Rośnie popularność mszy trydenckich
10.09.2010
, aktualizacja: 10.09.2010 20:52
Jaś tego nie będzie pamiętał, ale na zdjęciach zobaczy, jak ksiądz w kruchcie odprawia nad nim egzorcyzmy, daje do spróbowania... sól, w niezrozumiałym języku mówi: "In nomine Patris..."
Czy Polacy na nowo pokochali starą mszę trydencką? Tę z łaciną, śpiewami gregoriańskimi, księdzem odwróconym w stronę ołtarza? Internetowe fora pełne są informacji o miejscach i terminach takich nabożeństw. W Płocku jeszcze niedawno nie było ich w ogóle, potem były raz w miesiącu. A teraz już raz w tygodniu, w każdą niedzielę.
Diakon Marek Grabowski z Bractwa św. Piotra przypomina sobie, jak w 2002 r. w krakowskim kościele św. Wojciecha zaczęto odprawiać pierwsze msze trydenckie. - Uczestniczyło w nich średnio 20 osób. Teraz są w każdą niedzielę i święta w kościele Świętej Trójcy na Kazimierzu i w dni powszednie w katedrze wawelskiej. I przychodzi w sumie ok. 350 osób - oblicza Grabowski. Ocenia, że ludzie starsi są w mniejszości. Jedna trzecia to studenci. - Dla jednych hitem są ruchy Odnowy w Duchu Świętym, dla innych msza trydencka - komentuje krótko. Dodaje, że rocznie w Krakowie jest 40-50 chrztów i blisko tyle samo ślubów w starym rycie.
Kilka takich uroczystości w roku ma miejsce również w warszawskim kościele redemptorystów św. Benona. - U nas połowę uczestników mszy trydenckiej stanowią młodzi. Mam nadzieję, że liczba ośrodków, w których będzie ona odprawiana, jeszcze wzrośnie - mówi o. Krzysztof Stępowski, rektor kościoła św. Benona.
Przypomnijmy: ponad cztery i pół wieku temu w Trydencie zaczął się sobór, który położył kres chaosowi liturgicznemu w Kościele rzymskokatolickim. Ryt mszy używany "od zawsze" w diecezji rzymskiej stał się - decyzją Piusa V - obowiązującym w całym Kościele zachodnim. I ta ujednolicona msza rzymska, zwana również trydencką lub mszą wszech czasów, przetrwała z niewielkimi zmianami aż do przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Dopiero wtedy, po Soborze Watykańskim II, łacinę zastąpiły języki narodowe, odwrócono kapłana w stronę wiernych. O historycznym obrządku trydenckim szybko wszyscy zapomnieli. Do polskich kościołów zaczął wracać zwłaszcza po tym, jak w 2007 r. Benedykt XVI zezwolił kapłanom na odprawianie mszy wszech czasów bez konieczności zgody biskupa.
Czy to moda, krótka fascynacja tym, co nieznane, tajemnicze, czy trwała tendencja?
- Informacje na temat uczęszczania wiernych na mszę trydencką w Polsce są danymi punktowymi. Póki co, nie ma dokładnych badań statystycznych na ten temat - zaznacza ks. dr Józef Kloch, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. - O ile się nie mylę, mają być one przeprowadzone pięć lat po powrocie rytu trydenckiego, a zatem w 2013 r. Wtedy dane ze wszystkich diecezji trafią do Stolicy Apostolskiej. Dopiero po zapoznaniu się z nimi będzie można powiedzieć coś konkretnego.
Adam Matyszewski - 35 lat, doktor liturgiki, organista, członek komisji ds. muzyki kościelnej diecezji płockiej. Żona Magdalena - 25 lat, pracuje w wydawnictwie oświatowym. Syna Jana postanowili ochrzcić "po staremu". To był pierwszy taki chrzest w diecezji od ponad 40 lat!
Adam Matyszewski: - Wybrałem obrządek trydencki, bo zachwyciła mnie głęboka treść teologiczna. W kruchcie ksiądz odprawił nad synem rytuał egzorcyzmów, by już na tym etapie symbolicznie wypędzić z niego zło i umocnić w dobru. Dał mu do spróbowania soli. Jako symbol mądrości i tego, że prawdziwej słodyczy można spodziewać się dopiero w niebie. Dziecko zostało też namaszczone olejem katechumenów [w mszy posoborowej używanym tylko przy chrzcie dorosłych - red.].
Piotr Szczepkowski z Płockiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej przyznaje, że to, co przyciągnęło go do mszy wszech czasów, to fakt, że nikt nikomu nie narzuca, w jaki sposób ma w niej brać udział. Nie urządza się musztry w stylu "padnij-powstań", "śpiewaj-odpowiadaj". Pozwala skupić się na tym, co najważniejsze w uczestnictwie w liturgii.
