Komunikacja świętowała, miała piknik z "Misiem" w tle

Adam Małachowski
05.09.2010 , aktualizacja: 05.09.2010 20:28
A A A Drukuj
Komunikacja Miejska świętowała w niedzielę na stadionie miejskim swoje 50. urodziny. Było zwiedzanie popularnego "ogórka" i punkty gastronomiczne stylizowane na lata 60. i 80., w których serwowano kaszę "na
A to
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja
A to "ogórek" od środka
Zabawa urodzinowa zaczęła się o godz. 13. 13 było także stoisk rozstawionych na płycie stadionu, a zwanych, jakże by inaczej - przystankami. Na każdym przystanku czekało na gości pikniku coś innego - gry, zabawy, konkursy... Ale cały show ukradły dwa stoiska przystanki, zwane po prostu "Komunikacja Miejska" i "Zajezdnia stara".

Na tym pierwszym spółka miejska udowadniała, że od pięciu dekad współtworzy historię tego miasta. Były archiwalne zdjęcia i wzory biletów. Np. abonament tramwajowo-trolejbusowy z 1972 roku, na 20 przejazdów. Tylko... dlaczego na tramwaje i trolejbusy?

- Bo na tych biletach można było jeździć nawet w Warszawie - tłumaczy Andrzej Burnat, dyrektor ds. logistyki KM.

Obok stał silnik z Jelcza PR 110, zwanego berlietem, specjalnie z okazji pikniku odrestaurowany przez mechaników spółki. Do dzisiaj KM dysponuje jeszcze dziesięcioma takimi jelczami, choć mają grubo 30-tce, są cały czas w użyciu. - Silnik jak nowy, skrzynia przemalowana. I jak szybko zrobili. Mechanikom już powiedziałem: "Panowie, na poniedziałek wszystkie silniki mają tak wyglądać" - żartował Andrzej Burnat.

Na stoliku wyłożona była księga skarg pasażerów. Pierwszy wpis jest z 24 listopada 1966 roku. Pasażer poskarżył się na "niewłaściwe zachowanie się kierowcy nr 11". Kolejne dotyczyły m.in. samowolnej zmiany trasy przez kierowcę, nieprawidłowego kasowania biletów, przytrzaśnięcia drzwiami. I jeszcze jedna skarga, z 17 sierpnia 1967 roku. "Autobus linii nr 9 nie zabrał mnie" - pisał "Ob. inż. Michał Machowski". Właśnie inżynier Machowski wpisywał się do książki najczęściej (kto wie, może dlatego autobus linii nr 9 nie chciał go zabrać).

Na przystanku "Zajezdnia Stara" można było zwiedzić popularnego "ogórka", czyli Jelcza 706 RTO (właśnie taki autobus prowadził jako kierowca komunikacji miejskiej Leszek z "Daleko od szosy") i dowiedzieć się o nim wszystkiego. W latach 70. i 80. królował na naszych szosach, wczoraj był oblegany przez gości pikniku. Do Płocka przyjechał nim spod Nakła Artur Lemański. Właściciel kolekcji... zabytkowych autobusów. - W sumie mam ich dziesięć. Jelcze 706 RTO, w tym jeden miejski. Do tego ikarusy, autosany, jeden SAN i jelcz PR 110 - wczoraj, w rozmowie z "Gazetą" wymieniał swoje skarby. - Egzemplarz, w którym siedzimy, jest sławny, bo brał grał w dwóch filmach: "Małej Moskwie" i "Czarnym Czwartku - Grudniu 70". Co rok jeździmy na Noc Muzeów w Warszawie i autobus robi wśród zwiedzających furorę.

W autobusie były bilety z lat 70 i 90. Do tego kasownik "KRAK" z charakterystyczną wajchą do kasowania. Mundur, w którym kierowca musiał jeździć, czapka.

Za kierowcą znalazło się ksero plakatu z 1983 roku. O treści: "Konstytucja PRL artykuł 83. 1. Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń, wieców, pochodów i manifestacji. 2. Urzeczywistnianiu tej wolności służy oddanie do użytku ludu pracującego i jego organizacji, drukarni zasobów papieru, gmachów publicznych, środków łączności, radia oraz innych niezbędnych środków materialnych". I na końcu podpis: "My chcemy szanować Konstytucję!".

Każdy mógł usiąść za kierownicą i powspominać stare dobre czasy. Z okazji skorzystała Arletta Chylińska z Płocka. - Choć miałam wtedy osiem, może dziewięć lat, pamiętam jak dziś - tu na obudowie silnika kładłam swój kocyk i spałam. Mój tata był kierowcą, jeździł takim "ogórkiem" w PKS-ie na trasach dalekobieżnych, do Warszawy, Gdańska - wspominała. - Wtedy nie było tak tłoczno na drogach jak teraz. Na środku autobusu siedzenia były rozkładane, wygodnie mogło na nich spać 10 osób. Komunikacja była zawsze obecna w moim życiu. Bo teraz mój mąż... pracuje w KM!

Goście, którzy zgłodnieli, mieli do dyspozycji dwa punkty gastronomiczne stylizowane na lata 60. i 80. Gości witał cytat z filmu „Miś": „Klient w krawacie jest mniej awanturujący się". W pierwszym lokalu można było spróbować świeżanki (czyli skwarek ze świeżej słoniny), bigosu i kiełbasy na gorąco. A w drugim była kasza gryczana z gulaszem podawana „na » Misia «”, (czyli w misce przykręconej do stolika) i parówki na gorąco.

- To jak z tymi gośćmi jest. Faktycznie wpuszczacie tylko z krawatami?

- Nie, no wpuszczamy wszystkich. Bo jak by to wyglądało, gdyby wszyscy głodni stali przy wejściu - z uśmiechem odpowiadają Marta i Żaneta, które obsługiwały klientów.

- To były bardzo śmieszne czasy, ale i zarazem bardzo ciężkie. Trzeba było sobie jakoś dawać radę - mówi pan Celestyn, który z żoną zasiadł przy misce przykręconej do stolika. - W sklepach nie było nic oprócz octu. Zastanawiam się tylko, co tu na półce robi papier toaletowy?! Bo wtedy znaleźć go lub posiąść wiedzę, gdzie się go kupiło, to dopiero była cenna sprawa!

Impreza trwała do wieczora. Czego więc życzyć spółce na kolejne 50 lat? - Przede wszystkim odnowienia taboru - podkreśla prezes Piotr Kamiński. - A także więcej uśmiechniętych kierowców.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy