Pink Floyd z Australii dadzą show w płockiej Orlen Arenie
01.09.2010
, aktualizacja: 02.09.2010 10:01
Dwa miesiące po występie Jeana-Michela Jarre'a w nowej płockiej hali wystąpi Australian Pink Floyd Show. To ceniony na świecie zespół, który pod względem show i muzyki wiernie imituje legendarnych twórców albumów "Dark Side of the Moon" i "The Wall". Ma nawet błogosławieństwo prawdziwych "floydów"
Orlen Arena powstaje głównie z dwóch powodów: by służyć szczypiornistom Orlen Wisły i być miejscem dużych wydarzeń sportowo-kulturalnych. Stąd na inaugurację obiektu, 13 listopada, zagra w nim wirtuoz muzyki elektronicznej Jean-Michel Jarre. Zaś kilka dni później piłkarze ręczni zadebiutują w hitowym pojedynku z drużyną Vive Targi Kielce.
Jak się dowiedzieliśmy, następnym dużym wydarzeniem artystycznym będzie koncert zespołu Australian Pink Floyd Show. Decyzję o przyznaniu pieniędzy na występ, zaplanowany na 23 stycznia przyszłego roku, na wtorkowej sesji "klepnęli" płoccy radni.
Mowa o formacji, która od ponad 20 lat jeździ po świecie, wykonując kompozycje Pink Floyd - bez dwóch zdań jednego z najważniejszych zespołów w historii światowej muzyki. Nawet gospodynie domowe w średnim wieku czy wielbiciele "Hitów na czasie" przynajmniej raz w życiu mieli do czynienia z takimi muzycznymi perłami jak "Another Brick in the Wall", "Wish You Were Here", "Money" czy "High Hopes". Póki co Roger Waters, David Gilmour i Nick Mason zajęci są własnymi sprawami i nic nie słychać o wznowieniu działalności przez Pink Floyd. Zwłaszcza że przed dwoma laty zmarł klawiszowiec Richard Wright. Dlatego stęsknieni fani zespołu na całym świecie wypełniają obiekty podczas występów Australian Pink Floyd Show, którzy grają blisko sto koncertów rocznie. Np. na Malcie obejrzało ich 20 tys. osób!
- Wszystko zaczęło się pod koniec lat 80. w Adelajdzie, kiedy doszło do spotkania kilku gości zafascynowanych Pink Floyd. Nie tylko chcących słuchać ich muzyki, lecz także ją grać. I to jak najdokładniej! To zresztą nadal jest naszym celem - podkreśla Colin Wilson, basista APFS, w wywiadzie dla "Metra". I dodaje: - Najwięksi krytycy zmieniali zdanie, kiedy zobaczyli nas na żywo. Nie chcemy niczego ujmować Pink Floyd, przeciwnie, zależy nam, by przypominać, jak piękna jest ich muzyka.
Ktoś powie o nich "Żuki z Antypodów". Jednak polskich interpretatorów utworów The Beatles i wspomnianych Australijczyków łączy tylko jedno - wykonują utwory nie swoje, lecz innych artystów. Na tym podobieństwo się kończy. Australian Pink Floyd Show podczas koncertów wykorzystują ten sam wielki, okrągły ekran, który "floydzi" mieli ze sobą podczas trasy promującej album "The Division Bell" w 1994 r. Zatrudniają tych samych techników oświetleniowych i akustyków, wykorzystują nawet słynną nadmuchiwaną świnię. A Steve Mac - założyciel, gitarzysta i wokalista zespołu - skonstruował nawet specjalną maszynę-instrument, który wiernie naśladuje brzmienie budzików z utworu "Time".
Z kolei wykonanie hitów Watersa i spółki jest tak dopracowane - właściwie nuta w nutę - że Pink Floyd pobłogosławili australijskich kolegów i nie szczędzą im pochwał. A David Gilmour poprosił ich nawet, by wystąpili na jego 50. urodzinach.
Co ciekawe, w chórkach Australian Pink Floyd Show od czterech lat śpiewa Ola Bieńkowska, absolwentka Instytutu Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego, wydziału wokalnego Szkoły Muzycznej na ul. Bednarskiej w Warszawie oraz Liverpool Institute for Performing Arts Paula McCartneya. Jak mówi w rozmowie z "Gazetą", do zespołu dostała się z castingu. Przyznaje, że idąc na niego, zastanawiała się, czy cały ten pomysł z APFS jest w porządku.
- Kiedy jednak zobaczyłam skalę przedsięwzięcia oraz sposób, w jaki muzycy się do niego przygotowują, ile poświęcają mu czasu, energii, swojego życia, zrozumiałam, jak to jest ważne. A kiedy zobaczyłam, jak na Australian Pink Floyd Show reagują fani, wiedziałam już, że podjęłam słuszną decyzję. Poza tym to dla mnie fenomen, że zespół, który zaczynał od gry w pubach, wyrósł w sposób całkowicie naturalny i organiczny oraz że osiągnął skalę średniej wielkości gwiazd popu i gra teraz na festiwalach, stadionach - mówi Ola Bieńkowska.
A wracając do koncertu w Płocku. Założenie jest takie, by ceny biletów na APFS nie były wygórowane. Według wstępnych szacunków najtańsze wejściówki mają kosztować 80 zł, a najdroższe - 120 zł.
Jak się dowiedzieliśmy, następnym dużym wydarzeniem artystycznym będzie koncert zespołu Australian Pink Floyd Show. Decyzję o przyznaniu pieniędzy na występ, zaplanowany na 23 stycznia przyszłego roku, na wtorkowej sesji "klepnęli" płoccy radni.
Mowa o formacji, która od ponad 20 lat jeździ po świecie, wykonując kompozycje Pink Floyd - bez dwóch zdań jednego z najważniejszych zespołów w historii światowej muzyki. Nawet gospodynie domowe w średnim wieku czy wielbiciele "Hitów na czasie" przynajmniej raz w życiu mieli do czynienia z takimi muzycznymi perłami jak "Another Brick in the Wall", "Wish You Were Here", "Money" czy "High Hopes". Póki co Roger Waters, David Gilmour i Nick Mason zajęci są własnymi sprawami i nic nie słychać o wznowieniu działalności przez Pink Floyd. Zwłaszcza że przed dwoma laty zmarł klawiszowiec Richard Wright. Dlatego stęsknieni fani zespołu na całym świecie wypełniają obiekty podczas występów Australian Pink Floyd Show, którzy grają blisko sto koncertów rocznie. Np. na Malcie obejrzało ich 20 tys. osób!
- Wszystko zaczęło się pod koniec lat 80. w Adelajdzie, kiedy doszło do spotkania kilku gości zafascynowanych Pink Floyd. Nie tylko chcących słuchać ich muzyki, lecz także ją grać. I to jak najdokładniej! To zresztą nadal jest naszym celem - podkreśla Colin Wilson, basista APFS, w wywiadzie dla "Metra". I dodaje: - Najwięksi krytycy zmieniali zdanie, kiedy zobaczyli nas na żywo. Nie chcemy niczego ujmować Pink Floyd, przeciwnie, zależy nam, by przypominać, jak piękna jest ich muzyka.
Ktoś powie o nich "Żuki z Antypodów". Jednak polskich interpretatorów utworów The Beatles i wspomnianych Australijczyków łączy tylko jedno - wykonują utwory nie swoje, lecz innych artystów. Na tym podobieństwo się kończy. Australian Pink Floyd Show podczas koncertów wykorzystują ten sam wielki, okrągły ekran, który "floydzi" mieli ze sobą podczas trasy promującej album "The Division Bell" w 1994 r. Zatrudniają tych samych techników oświetleniowych i akustyków, wykorzystują nawet słynną nadmuchiwaną świnię. A Steve Mac - założyciel, gitarzysta i wokalista zespołu - skonstruował nawet specjalną maszynę-instrument, który wiernie naśladuje brzmienie budzików z utworu "Time".
Z kolei wykonanie hitów Watersa i spółki jest tak dopracowane - właściwie nuta w nutę - że Pink Floyd pobłogosławili australijskich kolegów i nie szczędzą im pochwał. A David Gilmour poprosił ich nawet, by wystąpili na jego 50. urodzinach.
Co ciekawe, w chórkach Australian Pink Floyd Show od czterech lat śpiewa Ola Bieńkowska, absolwentka Instytutu Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego, wydziału wokalnego Szkoły Muzycznej na ul. Bednarskiej w Warszawie oraz Liverpool Institute for Performing Arts Paula McCartneya. Jak mówi w rozmowie z "Gazetą", do zespołu dostała się z castingu. Przyznaje, że idąc na niego, zastanawiała się, czy cały ten pomysł z APFS jest w porządku.
- Kiedy jednak zobaczyłam skalę przedsięwzięcia oraz sposób, w jaki muzycy się do niego przygotowują, ile poświęcają mu czasu, energii, swojego życia, zrozumiałam, jak to jest ważne. A kiedy zobaczyłam, jak na Australian Pink Floyd Show reagują fani, wiedziałam już, że podjęłam słuszną decyzję. Poza tym to dla mnie fenomen, że zespół, który zaczynał od gry w pubach, wyrósł w sposób całkowicie naturalny i organiczny oraz że osiągnął skalę średniej wielkości gwiazd popu i gra teraz na festiwalach, stadionach - mówi Ola Bieńkowska.
A wracając do koncertu w Płocku. Założenie jest takie, by ceny biletów na APFS nie były wygórowane. Według wstępnych szacunków najtańsze wejściówki mają kosztować 80 zł, a najdroższe - 120 zł.
- 36 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Pink Floyd z Australii dadzą show w płockiej Or...
joker78
03.09.10, 07:43
Nie rozumiem o co chodzi. Przecież jest to impreza biletowana, ceny biletów sąbardzo podobne do tych jakie były na koncercie APS bodajże 2 lata temu wkatowickim spodku. Nie sądzę by ktoś w »
Najczęściej czytane24 htydzień