- No tak, bez tej dyscypliny niektórzy wychodzą np. na papierosa - komentuje Tadeusz Bartoś, filozof, profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Nie ukrywa sceptycyzmu. Według niego, będąc odwróconym do wiernych plecami ksiądz sugeruje, że równie dobrze mogłoby ich tam nie być. - Kapłan powinien pełnić rolę służebną, tymczasem sprawia wrażenie wynoszenia się ponad nich. Najważniejszy staje się rytuał, a nie ludzie - podkreśla Bartoś.
Co innego ks. Grzegorz Śniadoch z Instytutu Dobrego Pasterza. - Tu nie chodzi tylko o mszę, ale także właśnie o skupionych wokół niej ludzi - zaznacza. - Przyciąga ich to, że wszystko jest na swoim miejscu, oznacza to samo, nie ma żadnych udziwnień w liturgii.
- I nie ma sacro polo, tylko piękne śpiewy gregoriańskie - wtrąca Adam Matyszewski.
- Jeszcze jedno: nie chodzi o to, że kapłan pokazuje wiernym plecy - kontynuuje ks. Śniadoch. - On jest pasterzem, a oni jego owcami podczas kroczenia do Chrystusa.
Na zarzut, że msza trydencka odprawiana jest w "niezrozumiałej łacinie", Szczepkowski odpowiada: - Nikt nie robi tajemnicy z tekstów liturgicznych. Są rozmaite tłumaczenia, dwujęzyczne mszaliki. "Ja lubię nie rozumieć po łacinie" - powiedziała mi kiedyś siostra zakonna. Nieznajomość łaciny wcale jej nie przeszkadzała - zafascynowała ją mistyczna atmosfera tej mszy.
Zdaniem ks. Śniadocha, wiernych wybierających się na msze trydenckie będzie przybywać.
- Nie, to się zatrzyma - odpiera Tadeusz Bartoś. - Ludzie nie skupią uwagi na czymś, co jest dla nich niezrozumiałe. Zainteresowanie, które obserwujemy teraz, jest powierzchowne.
Jeszcze w tym miesiącu w Płocku odbędzie się ślub w tradycyjnej formie - pierwszy od ponad 40 lat. - Z mszą trydencką jest właśnie jak z małżeństwem: czasem nie potrzeba słów, by się rozumieć i kochać - mówi Lech Szyndler, doktor filozofii, pracownik Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Diakon Marek Grabowski z Bractwa św. Piotra przypomina sobie, jak w 2002 r. w krakowskim kościele św. Wojciecha zaczęto odprawiać pierwsze msze trydenckie. - Uczestniczyło w nich średnio 20 osób. Teraz są w każdą niedzielę i święta w kościele Świętej Trójcy na Kazimierzu i w dni powszednie w katedrze wawelskiej. I przychodzi w sumie ok. 350 osób - oblicza Grabowski. Ocenia, że ludzie starsi są w mniejszości. Jedna trzecia to studenci. - Dla jednych hitem są ruchy Odnowy w Duchu Świętym, dla innych msza trydencka - komentuje krótko. Dodaje, że rocznie w Krakowie jest 40-50 chrztów i blisko tyle samo ślubów w starym rycie.
Kilka takich uroczystości w roku ma miejsce również w warszawskim kościele redemptorystów św. Benona. - U nas połowę uczestników mszy trydenckiej stanowią młodzi. Mam nadzieję, że liczba ośrodków, w których będzie ona odprawiana, jeszcze wzrośnie - mówi o. Krzysztof Stępowski, rektor kościoła św. Benona.
Przypomnijmy: ponad cztery i pół wieku temu w Trydencie zaczął się sobór, który położył kres chaosowi liturgicznemu w Kościele rzymskokatolickim. Ryt mszy używany "od zawsze" w diecezji rzymskiej stał się - decyzją Piusa V - obowiązującym w całym Kościele zachodnim. I ta ujednolicona msza rzymska, zwana również trydencką lub mszą wszech czasów, przetrwała z niewielkimi zmianami aż do przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Dopiero wtedy, po Soborze Watykańskim II, łacinę zastąpiły języki narodowe, odwrócono kapłana w stronę wiernych. O historycznym obrządku trydenckim szybko wszyscy zapomnieli. Do polskich kościołów zaczął wracać zwłaszcza po tym, jak w 2007 r. Benedykt XVI zezwolił kapłanom na odprawianie mszy wszech czasów bez konieczności zgody biskupa.
Czy to moda, krótka fascynacja tym, co nieznane, tajemnicze, czy trwała tendencja?
- Informacje na temat uczęszczania wiernych na mszę trydencką w Polsce są danymi punktowymi. Póki co, nie ma dokładnych badań statystycznych na ten temat - zaznacza ks. dr Józef Kloch, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. - O ile się nie mylę, mają być one przeprowadzone pięć lat po powrocie rytu trydenckiego, a zatem w 2013 r. Wtedy dane ze wszystkich diecezji trafią do Stolicy Apostolskiej. Dopiero po zapoznaniu się z nimi będzie można powiedzieć coś konkretnego.
Adam Matyszewski - 35 lat, doktor liturgiki, organista, członek komisji ds. muzyki kościelnej diecezji płockiej. Żona Magdalena - 25 lat, pracuje w wydawnictwie oświatowym. Syna Jana postanowili ochrzcić "po staremu". To był pierwszy taki chrzest w diecezji od ponad 40 lat!
Adam Matyszewski: - Wybrałem obrządek trydencki, bo zachwyciła mnie głęboka treść teologiczna. W kruchcie ksiądz odprawił nad synem rytuał egzorcyzmów, by już na tym etapie symbolicznie wypędzić z niego zło i umocnić w dobru. Dał mu do spróbowania soli. Jako symbol mądrości i tego, że prawdziwej słodyczy można spodziewać się dopiero w niebie. Dziecko zostało też namaszczone olejem katechumenów [w mszy posoborowej używanym tylko przy chrzcie dorosłych - red.].
Piotr Szczepkowski z Płockiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej przyznaje, że to, co przyciągnęło go do mszy wszech czasów, to fakt, że nikt nikomu nie narzuca, w jaki sposób ma w niej brać udział. Nie urządza się musztry w stylu "padnij-powstań", "śpiewaj-odpowiadaj". Pozwala skupić się na tym, co najważniejsze w uczestnictwie w liturgii.
- No tak, bez tej dyscypliny niektórzy wychodzą np. na papierosa - komentuje Tadeusz Bartoś, filozof, profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Nie ukrywa sceptycyzmu. Według niego, będąc odwróconym do wiernych plecami ksiądz sugeruje, że równie dobrze mogłoby ich tam nie być. - Kapłan powinien pełnić rolę służebną, tymczasem sprawia wrażenie wynoszenia się ponad nich. Najważniejszy staje się rytuał, a nie ludzie - podkreśla Bartoś.
Co innego ks. Grzegorz Śniadoch z Instytutu Dobrego Pasterza. - Tu nie chodzi tylko o mszę, ale także właśnie o skupionych wokół niej ludzi - zaznacza. - Przyciąga ich to, że wszystko jest na swoim miejscu, oznacza to samo, nie ma żadnych udziwnień w liturgii.
- I nie ma sacro polo, tylko piękne śpiewy gregoriańskie - wtrąca Adam Matyszewski.
- Jeszcze jedno: nie chodzi o to, że kapłan pokazuje wiernym plecy - kontynuuje ks. Śniadoch. - On jest pasterzem, a oni jego owcami podczas kroczenia do Chrystusa.
Na zarzut, że msza trydencka odprawiana jest w "niezrozumiałej łacinie", Szczepkowski odpowiada: - Nikt nie robi tajemnicy z tekstów liturgicznych. Są rozmaite tłumaczenia, dwujęzyczne mszaliki. "Ja lubię nie rozumieć po łacinie" - powiedziała mi kiedyś siostra zakonna. Nieznajomość łaciny wcale jej nie przeszkadzała - zafascynowała ją mistyczna atmosfera tej mszy.
Zdaniem ks. Śniadocha, wiernych wybierających się na msze trydenckie będzie przybywać.
- Nie, to się zatrzyma - odpiera Tadeusz Bartoś. - Ludzie nie skupią uwagi na czymś, co jest dla nich niezrozumiałe. Zainteresowanie, które obserwujemy teraz, jest powierzchowne.
Jeszcze w tym miesiącu w Płocku odbędzie się ślub w tradycyjnej formie - pierwszy od ponad 40 lat. - Z mszą trydencką jest właśnie jak z małżeństwem: czasem nie potrzeba słów, by się rozumieć i kochać - mówi Lech Szyndler, doktor filozofii, pracownik Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
- 93 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
38 głosów
-
Rośnie popularność mszy trydenckich
fan-po
11.09.10, 18:31
Żydom i Komuchom - każda msza w kościele katolickim jest solą w oku.»
-
Zrozumiałe gęganie księdza rozprasza, nie można
queserasera
11.09.10, 19:10
się skupić na własnych myślach by jakoś przetrwać do końca mszy. Stąd "nieznajomość łaciny wcale nie przeszkadza". Ba, pomaga :)»
-
Rośnie popularność mszy trydenckich
krakower
11.09.10, 19:16
Brawo! Pisz tak koleś dalej, to sprzedaż Gazety spadnie o kolejne kilka procent, a Ty zarejestrujesz się pośredniaku, bo z Agory do "Głosu Kruchty" raczej nie przyjmują. »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Z Płockiego Strychu. Nie zapomnę tej krwi ...
- Poniedziałek na żywo. Aaale promocja w Auchan!
- Środa na żywo. Płock zasypany. Trwa ...
- Nowe meble prezydenta Nowakowskiego. Za ...
- Nocny wypadek przy ul. Wyszogrodzkiej. ...
- Wtorek na żywo. Walentynki i wizyta na ...
- Termy w Gostyninie. Powstaną? Nie powstaną?





