Organy katedralne do Płocka przyjechały w trzech wagonach

Anna Lewandowska
03.01.2012 , aktualizacja: 10.01.2012 10:44
A A A Drukuj
Nie wszyscy wiedzą, że organy w płockiej katedrze najpierw służyły ewangelikom na Śląsku. O tym, jak do Płocka trafiły, w swych wspomnieniach opisał powojenny biskup Płocka.
Płockie organy
fot. Piotr Augustyniak / AG
Płockie organy
O płockich organach pisaliśmy pod koniec ub. roku. Powstał zamysł, żeby ten niezwykły instrument poddać gruntownej renowacji. Bo choć pochodzą z bardzo znanej i uznanej firmy Sauera, mają romantyczne brzmienie i jako jedyne w Polsce 66 registrów, to tylko 38 proc. piszczałek jest oryginalna. Tylko jak w ogóle organy trafiły do Płocka?

Ksiądz Andrzej Leleń, muzykolog, opowiadał nam, że zostały kupione po wojnie od wspólnoty ewangelickiej w Żarach. Nasze płockie (do wojny w katedrze były organy Blumberga) wraz z częścią bazyliki zostały całkowicie zniszczone podczas nalotów. Teraz okazuje się, że historia zakupu instrumentu i jego transportu nad Wisłę zachowała się w spisanych własnoręcznie wspomnieniach biskupa płockiego Tadeusza Zakrzewskiego. Dyrektor Muzeum Diecezjalnego ks. Stefan Cegłowski opowiada, że biskup miał tak szczególny charakter pisma, iż niewielu tylko księży miało "dar jego odszyfrowania". Zadania tego podjął się wieloletni, nieżyjący już sekretarz bpa ks. Stefan Zaleski, późniejszy proboszcz parafii w Bieżuniu. Pieczołowicie przepisał rękopis. Pośród wielu fascynujących zapisków jest właśnie fragment poświęcony organom. Dzięki uprzejmości ks. Cegłowskiego możemy go przytoczyć w całości:

"Wspomnienia bpa Tadeusza Zakrzewskiego spisane na podstawie własnoręcznych notatek

w lutym 1956 r. w Krynicy z okazji 50. rocznicy święceń kapłańskich.

Organy katedralne

Maszynopis s. 248.

( ) potem przyszła kolej na organy. To, co zostało sprzętów dawnych, nie nadawało się do restauracji. Więc trzeba było rozejrzeć się za nowym obiektem. Po długich poszukiwaniach znalazł się odpowiedni obiekt na Śląsku w kościele protestanckim. Duży instrument, dość nowy i dobrej niemieckiej fabryki, ale już dość zdekompletowany. Posłałem na miejsce celem wywiadu ks. Dudźca (dzisiejszego mego sufragana), który stwierdziwszy, że obiekt jest odpowiedni i da się doprowadzić do użytku, zaczął zaraz pertraktacje. A było ich sporo: w pierwszym rzędzie należało uzyskać pozwolenie ministerstwa dla Ziem Zachodnich na wywóz organu, potem zgodę Patora, burmistrza na miejscu i odpowiedniego organmistrza, któryby podjął się przeniesienia i uzupełnienia braków. Gdy pozwolenie ministerstwa uzyskano, reszta już poszła łatwiej. Burmistrz dostał odstępne, tak samo pastor - a prace wykonawcze powierzyłem firmie Biernackiego w Krakowie. Bez zwłoki część do naprawy przewieziono do Krakowa, a części całe do Płocka, było tego 2-3 wagonów. I po gruntownym remoncie i uzupełnieniu organ został ustawiony i zainstalowany w Płocku. Jest to potężny organ 67-głosowy, mający możności powiększenia. Prospekt składa się tylko z piszczałek ustawionych w potężny wachlarz bez obramowania, co robi niezmiernie monumentalne wrażenie. Koszta dość poważne - wysokości kilku milionów (ówczesnych) złotych pokryło się z bieżących funduszów katedry i z ofiar zebranych wśród duchowieństwa".

Ks. Stefan Cegłowski dodaje, że na kolejnej stronie pamiętnika biskupa Zakrzewskiego znaleźć można jeszcze jedną informację o cenie instrumentu - 200 tys. zł. - Wówczas była wymiana pieniędzy, denominacja i stąd te dwie liczby - mówi ksiądz. - Dziś trudno powiedzieć, jak duża była to kwota w porównaniu z obowiązującymi wtedy cenami, trzeba by poszukać jakich starych tabel i informacji. Jedno jest pewne - organy trafiły do Płocka legalnie, były kupione i są po prostu nasze.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy