuje topowych gwiazd, ale zaprasza znakomitych artystów grających prawdziwe reggae - mówi Tomek Lektarski z agencji artystycznej Lion Stage Management, który sprowadził do Płocka Colliego Buddza i Marlene Johnson.
- Nieskromnie powiem, że artyści byli z najwyższej światowej półki, a pod względem organizacji i logistyki wszystko było dopięte na ostatni guzik, muzycy byli zadowoleni - mówi Mirosław Dzięciołowski z agencji koncertowej Maken, dzięki któremu w Płocku wystąpili Lady Saw, Linton Johnson oraz Toots and The Maytals. - Bardzo dobra była też promocja festiwalu, dobrze widoczne plakaty wisiały m.in. we Wrocławiu i w Warszawie - dodaje. On także jest zwolennikiem wprowadzania biletów. - Trudno mi oceniać oczekiwania w stosunku do tego, ile osób było na poprzednich edycjach, ale nawet jeśli to było 5 tys. osób, uważam to za bardzo dobry wynik. Pewnie dla niektórych, przyzwyczajonych do darmówek, był to lekki szok, ale przy takim składzie koncertowym 30 zł to naprawdę śmieszne pieniądze.
Festiwal z dobrą marką
Przez dwa dni na plaży najważniejsze było reggae, i tu także wszyscy wypowiadają się w samych superlatywach. - Zobaczyć Toots and The Maytals, którzy są chodzącą historią muzyki, to wydarzenie bez precedensu. Energia Tootsa jest niesamowita, inni muzycy powinni się od niego uczyć, jak się gra koncerty. Świetny był też koncert Lintona Kwesi Johnsona. Sam fakt, że wrócił do grania koncertów po pięciu latach, a na miejsce jednego z trzech zaplanowanych na ten rok koncertów wybrał Płock, jest wystarczająco wymowny - mówi Konrad Czarnecki z poświęconego jamajskiej muzyce magazynu Reggaebeat. Świetnych koncertów było więcej - przy muzyce Colliego Buddza i New Kingston Band tłum uniesionych rąk rytmicznie falował pod sceną, a występująca po nim pierwsza dama dancehall Lady Saw powaliła wszystkich niesamowitą energią. Wielkie brawa zebrał też kończący piątek na dużej scenie Vavamuffin.
O Reggaelandzie powoli można mówić jak o międzynarodowym festiwalu. Na tegoroczną edycję przyjechali ludzie z Anglii, Francji, ze Szwajcarii. - Wydaje mi się, że festiwal ma już w tej chwili dobrą markę, swoją fajną atmosferę, dla której się przyjeżdża. Dwa lata, a nawet rok temu, tego jeszcze nie było - uważa Dzięciołowski, a Lektarski dodaje. - Myślę, że przy okazji następnych edycji będzie tu jeszcze więcej ludzi z zagranicy.
Młody Marley za rok?
- Od poniedziałku zaczynamy pracę nad czwartą edycją Reggaelandu - mówi Żaglewski. Główne gwiazdy, na które organizatorzy zarzucili sieci, to Damian Marley, syn Boba i jedna z najbardziej znanych postaci na scenie reggae, oraz niemiecka grupa Seeed, najbardziej znany i popularny europejski przedstawiciel nurtu reggae i dancehall. Nie będzie to łatwe - o występie Marleya mówiło się już przy okazji tej edycji, jednak jego europejska trasa koncertowa została przesunięta. - Trudno będzie znaleźć gwiazdy, które przebiją tegoroczny Reggaeland. Dzięciołowski dodaje, że teoretycznie w przyszłym roku na Reggaelandzie możliwy jest występ gwiazdy formatu Seana Paula. - Ale jeśli miałby się tu pojawić, a jednocześnie miała być zachowana obecna formuła festiwalu, należałoby zwiększyć budżet przynajmniej cztero-pięciokrotnie - mówi Dzięciołowski. Przeciwny takiej strategii jest Lektarski. - Takie festiwale powinny promować dobrych jakościowo artystów. Zamiast przeznaczać wielkie pieniądze na gwiazdorskie gaże, lepiej pokazywać szerokie spektrum tej muzyki - uważa.
- Niech wszyscy ludzie z Płocka podniosą ręce - krzyczał w piątek wieczorem ze sceny konferansjer Reggaelandu Mariusz Korpoliński. Odpowiedziało kilkadziesiąt osób. - A teraz wszyscy z innych rejonów Polski - entuzjastycznie zareagowała większość ludzi na plaży.
Dokładna liczba uczestników Reggaelandu, którzy przez dwa dni bawili się pod sceną, będzie znana w poniedziałek. Jedni mówią o 5 tys. ludzi, inni o 7 tys. Grzegorz Żaglewski z POKiS, główny organizator imprezy, ostrożnie szacuje, że w ciągu dwóch dni mogło to być nawet 10 tys. osób. - To na pewno największa frekwencja, jeśli chodzi o imprezy reggae w Polsce - mówi.
Większość uczestników Reggaelandu była spoza Płocka, a wejściówki - po raz pierwszy wprowadzone na masowej imprezie w naszym mieście - sprawdziły się. Przypomnijmy, że bilet na dwa dni kosztował 30 zł z miejscem na polu namiotowym włącznie. Organizatorzy przyznają, że nie do końca spodziewali się tylu ludzi - najlepszy dowód, że aż pięć razy musieli powiększać strefę noclegową na plaży.
Na Reggaelandzie bez lansu
Przed wprowadzeniem biletów były obawy o frekwencję na festiwalu, jednak - głównie dzięki przybyszom z różnych stron kraju - nie ziściły się. - Wejściówki nie były po to, żeby zarobić, bardziej w celu naturalnej selekcji, żeby na festiwal przyszły tylko te osoby, które interesują się tą muzyką, i aby czuły się bezpiecznie. I myślę, że nam się udało - mówi Grzegorz Żaglewski. Potwierdza to policja. - Nie zanotowaliśmy żadnych poważnych incydentów. Było zdecydowanie spokojniej niż rok temu - mówi Mariusz Gierula, rzecznik prasowy płockiej policji. Jedyny poważny zgrzyt to sytuacja z soboty, gdy jeden z muzyków zespołu Lintona Kwesi Johnsona wybrał się na małe zwiedzanie Płocka. W drodze powrotnej został opluty i zwymyślany przez jakiegoś wyrostka. - Wezwaliśmy policję, człowiek został szybko namierzony i dostał duży mandat. Jestem płocczaninem od pokoleń, utożsamiam się z tym miastem, ale zachowaniem części młodych ludzi jestem załamany - mówi Żaglewski.
Trzeci Reggaeland zakończył się sukcesem, wszyscy chwalą organizację i poziom muzyczny. - To jedna z lepiej przygotowanych imprez reggae w Polsce. Nie lansuje topowych gwiazd, ale zaprasza znakomitych artystów grających prawdziwe reggae - mówi Tomek Lektarski z agencji artystycznej Lion Stage Management, który sprowadził do Płocka Colliego Buddza i Marlene Johnson.
- Nieskromnie powiem, że artyści byli z najwyższej światowej półki, a pod względem organizacji i logistyki wszystko było dopięte na ostatni guzik, muzycy byli zadowoleni - mówi Mirosław Dzięciołowski z agencji koncertowej Maken, dzięki któremu w Płocku wystąpili Lady Saw, Linton Johnson oraz Toots and The Maytals. - Bardzo dobra była też promocja festiwalu, dobrze widoczne plakaty wisiały m.in. we Wrocławiu i w Warszawie - dodaje. On także jest zwolennikiem wprowadzania biletów. - Trudno mi oceniać oczekiwania w stosunku do tego, ile osób było na poprzednich edycjach, ale nawet jeśli to było 5 tys. osób, uważam to za bardzo dobry wynik. Pewnie dla niektórych, przyzwyczajonych do darmówek, był to lekki szok, ale przy takim składzie koncertowym 30 zł to naprawdę śmieszne pieniądze.
Festiwal z dobrą marką
Przez dwa dni na plaży najważniejsze było reggae, i tu także wszyscy wypowiadają się w samych superlatywach. - Zobaczyć Toots and The Maytals, którzy są chodzącą historią muzyki, to wydarzenie bez precedensu. Energia Tootsa jest niesamowita, inni muzycy powinni się od niego uczyć, jak się gra koncerty. Świetny był też koncert Lintona Kwesi Johnsona. Sam fakt, że wrócił do grania koncertów po pięciu latach, a na miejsce jednego z trzech zaplanowanych na ten rok koncertów wybrał Płock, jest wystarczająco wymowny - mówi Konrad Czarnecki z poświęconego jamajskiej muzyce magazynu Reggaebeat. Świetnych koncertów było więcej - przy muzyce Colliego Buddza i New Kingston Band tłum uniesionych rąk rytmicznie falował pod sceną, a występująca po nim pierwsza dama dancehall Lady Saw powaliła wszystkich niesamowitą energią. Wielkie brawa zebrał też kończący piątek na dużej scenie Vavamuffin.
O Reggaelandzie powoli można mówić jak o międzynarodowym festiwalu. Na tegoroczną edycję przyjechali ludzie z Anglii, Francji, ze Szwajcarii. - Wydaje mi się, że festiwal ma już w tej chwili dobrą markę, swoją fajną atmosferę, dla której się przyjeżdża. Dwa lata, a nawet rok temu, tego jeszcze nie było - uważa Dzięciołowski, a Lektarski dodaje. - Myślę, że przy okazji następnych edycji będzie tu jeszcze więcej ludzi z zagranicy.
Młody Marley za rok?
- Od poniedziałku zaczynamy pracę nad czwartą edycją Reggaelandu - mówi Żaglewski. Główne gwiazdy, na które organizatorzy zarzucili sieci, to Damian Marley, syn Boba i jedna z najbardziej znanych postaci na scenie reggae, oraz niemiecka grupa Seeed, najbardziej znany i popularny europejski przedstawiciel nurtu reggae i dancehall. Nie będzie to łatwe - o występie Marleya mówiło się już przy okazji tej edycji, jednak jego europejska trasa koncertowa została przesunięta. - Trudno będzie znaleźć gwiazdy, które przebiją tegoroczny Reggaeland. Dzięciołowski dodaje, że teoretycznie w przyszłym roku na Reggaelandzie możliwy jest występ gwiazdy formatu Seana Paula. - Ale jeśli miałby się tu pojawić, a jednocześnie miała być zachowana obecna formuła festiwalu, należałoby zwiększyć budżet przynajmniej cztero-pięciokrotnie - mówi Dzięciołowski. Przeciwny takiej strategii jest Lektarski. - Takie festiwale powinny promować dobrych jakościowo artystów. Zamiast przeznaczać wielkie pieniądze na gwiazdorskie gaże, lepiej pokazywać szerokie spektrum tej muzyki - uważa.
- 35 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Reggaeland: eksperyment z biletami wypalił
laladnb
15.07.08, 13:58
Zaczyna nachodzic mnie refleksja czy nie zachwycamy sie zbytnio faktem wprowadzenia biletow... bilety jak najbardziej na tak ale jak osiagna za rok bagatelna kwote to moze co niektorym minka»
-
Reggaeland: eksperyment z biletami wypalił
marjory_m
15.07.08, 15:03
Faktycznie organizacja była niezła, duży plus za NIEprzepełnione iNIEprzelewające się tojtoje - z tym bywa różnie na festiwalach. Mały minusikza braki wody, sugeruje w przyszłym roku zadbać »
-
Reggaeland: eksperyment z biletami wypalił
2gosia2
15.07.08, 19:23
Bilety są ok., ale może trzeba rozważyć możliwość wprowadzenia karnetów na cały festiwal i biletów na pojedyncze dni. Nie każdy jednak może uczestniczyć przez dwa dni w imprezie. Komuś, kto »
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć
