Sprawa Olewnika. "Przed bramą wjazdową kamera"
21.12.2011
, aktualizacja: 21.12.2011 16:42
Gdańska prokuratura nie ustaje w poszukiwaniach kamery sprzed domu Krzysztofa Olewnika. Jeden z tropów prowadzi do... tekstu naszej gazety sprzed ponad 10 lat. Opisujemy w nim dom Krzysztofa w Świerczynku. Napisaliśmy czarno na białym: "Przed bramą wjazdową kamera".
ZOBACZ TAKŻE
- Rodzina Olewnika żądała 600 tys. zł. Prokuratura: nie należy się (15-05-12, 13:05)
- Olewnik nagrywał rozmowy z Ćwiąkalskim, Kaliszem, Dyduchem (22-12-11, 09:32)
- Taśmy Olewników. Nagrali Ćwiąkalskiego, Kalisza, Kalwasa, Dyducha. "I innych" (22-12-11, 08:25)
- Zarzuty dla rodziny Olewników? Niepotwierdzone (16-12-11, 20:49)
- Oświadczenie Włodzimierza Olewnika: Nie miałem i nie mam nic do ukrycia (18-11-11, 13:25)
- To nie było instruowanie - komentuje Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny Olewników (18-11-11, 13:15)
- Zapis rozmowy porywaczy z rodziną Olewników. Z Krzysztofem w tle (18-11-11, 12:59)
- Krzysztof Olewnik instruuje porywaczy. "Niech Jacek z Iwoną jadą" (17-11-11, 23:48)
- Włodzimierz Olewnik w szoku: To było, jak drugie porwanie (17-11-11, 14:15)
- Przełom w śledztwie ws. śmierci Olewnika: porwanie sfingowano? (17-11-11, 10:54)
- Skarga policjantów podejrzanych w sprawie Olewnika oddalona (07-09-11, 20:28)
Porwanie Krzysztofa było w nocy, z 26 na 27 października, czyli z piątku na sobotę roku 2001. Nasza gazeta, płocki dodatek do "Wyborczej", po raz pierwszy napisała o tym 29 października, w tekście zatytułowanym "Zaginął syn podpłockiego biznesmena". Artykuł pisaliśmy w niedzielę, ukazał się w poniedziałek.
Kiedy do kiosków trafiały numery z tą wiadomością, byliśmy już w drodze do Świerczynka. Dwóch dziennikarzy - Milena Orłowska (pisząca te słowa), nasz były redakcyjny kolega Mariusz Sobczak i fotograf, Tomasz Niesłuchowski. Na miejscu obejrzeliśmy dom pod Drobinem, do tego siedzibę firmy Krzysztofa po drodze na Sierpc. Efektem naszej wyprawy był tekst "Gdzie on zniknął", który ukazał się na pierwszej stronie ogólnopolskiej "Gazety".
Tego dnia do naszego, lokalnego wydania daliśmy tylko dwa zdjęcia - domu i firmy Krzysztofa. Z kilkuzdaniowymi podpisami. Ten pod fotografią domu brzmiał tak: "Dom. Znajduje się ok. kilometra od centrum Drobina. Z tego domu 25-letni Krzysztof O. zniknął bez śladu w nocy z piątku na sobotę (pisaliśmy o tym wczoraj). Prawie hektarową posesję otacza klinkierowe ogrodzenie, od tyłu przechodzące w murowane, ponadpółtorametrowe. Przed bramą wjazdową kamera, wewnątrz basen, kilka garaży, przed domem kort tenisowy, boisko do piłki nożnej, jakiego nie powstydziłby się zespół pierwszoligowy. 400-500 m dalej znajduje się zakład mięsny i dom rodziców Krzysztofa O".
Ten kilkuzdaniowy podpis stał się teraz jednym wątków śledztwa, jakie w sprawie zniknięcia Krzysztofa i nieprawidłowości, jakie pojawiły się w postępowaniu, dotyczącym tego zniknięcia dotyczącym prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku. Właściwie chodzi tylko o te cztery słowa: "Przed bramą wjazdową kamera".
Dlaczego? Otóż rodzina Krzysztofa od lat twierdziła, że przed domem zaginionego młodego człowieka nie było żadnej kamery ani je atrapy. Nie było kamery, nie było więc nagrań z tragicznej nocy z 26 na 27 października. Przez lata organy ścigania także wychodziły z takiego założenia. Nikt nie zakładał, że rodzina może mijać się z prawdą, nikt nie poszukiwał śladów sprzętu rejestracyjnego. Aż do teraz.
Temat kamery przed domem Krzysztofa wypłynął pod koniec listopada tego roku, kiedy prokuratorzy z Gdańska, wspierani przez policjantów z Centralnego Biura Śledczego z nakazem przeszukania weszli nad ranem do domów rodziny Olewników: ojca Włodzimierza, jego córek - Danuty i Anny, do siedziby należących do Olewnika zakładów mięsnych. Uzasadnienie decyzji o przeszukaniach było wstrząsające: prokuratura twierdziła, być może rodzina zamordowanego Krzysztofa nie jest do końca szczera z organami ścigania. Że być może nie powiedziała wszystkiego, że nie wszystkie materiały dotyczące tej straszliwej sprawy przekazała prokuraturze i policji.
To właśnie wtedy media codziennie podawały: w nagraniu z telefonu porywacza słychać, że instruuje go Krzysztof. Że w domu Olewnika znaleziono kartkę z numerem telefonu Roberta Pazika, jednego ze skazanych sprawie porwania i morderstwa. W końcu że policjanci CBŚ złożyli w prokuraturze wniosek o postawienie Włodzimierzowi i Danucie zarzutów utrudniania śledztwa.
Włodzimierz Olewnik był oburzony. Działania prokuratury porównywał do metod esbeckich, mówił, że dzień przeszukań był dla nich jak drugie porwanie syna. Zapewniał, że wszystkie materiały - podobnie jak kartkę z numerem Pazika, którą miał dostać od przyjaciela rodziny - prokuraturze przekazał. Ojciec Krzysztofa w rozmowie z "Gazetą" zaraz po przesłuchaniu powiedział dobitnie: - Śledztwo utknęło w martwym punkcie, prokuratura zwróciła się więc przeciwko nam. Tylko po to, by przedłużać to postępowanie "na niby", ten teatr.
Prokuratura twardo obstawała jednak przy swoim. 17 listopada 2011 roku na stronie Prokuratury Apelacyjnej ukazało się bardzo szczegółowe oświadczenie, uzasadniające konieczność przeszukań w domach ojca i sióstr Krzysztofa. Prokuratura wymieniała argumenty: z badaniach fonoskopijnych nagrań rozmów porywaczy z rodziną wynika, że nie są to oryginały, a co za tym idzie - nie można mieć pewności, czy np. czegoś z nich nie wycięto. Druga sprawa - z treści przekazanych rozmów wynikało, że były jeszcze inne, o których prokuratura i policja nie wiedziały. Zupełnie tak, jakby części rozmów rodzina nie przekazała w ogóle. Jako trzeci argument - pojawia się właśnie kwestia monitoringu.
"Ustalono szereg przesłanek, wskazujących na to, że faktycznie dom i posesja K. Olewnika mogły być w krytycznym czasie objęte monitoringiem" - czytamy w oświadczeniu. Jest tam także o analizie nagrania z wizji lokalnej przeprowadzonej w Świerczynku 27 października 2001 roku. Po pierwsze widać na owym nagraniu coś, co mogłoby być kamerą: mały przedmiot, "przypominający zewnętrzną kamerę rejestrującą" - jak określa to prokuratura w swym oświadczeniu - zawieszony na słupie energetycznym przed domem Krzysztofa. Widać także przewody, które prowadzą od owego przedmiotu do domu. Po drugie - chodzi także o to, co mówią osoby na owym nagraniu z wizji lokalnej. Prokuratura pisze ogólnie, że z rozmów owych wynika, że taka kamera mogła tam być. "Gazeta" ustaliła nieoficjalnie, że na nagraniu wizji słychać, jaka ktoś (nie wiadomo kto, bo owa osoba stoi gdzieś z boku, nie jest w tym momencie filmowana) mówi coś w stylu: "Przecież i tak to wszystko się nagrało".
Równie ogólnie prokuratura pisze o tym, że istnienie monitoringu potwierdzają "zeznania świadków".
Uzupełnijmy to także naszymi ustaleniami - chodzi zapewne o zgromadzone w trakcie śledztwa zeznania przedsiębiorców z branży ochroniarskiej. Ludzie ci mieli potwierdzić, że rodzina Olewników interesowała się instalacją kamery przed domem Krzysztofa. Co jednak ważne - wszystko wskazuje jednak, że prokuraturze nie udało się dotrzeć do kogokolwiek, kto stwierdziłby, że urządzenie faktycznie zainstalował.
Istnienie kamery jest ważne z kilku powodów. Jeden jest oczywisty - była kamera, musi być więc film z nocy z 26 na 27 października 2001. Film, który z pewnością wyjaśniałby bardzo wiele (szczególnie teraz - kiedy po raz kolejny dużo mówi się o tym, że zniknięcie Krzysztofa było w istocie samouprowadzeniem). Mogłoby to także oznaczać, że rodzina Olewników faktycznie mija się z prawdą. I jeszcze jedna rzecz - to w zasadzie już kwestia honoru. Olewnik nazwał metody prokuratury "esbeckimi", prokuraturze zależy więc bardzo, by dotrzeć do faktów, które potwierdzałyby zasadność jej działań.
Stąd szerokie poszukiwania kamery. Sięgające aż naszego tekstu sprzed ponad 10 lat. Przyznajemy szczerze - o podpisie spod zdjęcia z października 2001 w zasadzie sami nie pamiętaliśmy. Nie przypomnieliśmy sobie nawet, gdy w listopadzie tego roku prokuratura zaczęła mówić o kamerze przed domem Krzysztofa. Co napisaliśmy, przypomnieli nam w zasadzie sami śledczy. Policjanci Centralnego Biura Śledczego na początku grudnia tego roku zabezpieczyli negatywy zdjęć, jakie 29 października 2001 zrobiliśmy w Świerczynku (negatywy, bo były to czasy sprzed ery aparatów cyfrowych). A kilka dni temu przesłuchali - fotografa oraz dwójkę dziennikarzy, którzy tego dnia oglądali dom Krzysztofa.
Czy nasze zeznania coś wniosły? W naszej ocenie - niewiele. Niestety, nikt z naszej trójki nie pamięta, czy przed domem faktycznie była kamera. Skoro jednak odnotowujemy ją w tekście - musieliśmy ją widzieć. Kamerę lub coś co za nią wzięliśmy. Być może jest to właśnie ów przedmiot ze słupa energetycznego, mała, prostokątna skrzynka owinięta kablami.
Włodzmierz Olewnik w rozmowie z dziennikarzami tłumaczył, że jego syn postawił dom w szczerym polu, że musiał skądś ciągnąć prąd i być może dlatego podpiął się do stojącego w pobliżu słupa energetycznego kablami. I że samą kamerę założyli przy jego domu trzy lata po porwaniu.
Krzysztof Trynka, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku powiedział wczoraj "Gazecie", że argumenty z oświadczenie były "uzasadnieniem podejrzenia" i kwestia kamery nie jest "dowodowo potwierdzona". Na pytanie, czy potwierdza doniesienia medialne sprzed kilku dni - a mówiące o tym, że prokuratura jest w posiadaniu nagrania z owej "dowodowo niepotwierdzonej kamery", odpowiedział, że nie będzie komentował medialnych doniesień.
- Zapytam więc inaczej. Macie to nagranie? - chcieliśmy wiedzieć.
- Nie potwierdzam i nie zaprzeczam - powiedział rzecznik.
Kiedy do kiosków trafiały numery z tą wiadomością, byliśmy już w drodze do Świerczynka. Dwóch dziennikarzy - Milena Orłowska (pisząca te słowa), nasz były redakcyjny kolega Mariusz Sobczak i fotograf, Tomasz Niesłuchowski. Na miejscu obejrzeliśmy dom pod Drobinem, do tego siedzibę firmy Krzysztofa po drodze na Sierpc. Efektem naszej wyprawy był tekst "Gdzie on zniknął", który ukazał się na pierwszej stronie ogólnopolskiej "Gazety".
Tego dnia do naszego, lokalnego wydania daliśmy tylko dwa zdjęcia - domu i firmy Krzysztofa. Z kilkuzdaniowymi podpisami. Ten pod fotografią domu brzmiał tak: "Dom. Znajduje się ok. kilometra od centrum Drobina. Z tego domu 25-letni Krzysztof O. zniknął bez śladu w nocy z piątku na sobotę (pisaliśmy o tym wczoraj). Prawie hektarową posesję otacza klinkierowe ogrodzenie, od tyłu przechodzące w murowane, ponadpółtorametrowe. Przed bramą wjazdową kamera, wewnątrz basen, kilka garaży, przed domem kort tenisowy, boisko do piłki nożnej, jakiego nie powstydziłby się zespół pierwszoligowy. 400-500 m dalej znajduje się zakład mięsny i dom rodziców Krzysztofa O".
Ten kilkuzdaniowy podpis stał się teraz jednym wątków śledztwa, jakie w sprawie zniknięcia Krzysztofa i nieprawidłowości, jakie pojawiły się w postępowaniu, dotyczącym tego zniknięcia dotyczącym prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku. Właściwie chodzi tylko o te cztery słowa: "Przed bramą wjazdową kamera".
Dlaczego? Otóż rodzina Krzysztofa od lat twierdziła, że przed domem zaginionego młodego człowieka nie było żadnej kamery ani je atrapy. Nie było kamery, nie było więc nagrań z tragicznej nocy z 26 na 27 października. Przez lata organy ścigania także wychodziły z takiego założenia. Nikt nie zakładał, że rodzina może mijać się z prawdą, nikt nie poszukiwał śladów sprzętu rejestracyjnego. Aż do teraz.
Przeszukanie w domu Olewników: zdjęcia
Temat kamery przed domem Krzysztofa wypłynął pod koniec listopada tego roku, kiedy prokuratorzy z Gdańska, wspierani przez policjantów z Centralnego Biura Śledczego z nakazem przeszukania weszli nad ranem do domów rodziny Olewników: ojca Włodzimierza, jego córek - Danuty i Anny, do siedziby należących do Olewnika zakładów mięsnych. Uzasadnienie decyzji o przeszukaniach było wstrząsające: prokuratura twierdziła, być może rodzina zamordowanego Krzysztofa nie jest do końca szczera z organami ścigania. Że być może nie powiedziała wszystkiego, że nie wszystkie materiały dotyczące tej straszliwej sprawy przekazała prokuraturze i policji.
To właśnie wtedy media codziennie podawały: w nagraniu z telefonu porywacza słychać, że instruuje go Krzysztof. Że w domu Olewnika znaleziono kartkę z numerem telefonu Roberta Pazika, jednego ze skazanych sprawie porwania i morderstwa. W końcu że policjanci CBŚ złożyli w prokuraturze wniosek o postawienie Włodzimierzowi i Danucie zarzutów utrudniania śledztwa.
Włodzimierz Olewnik był oburzony. Działania prokuratury porównywał do metod esbeckich, mówił, że dzień przeszukań był dla nich jak drugie porwanie syna. Zapewniał, że wszystkie materiały - podobnie jak kartkę z numerem Pazika, którą miał dostać od przyjaciela rodziny - prokuraturze przekazał. Ojciec Krzysztofa w rozmowie z "Gazetą" zaraz po przesłuchaniu powiedział dobitnie: - Śledztwo utknęło w martwym punkcie, prokuratura zwróciła się więc przeciwko nam. Tylko po to, by przedłużać to postępowanie "na niby", ten teatr.
Prokuratura twardo obstawała jednak przy swoim. 17 listopada 2011 roku na stronie Prokuratury Apelacyjnej ukazało się bardzo szczegółowe oświadczenie, uzasadniające konieczność przeszukań w domach ojca i sióstr Krzysztofa. Prokuratura wymieniała argumenty: z badaniach fonoskopijnych nagrań rozmów porywaczy z rodziną wynika, że nie są to oryginały, a co za tym idzie - nie można mieć pewności, czy np. czegoś z nich nie wycięto. Druga sprawa - z treści przekazanych rozmów wynikało, że były jeszcze inne, o których prokuratura i policja nie wiedziały. Zupełnie tak, jakby części rozmów rodzina nie przekazała w ogóle. Jako trzeci argument - pojawia się właśnie kwestia monitoringu.
"Ustalono szereg przesłanek, wskazujących na to, że faktycznie dom i posesja K. Olewnika mogły być w krytycznym czasie objęte monitoringiem" - czytamy w oświadczeniu. Jest tam także o analizie nagrania z wizji lokalnej przeprowadzonej w Świerczynku 27 października 2001 roku. Po pierwsze widać na owym nagraniu coś, co mogłoby być kamerą: mały przedmiot, "przypominający zewnętrzną kamerę rejestrującą" - jak określa to prokuratura w swym oświadczeniu - zawieszony na słupie energetycznym przed domem Krzysztofa. Widać także przewody, które prowadzą od owego przedmiotu do domu. Po drugie - chodzi także o to, co mówią osoby na owym nagraniu z wizji lokalnej. Prokuratura pisze ogólnie, że z rozmów owych wynika, że taka kamera mogła tam być. "Gazeta" ustaliła nieoficjalnie, że na nagraniu wizji słychać, jaka ktoś (nie wiadomo kto, bo owa osoba stoi gdzieś z boku, nie jest w tym momencie filmowana) mówi coś w stylu: "Przecież i tak to wszystko się nagrało".
Równie ogólnie prokuratura pisze o tym, że istnienie monitoringu potwierdzają "zeznania świadków".
Uzupełnijmy to także naszymi ustaleniami - chodzi zapewne o zgromadzone w trakcie śledztwa zeznania przedsiębiorców z branży ochroniarskiej. Ludzie ci mieli potwierdzić, że rodzina Olewników interesowała się instalacją kamery przed domem Krzysztofa. Co jednak ważne - wszystko wskazuje jednak, że prokuraturze nie udało się dotrzeć do kogokolwiek, kto stwierdziłby, że urządzenie faktycznie zainstalował.
Istnienie kamery jest ważne z kilku powodów. Jeden jest oczywisty - była kamera, musi być więc film z nocy z 26 na 27 października 2001. Film, który z pewnością wyjaśniałby bardzo wiele (szczególnie teraz - kiedy po raz kolejny dużo mówi się o tym, że zniknięcie Krzysztofa było w istocie samouprowadzeniem). Mogłoby to także oznaczać, że rodzina Olewników faktycznie mija się z prawdą. I jeszcze jedna rzecz - to w zasadzie już kwestia honoru. Olewnik nazwał metody prokuratury "esbeckimi", prokuraturze zależy więc bardzo, by dotrzeć do faktów, które potwierdzałyby zasadność jej działań.
Stąd szerokie poszukiwania kamery. Sięgające aż naszego tekstu sprzed ponad 10 lat. Przyznajemy szczerze - o podpisie spod zdjęcia z października 2001 w zasadzie sami nie pamiętaliśmy. Nie przypomnieliśmy sobie nawet, gdy w listopadzie tego roku prokuratura zaczęła mówić o kamerze przed domem Krzysztofa. Co napisaliśmy, przypomnieli nam w zasadzie sami śledczy. Policjanci Centralnego Biura Śledczego na początku grudnia tego roku zabezpieczyli negatywy zdjęć, jakie 29 października 2001 zrobiliśmy w Świerczynku (negatywy, bo były to czasy sprzed ery aparatów cyfrowych). A kilka dni temu przesłuchali - fotografa oraz dwójkę dziennikarzy, którzy tego dnia oglądali dom Krzysztofa.
Czy nasze zeznania coś wniosły? W naszej ocenie - niewiele. Niestety, nikt z naszej trójki nie pamięta, czy przed domem faktycznie była kamera. Skoro jednak odnotowujemy ją w tekście - musieliśmy ją widzieć. Kamerę lub coś co za nią wzięliśmy. Być może jest to właśnie ów przedmiot ze słupa energetycznego, mała, prostokątna skrzynka owinięta kablami.
Włodzmierz Olewnik w rozmowie z dziennikarzami tłumaczył, że jego syn postawił dom w szczerym polu, że musiał skądś ciągnąć prąd i być może dlatego podpiął się do stojącego w pobliżu słupa energetycznego kablami. I że samą kamerę założyli przy jego domu trzy lata po porwaniu.
Krzysztof Trynka, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku powiedział wczoraj "Gazecie", że argumenty z oświadczenie były "uzasadnieniem podejrzenia" i kwestia kamery nie jest "dowodowo potwierdzona". Na pytanie, czy potwierdza doniesienia medialne sprzed kilku dni - a mówiące o tym, że prokuratura jest w posiadaniu nagrania z owej "dowodowo niepotwierdzonej kamery", odpowiedział, że nie będzie komentował medialnych doniesień.
- Zapytam więc inaczej. Macie to nagranie? - chcieliśmy wiedzieć.
- Nie potwierdzam i nie zaprzeczam - powiedział rzecznik.
- 77 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
53 głosy
-
Sprawa Olewnika. "Przed bramą wjazdową kamera"
cleryka
21.12.11, 16:49
Sprawa sie wymknęła Olewnikom po kilku miesiącach,stąd póżniejsze alarmy,wołanie o pomoc!Wyjasnic nalezy tę naturalna śmierć wysokiego policjanta,przyjaciela Olewników,a Jego szczątki »
-
Sprawa Olewnika. "Przed bramą wjazdową kamera"
smrodek71
21.12.11, 16:58
ta sprawa to jest jakieś bagno połączona z lepem na muchy.... kto się dotknie to albo umiera albo się kompromituje albo nic się nie dzieje.ktoś wpływowy coś tu działał bo jak inaczej to »
-
Bracia Coen lepiej by tego nie wymyślili...
zed123
22.12.11, 01:57
Fargo się przy tym chowa.»
Najczęściej czytane24 htydzień




