Maciek widzi w naszym mieście potencjał

Rafał Kowalski
05.09.2010 , aktualizacja: 05.09.2010 20:35
A A A Drukuj
Sześć lat spędził w Dublinie, miał ruszać dalej, do Nowego Jorku, ale... postanowił wrócić do rodzinnego Płocka. - Bo miasto pięknieje, rozwija się. I teraz pora na jego mieszkańców - ogłasza Maciej Dobrosielski. Na początek wymyślił "Rejs" - czyli nocne pływanie "Rusałką" z łączoną na gorąco muzyką żywą i elektroniczną.

Fot. Piotr Augustyniak / Agencja
"Rejs" na Rusałce
Kilkadziesiąt osób z różnych stron Polski - np. Kołobrzegu, Szczecina, Warszawy, Olsztyna czy Płocka - w sobotni wieczór weszło na pokład "Rusałki" i ruszyło w stronę Włocławka. Po blisko trzech godzinach statek dobił do Nowego Duninowa, gdzie pasażerowie zasiedli przy ognisku, potem drogą rzeczną wrócili do Płocka. Podczas rejsu bawili się przy muzyce didżejów W i Dr. Smile'a, połączonej z żywymi dźwiękami perkusji (Piotr Krawiec), gitary (Grzegorz Mazur) i saksofonu. Na tym ostatnim grał Krzysztof Kralka - znany kompozytor i saksofonista, poruszający się w stylistyce jazzowej, klasycznej i estradowej. Był też Daki, który zadbał o beat box. Udało się, goście dopisali, a zabawa była przednia.

Wszystko zorganizował jeden człowiek: 26-letni Maciej Dobrosielski, didżej używający pseudonimu Dr Smile. Wynajął statek, wyszukał wykonawców, rozesłał informacje na różne strony i fora internetowe, zaprojektował i stworzył plakat reklamujący imprezę.

- Zrobiłem to, bo po sześciu latach nieobecności w Płocku zobaczyłem, że miasto się rozwija. Tumska wypiękniała, pojawiły się ciekawe imprezy. Jak Audioriver czy Rynek Sztuki, który niedawno zrobił na mnie duże wrażenie, szczególnie prezentowana w ramach Rynku "Arka" Teatru Ósmego Dnia. Byłoby fajnie, gdyby z Płockiem rozwijali się jego mieszkańcy - mówi Maciek. - Chciałbym ich pobudzić do tego swoimi pomysłami.

Chcąc rozwijać swój didżejski warsztat, i w ogóle siebie, w 2004 r. wyjechał do Dublina. Tam był didżejem w klubach. Występował też z różnymi wykonawcami, zdarzyło mu się nawet odbyć wspólną trasę po Irlandii ze znanym niemieckim didżejem i producentem Westbamem. Nie poprzestał na tym, dając się poznać jako organizator imprez, np. na klubowych dachach. Przed dwoma laty dołączył też do irlandzkiej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W 2009 r. miał nawet gościnne występy w Nagoi.

- Recesja, która nie ominęła również Irlandii, nie pozwoliła mi na dalszy rozwój - przyznaje Maciej Dobrosielski. - A że ja i stagnacja to dwa oddzielne bieguny, nie mogłem czekać z założonymi rękami i postanowiłem wyjechać. Pojawił się nawet plan podróży do Nowego Jorku, ostatecznie wróciłem do rodzinnego Płocka. Nie po to jednak, by nic nie robić. Ale żeby działać i dzielić się pozytywną energią z ludźmi.

Wiedział, że na "Rusałce" odbywały się w przeszłości różne imprezy z towarzyszeniem muzyki. Postanowił do tego nawiązać. Pomysł podchwycili właściciele statku, dał się również przekonać m.in. Krzysztof Kralka. Skąd pomysł na połączenie muzyki didżejów z żywymi instrumentami? Dr Smile jest wielkim orędownikiem takiego mariażu. Mówi, że całość tworzy niepowtarzalny klimat. W podobnym tonie myśli w temacie realizacji kolejnych pomysłów. Np. jeszcze w tym roku chciałby zorganizować w Płocku koncert didżejów i zespołu prezentującego muzykę latynoską - z obowiązkową rozbudowaną sekcją dętą. A w przyszłym roku marzy mu się, by południowymi rytmami rozbrzmiewała plaża Sobótka. Zaznacza przy tym: nie chodzi o to, by rzucać pomysłem za pomysłem - liczy się bowiem nie ilość, lecz jakość.

Nie ukrywa, że interesuje go kontakt z płocczanami, którzy mają takie podejście do życia jak on: pozytywne i pełne energii. Gdy po powrocie do Płocka zaczął dzielić się swoimi pomysłami, niektórzy kręcili głowami mówiąc: "To się nie uda".

Maciek mówi, że denerwuje go takie "klasyczne polskie podejście". Jego mottem życiowym jest bowiem powiedzenie: "Nie ma problemu bez rozwiązania". Na jego stronie internetowej można przeczytać: "Dr Smile nieustannie poszukuje nowych wyzwań, które mógłby odhaczyć w swoim notesie jako wykonane. Wysoko podniesiona poprzeczka jest dla niego najlepszą motywacją do działania". A w zaproszeniu na "Rusałkę" umieścił adnotację: "Rejs jest imprezą dla osób pozytywnych - które potrafią się kulturalnie bawić i doceniają dobrą muzykę". - Z przyjaciółmi, choćby gitarzystą Grzegorzem Mazurem, przymierzamy się właśnie do założenia zespołu, w którym ja tworzyłby muzykę jako didżej, a oni na "żywych" instrumentach. Kto wie, może za jakiś czas wystąpimy np. na Audioriver? Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych - mówi Maciej Dobrosielski.

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów