Alkohol w Płocku - nie bliżej niż 50 metrów

mo
15.02.2012 , aktualizacja: 14.02.2012 18:40
A A A Drukuj
Mieszkańcy Szczecina chcą, żeby w ich mieście alkohol można było kupić nie 100, a 50 metrów od najbliższej szkoły. A w Płocku? W Płocku już można.
Historia ze Szczecina jest bardzo zabawna - wszystko zaczęło się od właściciela jednego ze sklepów monopolowych. Sklep przez lata działał sobie w przepisowej minimalnej odległości od szkoły i innych budynków publicznych - czyli właśnie w odległości 00 metrów. Problem pojawił się, gdy w pobliżu punktu zbudowano orlika, okazało się, że w prostej linii od boiska do sklepu jest ni co mniej. Właściciel postawił więc przed wejściem do sklepu drewniane płotki przypominające labirynt. Prosta droga nie była już taka prosta, odległość się wydłużyła. Ale właściciel chce uniknąć tego typu sytuacji w przyszłości. Zaczął zbierać podpisy pod obywatelskim projektem uchwały zmniejszającej wymaganą odległość - ze 100 do 50 metrów. Tłumaczy, że nie można utrudniać życia przedsiębiorcom. Poparło go już prawie 3 tys. szczecinian.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak sprawy mają się w Płocku. Okazuje się, że nasze miasto jest daleko bardziej niż Szczecin liberalne w tej kwestii. Jak podają w wydziale ewidencji gospodarczej płockiego ratusza - 221 naszych punktów sprzedaży alkoholu musi dzielić od szkół właśnie wymarzone w Szczecinie 50 metrów. Choć tak całkiem swobodnie u nas nie jest, bo w Opolu np. ten limit to zaledwie 20 metrów, a w Gdańsku - limitu w ogóle nie ma.

- Te nasze 50 metrów plasuje nas pośrodku stawi i wydaje się rozwiązaniem rozsądnym - ocenia Maria Pardyka z Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Nie dotarły do nas nigdy żadne zastrzeżenia, nikt nie wnioskował o zmianę tej odległości.

Tylko czy owe 20, 50 czy nawet 100 metrów od sklepu rzeczywiście coś zmienia? Czy faktycznie utrudni młodym ludziom dostęp do piwa? Czy czegokolwiek innego?

- Z pewnością - uważa nasza rozmówczyni. - Chodzi tu o takie najprostsze, życiowe sytuacje. Załóżmy, że mamy szkołę, duża przerwę. I czyjś pomysł: wyskoczymy na piwo. Otóż nie wyskoczymy, bo sklepu czy baru w zasięgu ręki nie ma.

Maria Pardyka podaje przykład, że szkoły zwracają uwagę, czy w pobliżu nie instaluje się pub czy sklep z alkoholem. - Jakiś czas temu w takiej sytuacji znalazło się III LO, tam ta odległość była nawet większa niż wyznaczone przez radę miasta 50 metrów. Szkoła protestowała, rodzice zbierali podpisy - liceum nie chciało mieć takich sąsiadów.

Jeśli chodzi o sumiennie pilnowanie tej odległości 50 metrów - mierzeniem zajmują się pracownicy wydziału ewidencji gospodarczej. - Mieliśmy kiedyś problem z jednym z lokali - wspomina Maria Pardyka. - W zasadzie odległość się zgadzała, tyle że szybko kazało się, że punkt ma... dwa wejścia. A mierzyć trzeba zawsze do tego bliższego szkole. Wtedy okazało się, że faktycznie, to bliższe wejście jest kilka metrów bliżej niż przepisowe 50 metrów. I punkt pozwolenia na handel alkoholem nie dostał.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów