Ruszył płocki klub mam. Mamy i ich maluchy bardzo sobie to chwalą
06.07.2011
, aktualizacja: 06.07.2011 20:40
Pierwszy w mieście klub mam już działa! Od środy panie z małymi dziećmi mają w Płocku swoje miejsce na Ziemi. Jest nim Akademia Bobasa. - Dobrze jest powymieniać się doświadczeniami - komentowały panie.
Stworzyliśmy ją wspólnie z I Niepubliczną Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną "ąę". I właśnie w siedzibie poradni przy ul. Tysiąclecia 16 odbyło się pierwsze spotkanie.
Kiedy kilka tygodni temu po raz pierwszy poinformowaliśmy na łamach "Gazety" o naszym pomyśle, liczyliśmy po cichu na to, że podchwyci go jak najwięcej osób. Nie zawiedliśmy się. Płockie mamy odpowiedziały na apel i licznie stawiły się na spotkaniu.
Jako pierwsze, już o godz. 9, przyszły panie w ciąży i mamy niemowlaków do 6. miesiąca życia. Najpierw spotkała się z nimi Bogumiła Bromka, konsultantka laktacyjna. Opowiadała o karmieniu piersią. O zaletach takiego żywienia maluchów, ale i o problemach z tym związanych. Rozwiewała mity, doradzała. Panie zadawały pytania i opowiadały o swoich doświadczeniach. Szczerze, jak w gronie przyjaciółek. Były i salwy śmiechu, i łzy wzruszenia.
- Karmienie piersią jest wspaniałe, ale podanie pokarmu z butelki raz dziennie też nie zaszkodzi - podpowiadała ciężarnym koleżankom jedna z mam. I uśmiechała się do nich porozumiewawczo. - Inaczej będziecie uziemione w domu.
Inna z kobiet opowiadała wyraźnie poruszona: - Pierwszej córki nie karmiłam piersią wcale, po ciężkim porodzie długo leżałam w szpitalu. Przy drugim dziecku bardzo mi zależało, żeby je karmić piersią. Udało się, ale tylko dzięki mojej determinacji. Bo w szpitalu nie otrzymałam żadnego wsparcia. Do tej pory trudno mi o tym mówić.
Później z paniami spotkała się Małgorzata Łukaszewska, szefowa poradni "ąę" i jednocześnie neurologopeda. Opowiadała o tym, że dzieci potrzebują bliskości, że najważniejszy dla nich jest dotyk. - Kolorowy pokój i zabawki naprawdę nie są dla takiego malucha najważniejsze - tłumaczyła. I pokazywała m.in., jak masować dzieci z obronnością dotykową. Mamy, które na spotkanie zabrały swoje pociechy, mogły nowe umiejętności przećwiczyć na miejscu. Panie w ciąży słuchały, niektóre pilnie notowały.
Po południu stawiły się mamy trochę starszych dzieci. Tym razem zajęcia były już typowymi warsztatami. Najpierw wspólnie z Małgorzatą Łukaszewską kobiety trenowały na dzieciach elementy masażu shantala. Takiego, który wzmacnia układ odpornościowy dziecka, pobudza krążenie i relaksuje. Potem była mowa m.in. o tym, jak nauczyć dziecko jeść łyżeczką i pić z kubka.
Na zakończenie do dyspozycji mam była rehabilitantka Małgorzata Kwaśniewska. Prezentowała m.in. ćwiczenia stymulujące siadanie i raczkowanie.
W przerwach między poszczególnymi warsztatami był czas na herbatę, sok, ciastko. I przede wszystkim na rozmowy między samymi mamami. Wychodząc ze spotkania w klubie panie zapowiadały, że na pewno przyjdą na kolejne. - Koleżanki wysłały mnie na zwiady - przyznawała Paulina Bogaczyńska, która do klubu przyszła z 3,5-miesięczną córką Leną. - Następnym razem na pewno je przyprowadzę, bo warto. Tym bardziej że do tej pory nie było takiego miejsca w Płocku. Panie w ciąży mogą chodzić na szkołę rodzenia, ale po porodzie też przydaje się wsparcie. Dobrze jest powymieniać się doświadczeniami.
Martyna Skrodzka zabrała na spotkanie 3-miesięczną Laurę. - Przyszłam z ciekawości - tłumaczyła. - Ostatnio nigdzie nie bywałam. Miałyśmy z córką tyle zajęć ze sobą, że nie było czasu na nic innego. A nawet jeśli coś jest organizowane w mieście dla maluchów, to wszędzie trzeba płacić.
- Dopóki nie wrócę do pracy, na pewno będę przychodziła na spotkania klubu - deklarowała Monika Bromczewska. W środę przyszła z 2-miesięczną Anią.
Kolejne spotkanie w ramach klubu już w sierpniu. O dokładnym terminie poinformujemy wkrótce.
malgorzata.siuta@plock.agora.pl
Kiedy kilka tygodni temu po raz pierwszy poinformowaliśmy na łamach "Gazety" o naszym pomyśle, liczyliśmy po cichu na to, że podchwyci go jak najwięcej osób. Nie zawiedliśmy się. Płockie mamy odpowiedziały na apel i licznie stawiły się na spotkaniu.
Jako pierwsze, już o godz. 9, przyszły panie w ciąży i mamy niemowlaków do 6. miesiąca życia. Najpierw spotkała się z nimi Bogumiła Bromka, konsultantka laktacyjna. Opowiadała o karmieniu piersią. O zaletach takiego żywienia maluchów, ale i o problemach z tym związanych. Rozwiewała mity, doradzała. Panie zadawały pytania i opowiadały o swoich doświadczeniach. Szczerze, jak w gronie przyjaciółek. Były i salwy śmiechu, i łzy wzruszenia.
- Karmienie piersią jest wspaniałe, ale podanie pokarmu z butelki raz dziennie też nie zaszkodzi - podpowiadała ciężarnym koleżankom jedna z mam. I uśmiechała się do nich porozumiewawczo. - Inaczej będziecie uziemione w domu.
Inna z kobiet opowiadała wyraźnie poruszona: - Pierwszej córki nie karmiłam piersią wcale, po ciężkim porodzie długo leżałam w szpitalu. Przy drugim dziecku bardzo mi zależało, żeby je karmić piersią. Udało się, ale tylko dzięki mojej determinacji. Bo w szpitalu nie otrzymałam żadnego wsparcia. Do tej pory trudno mi o tym mówić.
Później z paniami spotkała się Małgorzata Łukaszewska, szefowa poradni "ąę" i jednocześnie neurologopeda. Opowiadała o tym, że dzieci potrzebują bliskości, że najważniejszy dla nich jest dotyk. - Kolorowy pokój i zabawki naprawdę nie są dla takiego malucha najważniejsze - tłumaczyła. I pokazywała m.in., jak masować dzieci z obronnością dotykową. Mamy, które na spotkanie zabrały swoje pociechy, mogły nowe umiejętności przećwiczyć na miejscu. Panie w ciąży słuchały, niektóre pilnie notowały.
Po południu stawiły się mamy trochę starszych dzieci. Tym razem zajęcia były już typowymi warsztatami. Najpierw wspólnie z Małgorzatą Łukaszewską kobiety trenowały na dzieciach elementy masażu shantala. Takiego, który wzmacnia układ odpornościowy dziecka, pobudza krążenie i relaksuje. Potem była mowa m.in. o tym, jak nauczyć dziecko jeść łyżeczką i pić z kubka.
Na zakończenie do dyspozycji mam była rehabilitantka Małgorzata Kwaśniewska. Prezentowała m.in. ćwiczenia stymulujące siadanie i raczkowanie.
W przerwach między poszczególnymi warsztatami był czas na herbatę, sok, ciastko. I przede wszystkim na rozmowy między samymi mamami. Wychodząc ze spotkania w klubie panie zapowiadały, że na pewno przyjdą na kolejne. - Koleżanki wysłały mnie na zwiady - przyznawała Paulina Bogaczyńska, która do klubu przyszła z 3,5-miesięczną córką Leną. - Następnym razem na pewno je przyprowadzę, bo warto. Tym bardziej że do tej pory nie było takiego miejsca w Płocku. Panie w ciąży mogą chodzić na szkołę rodzenia, ale po porodzie też przydaje się wsparcie. Dobrze jest powymieniać się doświadczeniami.
Martyna Skrodzka zabrała na spotkanie 3-miesięczną Laurę. - Przyszłam z ciekawości - tłumaczyła. - Ostatnio nigdzie nie bywałam. Miałyśmy z córką tyle zajęć ze sobą, że nie było czasu na nic innego. A nawet jeśli coś jest organizowane w mieście dla maluchów, to wszędzie trzeba płacić.
- Dopóki nie wrócę do pracy, na pewno będę przychodziła na spotkania klubu - deklarowała Monika Bromczewska. W środę przyszła z 2-miesięczną Anią.
Kolejne spotkanie w ramach klubu już w sierpniu. O dokładnym terminie poinformujemy wkrótce.
malgorzata.siuta@plock.agora.pl
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Ruszył płocki klub mam. Mamy i ich maluchy bard...
sorena77
07.07.11, 19:29
Byłam na warsztatach dla kobiet w ciąży, potwierdzam:) dużo przydatnej wiedzy, której mało na szkole rodzenia, obalono wiele mitów:) świetna inicjatywa, wykwalifikowani konsultanci, miła »
Najczęściej czytane24 htydzień





