Siódmy nieformalny zjazd Jagiellończyków
27.07.2008
, aktualizacja: 27.07.2008 18:23
- Jamochłon nauczył mnie kochać historię - wspominali absolwenci LO im. Władysława Jagiełły na siódmym nieformalnym zjeździe, który odbył się w sobotę nad Wisłą.
Impreza zaczęła się o godzinie 17. Taksówki jedna za drugą dowoziły Mostówką byłych uczniów liceum. Pogodę na zjazd mieli wymarzoną. Uśmiechnięci, zrelaksowani wpadali sobie w ramiona. Powitaniom nie było końca. Wszyscy szukali swoich klas, by razem siąść przy stoliku i zacząć wspomnienia.
- Potem będzie integracja wszystkich roczników - śmiali się uczniowie pierwszej w historii szkoły klasy koedukacyjnej, rocznik maturalny 1965.
Barbara Wejcman-Odyniec - lekarz z Tczewa, Ewa Bernatowicz - mediator sądowy z Płocka, Jadwiga Misiak i Marek Rusek - emerytowani nauczyciele z Płocka, Jerzy Bucholc - komandor Marynarki Wojennej z Gdyni, Anna Lewandowska - asystentka nauczycielska z Kanady... Mimo, że od ich matury minęły już 43 lata, sprawiali wrażenie, jakby widzieli się tydzień temu.
- Zalogowaliśmy się na naszej-klasie i utrzymujemy w miarę stały kontakt - opowiadali z uśmiechem. - Każdy zjazd staramy się zaczynać od odwiedzenia grobu naszej koleżanki Ewy Krysztoforskiej. Zmarła w 2001 roku - podkreślała Barbara Wejcman-Odyniec, była gospodyni klasy.
Po godzinie 19 do grona rówieśników dołączył Andrzej Marszał - inżynier z Kanady. Na zjeździe był po raz pierwszy.
- Ruska widzę pierwszy raz od 38 lat, ale od razu go poznałem - mówił, klepiąc kolegę po ramieniu.
Klasa wspominała takie swoje wybryki sprzed lat, jak solidarne żucie czosnku podczas lekcji.
Co się zmieniło? Prawie wszyscy zwrócili uwagę na aulę, basen, boiska, internat. To zmiany na plus.
Anna Lewandowska z Hamilton w Kanadzie zwróciła jeszcze uwagę na coś innego: - Jedyna rzecz nie podoba mi się w wyglądzie wszystkich polskich miast i wsi. Tutaj naprawdę stoją piękne domy, ale prowadzą do nich zrujnowane chodniki sprzed 40 lat.
Wśród prawie dwustu przybyłych jagiellończyków byli tacy, którzy na zjazdach pojawiają się nieregularnie, ale najliczniejszą grupę stanowili stali miłośnicy spotkań w gronie kolegów ze szkolnej ławy.
- Młodzi absolwenci przychodzą sporadycznie, najczęściej późnym wieczorem. Najlepiej bawi się stara gwardia - zaznaczali organizatorzy.
Dodawali też, że na zjazdach są nie tylko byli uczniowie Jagiellonki, ale także sympatycy tego liceum. - Nawet założyli sobie konto na naszej-klasie - mówili ze śmiechem.
Kolejne spotkanie absolwentów Jagiellonki już za rok, jak zwykle w ostatnią sobotę lipca.
- Potem będzie integracja wszystkich roczników - śmiali się uczniowie pierwszej w historii szkoły klasy koedukacyjnej, rocznik maturalny 1965.
Barbara Wejcman-Odyniec - lekarz z Tczewa, Ewa Bernatowicz - mediator sądowy z Płocka, Jadwiga Misiak i Marek Rusek - emerytowani nauczyciele z Płocka, Jerzy Bucholc - komandor Marynarki Wojennej z Gdyni, Anna Lewandowska - asystentka nauczycielska z Kanady... Mimo, że od ich matury minęły już 43 lata, sprawiali wrażenie, jakby widzieli się tydzień temu.
- Zalogowaliśmy się na naszej-klasie i utrzymujemy w miarę stały kontakt - opowiadali z uśmiechem. - Każdy zjazd staramy się zaczynać od odwiedzenia grobu naszej koleżanki Ewy Krysztoforskiej. Zmarła w 2001 roku - podkreślała Barbara Wejcman-Odyniec, była gospodyni klasy.
Po godzinie 19 do grona rówieśników dołączył Andrzej Marszał - inżynier z Kanady. Na zjeździe był po raz pierwszy.
- Ruska widzę pierwszy raz od 38 lat, ale od razu go poznałem - mówił, klepiąc kolegę po ramieniu.
Klasa wspominała takie swoje wybryki sprzed lat, jak solidarne żucie czosnku podczas lekcji.
Co się zmieniło? Prawie wszyscy zwrócili uwagę na aulę, basen, boiska, internat. To zmiany na plus.
Anna Lewandowska z Hamilton w Kanadzie zwróciła jeszcze uwagę na coś innego: - Jedyna rzecz nie podoba mi się w wyglądzie wszystkich polskich miast i wsi. Tutaj naprawdę stoją piękne domy, ale prowadzą do nich zrujnowane chodniki sprzed 40 lat.
Wśród prawie dwustu przybyłych jagiellończyków byli tacy, którzy na zjazdach pojawiają się nieregularnie, ale najliczniejszą grupę stanowili stali miłośnicy spotkań w gronie kolegów ze szkolnej ławy.
- Młodzi absolwenci przychodzą sporadycznie, najczęściej późnym wieczorem. Najlepiej bawi się stara gwardia - zaznaczali organizatorzy.
Dodawali też, że na zjazdach są nie tylko byli uczniowie Jagiellonki, ale także sympatycy tego liceum. - Nawet założyli sobie konto na naszej-klasie - mówili ze śmiechem.
Kolejne spotkanie absolwentów Jagiellonki już za rok, jak zwykle w ostatnią sobotę lipca.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Siódmy nieformalny zjazd Jagiellończyków
anmosak
27.07.08, 20:48
A to, że na spotkaniu była grupa absolwentów, którzy zdawali maturę 50 lat temu - to nie łaska wspomnieć. »
Najczęściej czytane24 htydzień





