Wisła ograła Legię. Wydarzyło się w trzecim tygodniu lipca...
Produkuje najnowsze odmiany jabłoni i kolekcjonuje płyty kompaktowe, ale jego największą pasją jest modelarstwo. Były wójt Radzanowa Andrzej Mossakowski właśnie skończył budować Rodneya - chlubę floty angielskiej. Pancernik Mossakowskiego jest sto razy mniejszy od swego pierwowzoru: liczy ponad dwa metry długości
Na koncie ma już prawie pół tysiąca modeli, w jego pracowni aż roi się od okrętów, samolotów, czołgów. Hitlerowski sztukas z włączającą się podczas bombardowań syreną schował się w szafce, na podłodze dobrze czuje się japoński lotniskowiec Shinano. Wszystkie modele wyglądają jak oryginały. Kiedy Mossakowski budował "Victory" (to na jej pierwowzorze z 850-osobową załogą pływał admirał Nelson), cienkie płótno moczył w herbacie, aby żagle wyglądały na "spracowane". Mossakowski był superdokładny niczym zegarmistrz również ostatnio, gdy wziął się za Rodneya.
Benedyktyńską pracę rozpoczął w maju ub.r. Na pierwszy ogień poszły wręgi, czyli ożebrowanie ponaddwumetrowego kadłuba. Kiedy już były gotowe, Mossakowski pokrył je 2-milimetrową balsą, elastycznym drewnem z Ameryki Płd. Na to nałożył watę szklaną i 2 kg żywicy. I jeszcze ok. 10 kg szpachli. Mozolnie, w kółko szlifowanej, by kadłub mógł nabrać oryginalnego kształtu.
Następnie lakierowanie. Po kolei trzeba było nałożyć aż trzy kolory: szary, czerwony i czarny. - Kadłub był gotowy, ale tak naprawdę to był dopiero początek zabawy. Pokład musiał przypominać ten prawdziwy, więc ułożył go z 3 tys.(!) cienkich jak zapałki, jasnożółtych listewek. Potem większość elementów cierpliwie wykonywał z blachy - lutowanej bądź klejonej. Tak powstały trzy ogromne wieże z dziewięcioma armatami artylerii głównej i kilkudziesięcioma działami artylerii pomocniczej i przeciwlotniczej (każde ze specjalnie toczoną lufą). Podobnie wieże dowodzenia, nadbudówki, dalmierze, anteny. Tak jak w oryginale, na pokładzie jest dźwig i 10 reflektorów z soczewkami w środku. - O Boże, a ile czasu poświęciłem na wykonanie 14 drewnianych łodzi, każdą frezowałem za pomocą wiertarki - wspomina pan Andrzej. Nie zapomniał nawet o drabinkach, zewnętrznych schodkach, relingach wykonanych z bardzo cienkich przewodów komputerowych.
- Wszystko mi się przydaje: kawałki plastiku, firanki, fragmenty rurek - opowiada. - Kiedy w sklepach pytają, do czego mi potrzebne różne rzeczy, nie odpowiadam, bo by się śmiali - mówi modelarz.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów


